Ja Wam powiem jak to było...









1 listopada 2006

Pan ojciec Pana Romka Wielkiego Edukatora twierdzi, że ludzie żyli w tym samym czasie, co dinozaury. Cały wykształciuchowy swiat podniósł nagle wrzawę, ze jak to, ze Pan Ojciec niedouczony, ze to nieprawda, ze jak mozna dzieciom naszym, polskim, katolickim taką ciemnotę wciskać. A ja Wam powiem, wykształciuchy, ze racji nie macie. Pan Ojciec Pana Ministra Edukatora Romka jest uwaznym obserwatorem swiata go otaczającego, a wiedzę o nim czerpie z mass mediów i innych osiągnięć nowoczesnej cywilizacji, a w szczególnosci z wynalazku zwanego kinem. I on wie, ze ludzie dawno dawno temu, w epoce kamiennej, trzymali małe dinozaurki, zeby te chroniły ich domostwa przed złodziejami, a ogromne, wielgachne dinozaurzyska pomagały podnosić wielkie ciężary na placach budowy. A ludzie w tamtych czasach mieli takie samochody z kamiennymi kołami i jak chcieli je zatrzymać to hamowali piętami. Na dowód tego załączam zdjęcia.
Panie Maćku, to film był tylko, bajka taka...

Dla wszystkich...


1 listopada 2006



Swiatełko dla wszystkich tych, którzy już są TAM, chociaż tak bardzo chcielibysmy, żeby byli jeszcze TU.
Tęsknię za Wami...

Ach, jak cudownie!


20 października 2006


Jest cudownie! Buro za oknem, leje, wieje, a ja sobie siedzę w domu, oglądam telewizję, buszuję w Internecie, popijam winko - po prostu robię NIC!


Ech, gdyby tak jeszcze udało się Britkę nauczyć korzystać z ludzkiego kibelka...

Girl power...?


28 października 2006

Ponieważ trochę się zmęczyłam i nie mam siły na intelektualne rozrywki odwiedziłam stronę Le Patafian. I oto czego dowiedziałam się o nas, dziewczyny:

"Nasz korespondent w terenie odkrył prawdę! Oto jak w rzeczywistości wygląda pozycja kobiet w świecie. Poniżej lista szokujących faktów, które ostatecznie potwierdzają tezę, że niełatwy jest los kobiety. Oto jakie miejsce zajmuje płeć piękną w różnych społeczeństwach:

Polak - człowiek. Polka - taniec. Japończycy - ludzie. Japonki - klapki. Fin - człowiek. Finka - nóż. Ziemianin - człowiek. Ziemianka - taka chatka. Węgier - człowiek. Węgierka - śliwka. Graham - pisarz. Grahamka - bułka. Czesi - ludzie. Czeszki - komunistyczne obuwie, które nosiło się na lekcjach w-f.

Bawarczyk - pan w ósmym miesiącu ciąży, spodziewający się beczki piwa (płeć nieznana), koniecznie w spodenkach na szelkach i kapeluszu z piórkiem. Bawarka - herbata. Rumun - chłop jak każdy inny. Rumunka - tirówka. Anglik - dżentelmen. Angielka - kostka lodu z dziurką. Walijczyk - człowiek. Walijka - pieszczotliwe określenie kijabaseballowego. Kanadyjczyk - człowiek. Kanadyjka - rodzaj kajaka.

Filipińczyk - facet. Filipinka - gazeta. Szwed - człowiek. Szwedka - kurtka. Hiszpan - człowiek. Hiszpanka - grypa. Amerykanin - człowiek. Amerykanka - mebel (łóżko). Estończyk - człowiek. Estonka - internetowy pasożyt jedzący kartofle."

Ale, że co niby? Że jestesmy gorsze? Nigdy w życiu! Zobaczcie ile ważnych ról odgrywamy! Czym byłby bez nas swiat? Nudną pustynią! Girl power, panowie!

Szkoła naszym drugim domem...



27 października 2006

Właśnie dowiedziałam się, że w zeszłą sobotę 14-letnia uczennica jednego z gdańskich gimnazjów powiesiła się w swoim pokoju po tym, jak jej koledzy klasy podczas lekcji rozebrali ją i symulowali scenę gwałtu. Wszystko to działo się pod nieobecność nauczycielki i na oczach całej klasy, a jeden z chłopców nagrał całą sytuację przy pomocy telefonu komórkowego.

