O młodzieży ciąg dalszy


2 lipca 2007
W poprzednim wpisie opisałam moją wizję młodocianych kradnących naręcza arbuzów. Chciałabym kontynuować temat młodzieży "młodszej". Otóż czasami przeszukuję blogi w sieci szukając czegoś interesującego, bo jestem typem "podglądacza" i czytanie blogów sprawia mi frajdę. Natknęłam się na taki oto wpis latorośli płci żeńskiej:

"Sorki że tyle niepisałam ale wiecie wakacje kiedy bylo zakończenie roku to widziałam tygryska on jest kochany ale szkoda żę już jest w pierwszej gimnazjum bo ja go KOCHAM !!!! A przez reszte dni byłam na placu z koleżankami.Ale wczoraj było najlepiej dowiedziałam sie jak nazywaja sie takie fajne synki ale mam do nich przezwiska czarny , OKULAREK , wczoraj ich kolega szedł a jamu powiedziałam żeby ich przyprowadzil ale niestety ich niebyło;( pózniej dam wam foty~!!!!"

i tytułem wyjaśnienia: "Wiecie nazywam sie Patrycja mam 12 lat Nienawidze Billa z Tokio Hotel i całej załogi Ale za to kocham Nowego z" Skazany na śmierć "i" Richiego" Chrisa i mojego koleżki z 6c Tygryska. i troche dominika.'

Wow, niezłe, niezłe, wszystko na jednym wydechu: miłość do Tygryska, początek wakacji, plac i fajne synki. To ci piękny wiek, 12 lat... Mmmmm.....I można bezkarnie kochać czterech chlopaków naraz! Uff... Gdzie te czasy :)

Citrullus vulgaris rulez

2 lipca 2007

Postanowiłam dziś zakupić sobie dużo różnych owoców. W tym celu udałam się do pobliskiego supermarketu. I cóż się okazało? Że najtańszymi owocami dotępnymi obecnie na rynku polskim nie są wcale nasze ukochane truskawki, czereśnie czy chociażby jabłka. Owoce te pamiętam z dzieciństwa, rosną na prawie każdej polskiej działce, w wielu ogródkach! Jakiż to owoc jest więc obecnie (i pewnie nie zmieni się to przez długie letnie miesiące) najtańszy? Odpowiedź brzmi: arbuz!
Ach i już oczami wyobraźni widzę te dzieci współczesne, które podczas wakacyjnej beztroski udają się na pobliskie działki i ukradkiem zrywają ogrodnikom-amatorom naręcze (kiście?) arbuzów, garściami chowają je w kieszeniach i fruuu.... skaczą przez płot i dalej w długą, żeby nie dopadł ich rozwścieczony działkowicz!

Dziwny jest teeeeeeeeeeeeen....kraj.......

A niech to.... :/


28 czerwca 2007

Zawsze to samo! Nie mogę się doczekać urlopu, cieszę się jak głupol jakiś, nastawiam pozytywnie i co? Ktoś Tam na Górze (i nie mam na myśli sąsiadów - mieszkam na ostatnim piętrze) zawsze musi mi troszkę noska przytrzeć, żeby mi za dobrze nie było. Rok temu obdarzyl mnie "niestrawnością", tzn. mówiąc wprost sraczką jakich mało, w zimie zostało mi sprezentowane przeziębienie, a teraz... Teraz oprócz przeziębionych nerek i biegania do ubikacji co 5 minut otrzymałam również coś, co kocham najbardziej na świecie: REINSTALKĘ WINDOWSA! W związku z tym na pewno nudzić się nie będę, instaluję, przeszukuję to, co zostało (to, co ważne znikło, rzecz jasna...) i używam wyrazów wielce niecenzuralnych.

Wrrrrrrrr........ grrrrrrrrrrrr..........

Piszę list, na niebie północ...


26 czerwca 2007

Znalazłam to dziś w internecie jako autentyczny list poborowego do byłego juz teraz Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego:

"Wielce Szanowny Panie Prezydencie

Uprzejmie proszę o zwolnienie mnie z zaszczytnego obowiązku pełnienia służby wojskowej ze względu na trudną sytuację rodzinną w jakiej się znalazłem. A mianowicie: Mam 24 lata i ożeniłem się w wdową w wieku lat 44. Moja żona ma córkę w wieku lat 25.

Tak się złożyło, że mój ojciec ożenił się z córką moje żony. Tym samym mój ojciec stał się moim zięciem, gdyż poślubił moją córkę. W związku z tym jest ona jednocześnie moją córką i macochą.
Mojej żonie i mnie urodził się w styczniu syn . To dziecko jest bratem mojego ojca, czyli jego szwagrem. Jednocześnie będąc bratem mojej macochy jest moim wujkiem. Czyli mój syn jest moim wujkiem.
Żona mojego ojca czyli moja macocha powiła na Wielkanoc chłopczyka, który jest jednocześnie moim bratem, gdyż jest synem mojego ojca i wnukiem gdyż jest synem córki mojej żony.
Jestem więc bratem mojego wnuka, a będąc mężem teściowej ojca tego dziecka pełnię jakoby funkcję ojca mojego ojca, pozostając bratem jego syna. Jestem wobec tego własnym dziadkiem.