Zobaczyłam w gazecie zdjęcia tych dowcipnisiów. Takie małe kurczaki z dziecinnymi buziami.

Reforma szkolnictwa nie daje jak widać pożądanych rezultatów, a to co dzieje się w gimnazjach, to równia pochyła. Wprowadzenie ochroniarzy do szkół, bramek do wykrywania metali przy wejściach to nie rozwiązanie. Pomysł Najjaśniej nam Panujących - Premiera i Ministra Edukacji, aby stworzyć szkoły specjalne dla niebezbiecznych uczniów, w których pracowaliby byli wojskowi też wydaje mi się nienajlepszy.

Rozwiązanie to zmniejszenie liczebności klas po to, żeby każdy nauczyciel miał szansę dotrzeć do wszystkich uczniów. Uczenie w trzydziesto- lub nawet czterdziestoosobowych klasach to nieporozumienie. To "odbębnianie" lekcji, a nie jej prowadzenie.

Na właściwą, sensowną reformę polskiego systemu edukacji muszą znaleźć się pieniądze w budżecie, bo jeśli ich nie znajdziemy, to niedługo strach będzie wyjść z domu po 20.00.


Hurra! Ktoś to czyta!



26 października 2006

Dziś dowiedziałam się, tzn. doniesiono mi, że jest na tym świecie ktoś, kto tu zagląda. Cieszy mnie to niezmiernie, drogi Darku. Ale wiesz co? Zostaw czasem komentarz, Agul pokaże Ci co i gdzie kliknąć. :)




Przy porannej kawie wyczytane...


19 października 2006

Tym razem nie kupiłam gazety. Poczytałam za to wiadomości w Internecie.

"Dyrektor młodzieżowego publicznego Radia BIS chce karać dziennikarzy - jeśli na antenie powiedzą Święto Zmarłych zamiast Dzień Wszystkich Świętych mają zapłacić tysiąc złotych."

Taaaa... Ja proponuję karę śmierci dla każdego odwiedzającego cmentarze, który w ten dzień powie Święto Zmarłych.

Nie podoba mi się


14 października 2006

A w supermarkecie obok mojego bloku już można kupić bombki, sztuczne choinki, łańcuchy i inne ozdoby.

Halo! Jest dopiero październik! Dopiero połowa października!
Panie i Panowie specjaliści od tego jak sprzedać wszystko i każdemu! Znowu perfekcyjnie zabijecie we mnie radość Bożego Narodzenia. Do 24 grudnia te bombki to mi się już tak opatrzą, że na samą myśl o świętach będzie mi niedobrze...

Amerykancka kultura w końcu, czego ja w sumie chcę...?


Już tu jest...


14 października 2006

Już tu jest. Nie odejdzie ... Pojawiła się razem z gęstą poranną mgłą. Jesień...

Wszystkiego najlepszego nam, drodzy nauczyciele! Byle do wakacji!

Byle do czerwca...


13 października 2006

Dwa tygodnie mnie tu nie było. Nie miałam siły. Wracam z pracy i tępo patrzę w ścianę, to jedyny wysiłek, na jaki mnie stać. Wieczorem mam mózg z mokrej waty. Zero iskrzenia. Zero myśli. Zero chęci na cokolwiek. Byle do czerwca, byle do wakacji. Wieści nowych i interesujących nie mam. Poza tym, że kolejna osoba, którą znam wyjeżdża zagranicę. Nie nastraja mnie to zbyt pozytywnie, ale cóż, takie czasy, dobrze, że ma siłę działać i coś w życiu zmienić. To moja szwagierka (ble, nie lubię tego słowa), tzn. żona mojego przyrodniego brata. Mają 10 letnią córkę, małe mieszkanie, rozlatujące się auto. Mam nadzieję, że im się uda. I nie chodzi mi o pieniądze. Ale może uda im się spędzać razem popołudnia, bo od 10 lat im się to nie udaje. Oboje zasuwają na zmiany. I chociaż mam wielki szacunek do pracy mojego brata (jest strażakiem), to nie dziwię mu się, że chce zmiany.

Dziś niespodziewanie Rafał przywiózł mi mojego ulubionego batonika do pracy. W drodze ze szkoły do jego pracy. Nie musiał wcale. Świat jest super!

Love is all around


1 października 2006

Pierwszy samotny weekend po wakacjach, Rafał pobiera właśnie nauki daleko od domu. Dochodzę do wniosku, że jak się nie widzimy, to więcej ze sobą rozmawiamy, bo co wieczór dzwonimy, żeby dowiedzieć się co słychać i czy wszystko w porządku. I tak jakoś więcej mamy czasu na rozmowę i bardziej jesteśmy skupieni. I znów jest dobrze, pomimo, że naokoło nie jest za fajnie... Czasem dobrze tak porozmawiać na odległość.

Z dobrych wiadomości mam jeszcze taką, że dziwnym trafem mogę używać literki "ś" i nic mi się nie kitwasi, tak więc myślę, że zagości tu ona na dłużej.

Życzę Wam wszystkiego dobrego tej jesieni; uśmiechajcie się pomimo deszczu i za długich wieczorów i tego, że wciąż nie ma na nic czasu ani pieniędzy.

Nie ma o czym gadać...


27 wrzesnia 2006

Co tu dużo gadać, zaczęło się. Znów nie mamy czasu dla siebie, widujemy sie tylko wieczorami i to na króciutko, bo zawsze któres z nas padnie pierwsze. Na szczęscie przegadalismy to ostatnio bardzo dokładnie i doszlismy do wniosku, że trzeba to zmienić. Zmienimy na pewno, ta chwila jest coraz bliżej. Po miesiącach wahań i kombinowania jak zmienić obecną sytuację tu na miejscu, doszlismy do wniosku, że na to nie mamy ani czasu ani siły i nie widzimy sensu. Pewnie znajdą się osoby, które stwierdzą, że to najprostsze wyjscie, tak uciec teraz, kiedy jest najtrudniej, niektórzy pewnie stwierdzą, że to tylka taka moda, a my jak te barany robimy bez zastanowienia to, co robi większosć. Każdy ma prawo do swojego zdania. Każdy też ma prawo żyć tak, żeby mieć chociaż trochę czasu dla siebie i swoich najbliższych. A my nie mamy. I wcale nam się to nie podoba.
Od dwóch lat nie bylismy razem na wakacjach. Ponad rok temu spędzilismy dwa dni w Górach Swiętokrzyskich. Nie zanosi się na to, żebysmy mieli szansę na krótki wyjazd przed Bożym Narodzeniem. Jestesmy zmęczeni i rozżaleni, że nie możemy jednoczesnie zarabiać tyle, żeby nie umrzeć z głodu i żyć spokojnie, mając czas również na rzeczy nie związane z pracą.
Wizja zaciągnięcia kredytu na mieszkanie w bloku, perspektywa spłacania go przez najbliższe 25 lat i harowania po to, żeby móc te raty spłacić, bo na wiele więcej nie zostanie, jest dla mnie tak straszna, że nawet takiej opcji nie rozważam. Nie sądzę, że chęć mieszkania na przedmiesciach w niewielkim domu to tak wiele. Wiem, że nigdy nie będzie nas na to stać, jeżeli będziemy robić to, co robimy teraz.

Jesli wiesz, co chcę powiedzieć...

Make love not war?


14 wrzesnia 2006

Usłyszałam własnie w radiu wiadomosć (potwierdzoną przez Agencję Reutera), że bliźniaczy brat Pana Prezydenta Kartofla podczas wyżebranej wizyty u Pana Prezydenta Największego Mocartstwa Ever zadeklarował, że Polska wysle do Afganistanu 1000 żołnierzy. Na własny koszt. To znaczy na koszt podatników. Czyli mój.

Ratunku! Dlaczego ktos decyduje za mnie na co przeznaczy moje pieniądze? A może Mr Potato nie wie na co wydawać?

Panie Prezydencie, nie ważne jak bardzo będzie się pan podlizywał, Ameryka ma nas w dupie!

Podróż moich nie-marzeń...