Dlatego też proszę uprzejmie Pana Prezydenta o zwolnienie mnie ze służby wojskowej, gdyż o ile mi wiadomo, prawo nie zezwala powoływać do wojska jednocześnie dziadka, ojca i syna z jednej rodziny. "

Nie ma dla mnie znaczenia fakt czy jest to tekst autentyczny (opisujący sytuację prawdziwą); ważny jest dla mnie jedynie w warstwie językowo-szaradowej z serii: "Kto jest kim?"

I jeszcze jeden i jeszcze raz...!



23 czerwca 2007

Przeglądając zdjęcia, które trzymam w komputerze, postanowiłam wstawić część z nich na nowego bloga. Zapraszam na: http://photobella-brittabella.blogspot.com/. Na razie jest tam dość skromnie, ale w przypływie wolnego czasu (za 4 dni zaczynam nareszcie urlop!) na pewno jeszcze coś dołożę.

A quick English lesson:)

21 czerwca 2007

Zmęczona przeżyciami zeszłego tygodnia, wstawiam trochę "funu" dla anglojęzycznych...

Bo jak wiemy, English IS fun...

Dream on...

18 czerwca 2007

Wstaję wcześnie rano, za oknem piękna pogoda. Otwieram przeszklone drzwi prowadzące na taras, nie słyszę niczego poza śpiewem ptaków. Wychodzę do ogrodu. Siadam na ławeczce, piję kawę, uśmiecham się do życia...

Takie mam marzenia... A marzenia się spełniają! Moje też się kiedyś spełni!

Prawie autorytet...


15 czerwca 2007



Hm... właściwie to nie wiem, jak to skomentować, bo mi szczęka opadła z hukiem na panele i nie chce wrócić do stanu właściwego, czyli na miejsce.

Doskonała orientacja w temacie, Panie Premierze! Dzieci wiedzą więcej niz Pan.

Do zobaczenia?


11 czerwca 2007

Beatko, życzę Ci, żeby Twoje "nowe" życie było takie, jakie sobie wymarzyłaś...

Do zobaczenia... Kiedyś... Może...

Niech święci imię Pańskie...


9 czerwca 2007

Dziewięcioletnia córeczka naszych znajomych niedawno przystąpiła do pierwszej komunii. Przyjęcie bylo skromne, zorganizowane w domu głównej zainteresowanej, udział wzięła w nim tylko najbliższa rodzina, a bohaterka dnia otrzymała trzy skromne prezenty:

1. laptopa
2. cyfrowy aparat fotograficzny
3. odtwarzacz mp3

Hm, nie myślę nawet o tym co dostały dzieci, których przyjęcia komunijne nie były skromne...

Coś dla ucha


3 czerwca 2007

Debata nad tożsamością Tinkie Winkie oraz działaniami decyzyjnych bęcwałów.

http://www.goear.com/listen.php?v=e814455

A na ilustracji klasówka przyszłego decyzyjnego bęcwała.

Communication breakdown


3 czerwca 2007

Osoby dramatu: Ja i On

Ja: Rafałku, nie mówiłeś mi, że z piątku na sobotę nocujesz w Żywcu...
On: Mówiłaś, że jesteś zmęczona i boli Cię wszystko, i że mam do Ciebie nie mówić. Mówisz, żeby nie mówić, a jak nie mówię, to mówisz, że nie mówiłem.

Tośmy się dogadali...

Z opóźnieniem, ale jednak...


3 czerwca 2007

Nie chciałam komentować decyzji MEN o stworzeniu nowej listy lektur obowiązkowych, co nie oznacza, że temat jest mi obojętny. Rozmawiałam na ten temat z kilkoma osobami, wszyscy są równie oburzeni i zniesmaczeni.
Tak sobie myślę, że jeśli ta lista zacznie obowiązywać (chociaż mam nadzieję, że jednak minister Roman się opamięta i otrząśnie i wycofa z pomysłu), to mądre dzieciaki nadal będą czytać Kafkę, Goethego, Gombrowicza, Witkacego i Dostojewskiego. Pod ławką, w ukryciu co prawda, ale z wypiekami na twarzy. Bo to, co zakazane smakuje 100 razy bardziej niż to, co podają na tacy i mówią, że takie pyszne. A matołki korzystające z amnestii giertyszej i tak niczego nie czytają, bo je to męczy, więc mała strata. Księgarnie internetowe już obniżyły ceny na dzieła w/w autorów, więc znów widać plus całej sytuacji - księgarze zarobią, a mnie będzie stać na kupno książek. I jeszcze jeden pozytyw - przeczytam jeszcze raz książki, które wg ministra są takie wywrotowe, żeby doszukać się tych obleśnych treści nieodpowiedznich dla młodych umysłów i myślę, że wrócę do tych lektur nie tylko ja. Wykształciuchy górą!