12 wrzesnia 2006

Dzis miałam nieprzyjemnosć jechać pociągiem. Podróż miała zająć 15 minut. Jechałam półtorej godziny. Lubię przygotować się do przejażdżki zawczasu, sprawdziłam zatem rozkład jazdy w Internecie. Hm, cóż, okazało się (gdy wchodziłam na "dworzec"), że rozkład jazdy w Internecie i rozkład jazdy na tablicy, która wisi na scianie "dworca" to nie to samo. Oczom mym ukazał sie tył pociągu. Tego, którym zamierzałam jechać. Pani z okienka kasowego miała zupełnie inne dane dotyczące czasu odjazdu pociągów. Dzięki temu spędziłam kupę czasu na "dworcu" siedząc na resztce jakiegos rusztowania, za mną malowniczo rozposcierała sie kałuża gęsta od petów.
Wyraz dworzec jest w cudzysłowie, bo to cos w moim pięknym miescie jest straszne i wybaczcie dosadnosć stwierdzenia - smierdzi moczem. Acha, i nie ma ani jednej ławki. I jest brudny. Zegara też nie ma. Nie korzystajcie z niego, jesli nie musicie.

Jesień...



11 wrzesnia 2006

Jeszcze niedawno martwiłam się nadchodzącą jesienią, a raczej tym, że odchodzi lato... A dzis było tak pięknie, tak spokojnie, zamglone swiatło, gładka tafla wody, usmiechnięci ludzie... I wcale mi się to nie sniło, to bylo naprawdę! Hm... Może jesień nie jest taka zła?
PS Radosć mą zmącił jedynie pewien szalony rowerzysta, który mnie prawie rozwalcował, ale wybaczam mu, bo wieczór był taki piękny...
W takich chwilach zawsze, ale to zawsze myslę, że skoro teraz jest tak pięknie, to na pewno cos się zaraz schrzani, w mysl prawa mówiącego, że w przyrodzie istnieje równowaga, tzn., że to co dobre równoważy to, co złe i na odwrót. O, rany, może jednak nie tym razem?
A tam w oddali widać mój domek...

Przetrwałam!



9 wrzesnia 2006

Dużo dzis nie napiszę, chcę się jednak podzielić radoscią z całym swiatem - nareszcie mam weekend! Po 13 dniach pracy, mam WEEKEND! Tzn. kawałek soboty i calutką niedzielę! Po wczorajszym zasnięciu nad talerzem zupy (dla zaiteresowanych: krupniku) nareszcie mam czas dla siebie. Kochane współpracowniczki - miłego byczenia się w samotnosci lub w towarzystwie. Ja będę odpoczywać w towarzystwie - Raflika, Britki, kabaretów (o 18.00 na Polsacie i o 20.05 na TVP2) i wyrobie miejscowego znanego w całym kraju browaru.
Jeruna! Jak jo sie dziouszki ciesza! Do zobaczenia w poniedziałek!

PS Ingen już pewnie się domysli, w jakim sląskim miescie mieszkam. :)

Wieczorne mysli...


4 wrzesnia 2006

Kilka razy przeczytałam wpisy w Pana blogu, Panie były Premierze i obecnie pełniący obowiązki prezydenta stolicy. Długie te wpisy. I prawie codziennie. O młodzieży dużo, że taka wspaniała i że trzeba w nią inwestować. I o stolicy, że trzeba o nią zadbać. I o Polakach, że kapitalni. Super jest ten blog!

Tylko czemu Panu nie wierzę?

A teraz od siebie


2 wrzesnia 2006

A propos tego swiadectwa maturalnego z poprzedniego wpisu. Jak sobie pomyslę, że w tym roku dzięki amnestii Pana Ministra Romana swiadectwa maturalne otrzymały osoby, które nie dały rady zdać egzaminu na poziomie podstawowym (tzn. uzyskać 30% wszystkich możliwych do zdobycia punktów) to szlag mnie trafia i trwoga ogarnia. I jak pomyslę, że wsród tych przedmiotów jest na przykład język polski... I na nic argumenty, że w Stanach tez matoły kończą szkołę srednią, a jak im się powodzi wspaniale, powiem szczerze: Gówno mnie to obchodzi!

I jak pomyslę, że mając własną działalnosć gospodarczą trzeba odprowadzić ponad 700 złotych na ZUS - to po kolei wymieniam wszystkie znane mi przekleństwa.

A jak pomyslę, że co miesiąc grubo ponad 30% mojego zarobku odprowadzam na ZUS i do Urzędu Skarbowego, to zaczynam wyc jak wilczysko w księżycową noc, bo: jakies trzy lata temu wyliczono mi moją hipotetyczną emeryturę (zdechnę z głodu po otrzymaniu pierwszej), z państwowej służby zdrowia własciwie nie korzystam, bo zanim doczekam się na specjalistyczne badanie, zdechnę nim ZUS mi wypłaci emeryturę.

I jak jeszcze raz usłyszę od kogos, że wyjazdy do pracy za granicę to taka moda, to strzelę w pysk chyba. I ja i moi znajomi taki "modny" wyjazd rozważają przynajmniej od czasu do czasu. Bo pracując po 10 godzin dziennie chcę, żeby stać mnie było na cos więcej niż czynsz i Sofia za 5,99 PLN (nota bene bardzo dobra!).

Ech...

Dziękuję, Aniu!

2 wrzesnia 2006




Z Internetu



2 wrzesnia 2006

"Lada dzień ma ruszyć cenzura polskiego Internetu, a zwłaszcza zabawnych filmików reklamowych. Na stronie www.antycenzura.net rozpoczął się protest internautów przeciwko takiemu naruszaniu wolności obywatelskiej, skierowany do Ministra Edukacji Narodowej, Romana Giertycha. Kilka tygodni temu Minister Giertych zapowiadał jawną cenzurę polskiego Internetu. Nie chodzi tu bynajmniej jedynie o osławiony program Beniamin. Pod cenzorski topór mają iść przede wszystkim internetowe reklamy, zwłaszcza ukochane przez internautów zabawne filmiki, które, jak mówi Minister, „godzą w nasze polskie wartości”.
Pan Minister godzi w moje poczucie dobrego smaku...

Z prasy


2 wrzesnia 2006

Fakt:

"Uzdrawiająca moc Słońca: Siła naszej gwiazdy wsparta energią uzdrowiciela o nadludzkich możliwościach! Znany bioenergoterapeuta, Henryk Urbaniak (48 l.), który ma na swoim koncie niezliczone przypadki uzdrowień, teraz może pomóc i tobie. Specjalnie dla Czytelników Faktu osobiście naenergetyzował zdjęcie Słońca. - Skorzystajcie z przekazu tej energii, a ustrzeżecie się przed jesienną depresją - zapewnia Henryk Urbaniak."
Biegnę do kiosku. Kupię sobię i będę sie ładować energią. Czego to ludzie nie wymyslą, żeby zarobić.

Stara jestem, a głupia




28 sierpnia 2006

Przywiązuję się do ludzi, których uczę. W czwartek rozstaję się z następna grupą, znam ich tylko miesiąc i wiem, że będzie mi ich bardzo brakować! Dziękuję Wam za ten super miesiąc, jestescie fantastyczni!

Ojć! Pan Bóg gromy sieje gęsto!



26 sierpnia 2006

"Do nieprawdopodobnego i szczęśliwie zakończonego wypadku doszło w piątek w gmachu ministerstwa spraw wewnętrznych w Rzymie. Podczas gwałtownej burzy piorun trafił w biurko, a siedząca przy nim pracownica odniosła tylko lekkie obrażenia. W ministerstwie wybuchła panika. O wypadku poinformował w sobotę dziennik La Repubblica."

Najpierw Holandia, teraz Włochy... Ciekawe kiedy u nas?

Lubię patrzeć przez okno


26 sierpnia 2006

Lubię zamyslić się patrząc przez okno. Zastanawiam się dokąd tak spieszą się ci, których obserwuję. Co mają w siatkach (bo wszyscy mają reklamówki, mieszkam obok supermarketu). I o czym myslą idąc do koscioła (obok którego mieszkam) i z niego wracając. I czy podczas mszy w Boże Ciało zaraz pod moimi oknami, 100 metrów od koscioła a jakies 10 od supermarketu zastanawiali się, co jest do kupienia na promocji, czy raczej żarliwie modlili się i przeżywali tajemnicę chleba i wina...
O czym rozmysla dziewczyna, która pracuje w solarium, do którego prawie nikt nie przychodzi, kiedy tak patrzy przed siebie paląc kolejnego papierosa.
I fryzjerka z pustego salonu...
I ten pan z psem, na którego mówi antychryst, "bo taki niedobry, tylko by gryzł" kiedy wraca ze spaceru.

Smętne przemyślenia w deszczowy wieczór... ze wspomaganiem (Sophia 5,99 za butelkę)


25 sierpnia 2006

Ostatnio coraz częsciej mam wrażenie, że ja naprawdę jestem kosmitką. Na co natrafię, to wydaje mi sie jakies głupie, albo dziwaczne, a większosci naszego społeczeństwa się podoba, a nawet bardzo i chcą więcej i więcej. Wczoraj wieczorem chciałam spędzić wieczór przed telewizorem, poszukiwałam czegos lekkiego, pozytywnego w temacie, nie za bardzo wymagającego intelektualnie, ale też nie debilizmu absolutnego. Byłam zmęczona i chciałam odpocząć po prostu. Niestety, niczego takiego telewizja kablowa nie oferowała, w zamian za to natknęłam się natomiast na:
1. Film o facetach i kobitach biegających w mundurach, z pełnym uzbrojeniem i malunkach na twarzy po lesie i ginących z rąk(?) strasznego aliena. Wytwórnia nie wydała za dużo pieniędzy na efekty specjalne - alien był niewidzialny. Dziękuję, tego nie chcę. Lecimy na inny kanał.
2. Program, w którym brzydcy Amerykanie na koszt dużej stacji telewizyjnej zmieniają swe marne i nic nie warte żywoty w życie pełne i szczęsliwe. Pewien wybranek losu (stacji) zostaje zaproszony do chirurga plastycznego, który pyta go o to, co mu poprawić. Pomyslicie wstrętny jak kartofel nos zmienić? Ha, nie! Uszy gigantyczne zmniejszyć? I to nie! Nie zgadujcie, powiem. Pan miał zmarszczkę na czole i już jej nie chciał. A młoda bibliotekarka nie chciała już policzków "jak chomik". Ech, poprzewracalo wam sie w d... posladkach od tego dobrobytu! Pstryk na inny kanał? Nieeee.... Idę spać. Nie lubię być traktowana jak debil.
Rano wstałam wesoła. Ale naiwnie kupiłam gazetę codzienną. I piję poranną kawkę i przeglądam sobie, a tam, jak zwykle "choroby, wojny, rozpacz". Nic pozytywnego. A Ingen chciała dostać wpis radosny na swoim blogu, ale nie dałam rady... Ale obiecuję udać się na kwarantannę prasową na jakies dwa, trzy dni i na pewno z głowy wyrzucę te czarne mysli... I cos radosnego napiszę.
A teraz dowiedziałam się, że "Piorun zabił w piątek w holenderskim mieście Vorden dwóch muzyków z pogrzebowej orkiestry, którzy stali pod drzewem na cmentarzu - poinformowała policja." Monty Python by nie wymyslił lepiej...
To ja zaraz idę spać. I proszę o jakies pozytywne sny, a nie te durnoctwa z zeszłej nocy. Nie mam siły intensywnie udzielać się we snie a potem być przytomna w pracy. A nasz klient nasz pannnnnnn....
To dobranoc...

To jak to jest, kolego?


23 sierpnia 2006
Powtórzę pytanie - To jak to jest? Udawałes przyjaciela, podpytywałes, dociekałes.... To się research nazywa, wiem... A Twoja sliczna dziewczyna zatrudniła się na całe 2 lata u jednej z nas też tylko w tym celu? Żeby wyczuć rynek? I żebysmy się zrozumieli, cieszę się, że znów działamy w tej samej branży, choć teraz jako konkurencja i życzę Ci szczęscia. Nie podoba mi się jak potraktowałes wczoraj tę, która dawała pracę Twojej dziewczynie. Szkoda, że wolisz mieć wrogów niż przyjaciół.

Hej, hej koleżanki z piwnej pianki! - Part III



19 sierpnia 2006

A nie lubię, że tak tu rzadko wpadacie ...

Hej, koleżanki z piwnej pianki! - Part II


19 sierpnia 2006

Lubię też z Wami pracować.

Hej, hej, koleżanki z piwnej pianki!


19 sierpnia 2006

Hej, koleżanki, lubię chodzić z Wami na "likierek", ubawię się przy tym, że starcza mi na co najmniej dwa tygodnie! Dziękuję za cudne opowiesci o Krysi i jej "chlopakach", jak sobie przypominam, to pluję ze smiechu na monitor.

Mój monitor cierpi również z powodu:
1. dyliżansu
2. Szczek szczek szczek szczek. Szczek.
3. Rączki mi nie wytrzymują! Rączki mi nie wytrzymują!
4. I jeszcze przeklinasz...
5. Ciulej, ciulej.
6. Karaoke i DJs Veggie i Cherry.

To kiedy znów idziemy?

Jak to się dzieje? Jak to możliwe?



19 sierpnia 2006

Dziwne. Za każdym razem jak robię pranie, to do pralki wkładam parzystą liczbę skarpetek. Ale wyciągam nieparzystą. Niestety, skarpetek nie przybywa, lecz ubywa. Nie ma ich tam w czelusciach bębna, sprawdzam zawsze. Podejrzewam, że bęben pralki to jakies tajemnicze miejsce, które powinno zostać bardzo dokładnie przebadane przez skarpetkowe odpowiedniki Scully i Mulder'a. Hm, tymczasem muszę przygotowac jakies wiarygodne wytłumaczenie faktu, że skarpetki zniknęły, bo przewiduję, iż ich własciciel będzie dociekał...

Sorry, Britka, chyba zwalę na ciebie...

Jeszcze nie, proszę!


16 sierpnia 2006

"Czajki pierwsze wyruszyły w podróż do ciepłych krajów. Za nimi poleciały jerzyki, muchołówki i pokrzewki. W łódzkich parkach nie słychać też już treli słowików, nie widać także szpaków. Trwają odloty ptaków do ciepłych krajów, głównie do Afryki - podaje Express Ilustrowany."
Jeszcze nie, proszę... Jeszcze zostańcie chwilkę... Ja nie chcę zimy jeszcze!

Fajne!


13 sierpnia 2006

Znalazłam takie cos przypadkiem na jednym z forów:

http://www.pandora.com/.

Fajne. Co prawda trzeba mieszkać w Stanach i podać kod pocztowy, ale od czego Google... ;P Miłej zabawy!
PS Więcej nie mogę dzis napisać, zajęta jestem słuchaniem. :D

Jestem kosmitką...


11 sierpnia 2006

Im dłuższy i dalszy spacer z psem, tym większego nabieram przekonania, że w społeczeństwie zajmuję pozycję o nazwie Kosmita. Do szału i skrajnego wscieku doprowadzają mnie osoby wyprowadzające psy bez smyczy i bez kagańca. Uważam, że na spacer osiedlowymi alejkami, gdzie przechadza się wielu ludzi psy powinny być na smyczy lub w kagańcu.
Nie cierpię, kiedy spotkawszy na swej drodze Pana/Panią z pupilem (wielkosć i rasa psa bez znaczenia) słyszę:
- A niech się pieski powąchają!
Na to ja:
- Wolałabym jednak nie. - i zwijam smycz tak, że mój pies wisi mi już niemal u pasa.
- Ale niech pani go pusci, mój mu nic nie zrobi! (Ciekawe skąd jest taki pewny...)
Ja:
- Ale ja nie jestem pewna czy mój nic nie zrobi. (Zwijam smycz jeszcze bardziej, Britta wisi na szelkach. Suka nie ciepi jednych psów i kocha inne. Nie wiem na jakiej podstawie dokonuje selekcji.)
Kurczę, ja tam nigdy nie jestem pewna, na jaki pomysł wpadnie mój pies puchaty i przemiły. Prowadzę ją na smyczy w osiedlu. Wychodzę z założenia, że alejki osiedlowe są raczej dla ludzi niż dla psów. Nie mam nic przeciwko psom swobodnie biegającym na otwartym terenie, gdzie pojawia się niewielu przechodniów (takich miejsc jest u nas pod dostatkiem, kochani! Na każdym osiedlu jest jakis park, albo przynajmniej spory kawał trawy.) Nie lubię psów biegających samopas. Nie cierpię amstafów i pitbulli bez smyczy i kagańców w towarzystwie włascicieli, umilających sobie przechadzkę popijaniem piwa.
Albo tych malusich wrzaskliwców, które nigdy nie są zapięte, bo "są malutkie i nic nie zrobią." W moim bloku mieszka taki. To on warczy i szczeka wsciekle na mojego psa, a nie odwrót, choć Britta jest sporo sporo większa.
Niewielu psich włascicieli mnie rozumie. Kosmitka i tyle.

PS Co do sprzątania po psach. Jestem za. Ale pod warunkiem, że nie będę musiała paradować z psią kupą w ręcę przez pół osiedla. Kosze na te nieczystosci to rzecz według mnie niezbędna!

Czemu się tak pieklę? Bo mój pies jest PSEM a nie czlowiekiem, chociaż jest mądra, grzeczna i sliczna do tego. Te cechy jednak nie sprawią, że będzie miała pojęcie o tym co to rozsądek, współczucie czy wyrzuty sumienia.

Uff... Wywnętrzyłam się. Idę na spacer. Z psem.
PS PS Ten na zdjęciu to nie Britta. Ale bardzo podobny. Pewnie rodzina.

Yyyyyy...


7 sierpnia 2006

W brzuchu kawał rozżarzonego żelaza (dosć sporych rozmiarów), zawroty głowy, nudnosci, ból żołądka, ból krzyża i ud, ból głowy, drżenie rąk. Tak czuję się co miesiąc.
Dwa razy Ibuprom Max, usmiech na twarz i do pracy.
Nie krzywić się, nie narzekać. Nasz klient, nasz pannnnnn...
To nie choroba, to fizjologia, normalna rzecz. Chcę się zabić!

Chciałabym, chciała...


6 sierpnia 2006

Chciałabym leżeć gdzies na łące na końcu swiata, patrzeć w niebo i niczym się nie martwić. Tymczasem, jak co miesiąc, mam niski poziom estrogenu i mam broń i nie zawaham się jej użyć!

A potem ugotuję obiad. W szesciu garnkach. Dlaczego w szesciu? Bo taaaaaaaaaaaaaaaaaaak!!!

Weekend, proszę Państwa!


5 sierpnia 2006

To jest własnie TA chwila. Własnie TEN moment. Zaczął się weekend i jeszcze, głupia, myslę, że będzie długi. Hehe... Zaraz się, kochana, skończy i znów to samo w kółko... Ale teraz, w tej chwili, jest mi tak dobrze i tak błogo! Nie mówcie mi, że w kalendarzu są poniedziałki... Chociaż tak prawdę mówiąc, to poniedziałki nie przeszkadzają mi aż tak bardzo. Najgorsze są niedzielne wieczory. Takie przepowiadacze końca weekendu, brr...
Ale teraz to ja Wam nie powiem gdzie ja mam te niedzielne wieczory. Nie powiem Wam z dwóch powodów: po pierwsze: bo musiałabym użyć wyrazów, których używać nie należy, a po drugie: bo dopiero jest sobota!

Let's get louuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuud!

http://tickers.TickerFactory.com/ezt/d/4;54;80/st/20061224/e/Christmas/dt/7/k/577f/event.png

Ja wiedziałam, że tak będzie


2 sierpnia 2006

No i co? No i pstro! Zaczęło się! Biegnę wciąż, od rana do nocy pracuję, w domu, w biurze, ze studentami, potem w domu. Nawet w nocy. Przez sen. Przez sen to przeprowadziłam wczoraj stanowczą rozmowę z jedną z lektorek. Choroba prychiczna mi się kroi. Rafał nie lepszy - jest 21.04, a on pogłębia wiedzę na temat rwy kulszowej - jutro jacys nowi pacjenci mu się kroją. Tzn. on kroi rano. Ale nie tych pacjentów, ale jakichs innych. Tzn. oni już nie są pacjentami. Bo oni, jakby to powiedzieć delikatnie, już nie żyją... Dla mnie brr...
Wracając do mojej skromnej osoby, to bardzo jestem zmęczona, ale jestem też bardzo zadowolona, że nareszcie mam cos do roboty. Szkoda tylko, że klimatyzacja zdechła po trzech dniach od instalacji i że w mojej norze, w bezposredniej okolicy komputera temperatura waha się między +30 a +33 stopniami Celsjusza. Hm...
Czymże byłoby moje życie bez narzekania, nie?

Myslicie czasem o tym?

1 sierpnia 2006

Czy ktos z Was mysli czasem o tym ile mamy szczęscia, że to nie nam się przytrafiło? Że w będąc w wieku tych dzieci mielismy dziecięce problemy? Ja myslę tylko 1 sierpnia, niestety.

To idę


1 sierpnia 2006

Własnie nadszedł koniec wakacji. Własnie wchodzę w ten wir, w ten młyn, w te dzwoniące telefony, maile, ksero, drukarki... I znów ci ludzie wszędzie i nie wolno pokazać, że mam gorszy dzień. Hura! Nareszcie!

Nasz klient nasz pannnnnnn...