Panu ministrowi również życzę, żeby trochę poczytał. To nie boli.




Bez zmian, tylko trochę bardziej...


1 czerwca 2007

Właściwie to nie mam nic nowego do powiedzenia. Poza tym, że myślę tak samo jak w ostatnim zdaniu poprzedniego wpisu (ale zagmatwałam..) tylko, że bardziej. :D
To znaczy marzę o przynajmniej kilku dniach w miejscu, które będzie zielone, ciche, pachnące łąką i słońcem i gdzie nie będzie bidoka Tinky Winky z torebeczką lub bez, nowej listy lektur obowiązkowych dla LO, braci premiera i prezydenta z wizją zmiany konstytucji co drugi dzień, z kotem Alikiem i bez konta w banku. Marzę o wyłączeniu się z krainy Surrealandii czyli z ojczyzny mej Polski na chociaz parę dni, bo wydaje mi się, że ktoś mi czegoś dosypał do drinka i jestem na jakimś strasznym haju, bo przeciez takie coś nie może dziać się naprawdę.

Hm, albo to rząd nasz kurzy na potęgę, taka opcja też mi chodzi po głowie... Good vibrations...


Ech...

23 maja 2007

Co tu dużo gadać, cudnie jest, choć baaardzo gorąco, szczególnie w pracy. W mojej "norze" wczoraj było całe 30 stopni, zepsuta klimatyzacja i jeden wiatrak (spory, nie powiem) na małe pomieszczenie, w którym działają non stop 4 komputery i ogromniaste ksero. Łatwo nie było. Ale kolega Kerownik zakupił gadżecik w postaci przenośnej klimatyzacji i ustawił go na krześle. Hm... Pożyjemy, zobaczymy jak to działa...
Poza tym jest fantastycznie, wszystko kwitnie, trawa jeszcze nie skoszona, więc pies buszuje w niej radośnie (i łapie kleszcze), ptaszyska się drą przecudnie, a jak pachnie.... Podobno pojawiły się żmije w okolicach kościoła, o czym doniósł wszystkim jakiś psi właściciel, który przykleił do drzewa (taśmą klejącą) stosowne ostrzeżenie wymalowane niewprawną ręką: "Są żmije! Lepiej żeby psy nie chodziły koło kościoła." Hehehe, bez podtekstów - żmije to żmije, a nie kler, a psy to psy, a nie policja. Swoja drogą, to bardzo milo ze strony tego psiego właściciela, że wszystkich ostrzegł.
Nie napawam się, niestety, okolicznościami przyrody za wiele, pracujemy jak na razie pełną parą do samego wieczora. Na szczęście jak wracam do domu to już nie jest ciemno. Jeszcze 15 dni i znów będzie długi weekend. A potem jeszcze dwa tygodnie i chwila oddechu w postaci urlopu. A potem wszystko zacznie się od nowa...
Na razie napawam się wiosną i ogólnie rzecz biorąc, przepraszam za bezpośredniość, staram się mieć wszystko w dupie.

Wiosna jest, a co!

Dokąd?

16 maja 2007

Coraz częściej ostatnio zastanawiam się po co ja tak pędzę. Czemu daję się poganiać i traktować jak robota, który ma taki guziczek, po naciśnięciu którego robot zrobi wszystko raz-dwa i jeszcze czasu mu starczy na wypicie zimnej kawy. A jak robot zacznie skrzypieć (czytaj: zrzędzić, że zmęczony) to się mu guziczek naciśnie jeszcze raz, żeby się zamknął i za pięć minut włączy się go znowu.

Zakręcik?

Tego mi trzeba....

16 maja 2007

W niedzielę rano wyszłam na balkon. Pogadałam z kwiatkami. Podrapałam psa za uchem. Zamknęłam na chwilę oczy, posłuchałam ptaków. Ech... cudownie...

Następna niedziela już za 4 dni!

A podobno to nasze mózgi działają w sposób niezrozumiały...

3 maja 2007

Piękna pogoda. Nareszcie cieplutko. Wędrujemy sobie spacerkiem na Szyndzielnię. Rozmawiamy o tym i owym, o sprawach ważnych i nieważnych.

Raflik: I wiesz, Myszko, tu ten zakręt to był bardzo dla mnie niebezbieczny, jak zjeżdżałem na rowerze.
Ja: Dlaczego?
Raflik: No, bo on taki ostry jest i nie wiadomo nigdy czy ktoś z naprzeciwka nie idzie i czy się w kogoś nie wjedzie.
Ja: Acha...
Raflik: A na dole zawsze miałem dylemat: Woda z sokiem czy piwko.
Ja: Hehehe.

Chwila przerwy.

Raflik: I dlatego najlepiej po górach chodzić jesienią lub wiosną.
Ja: ??? Jaki to ma związek z piwkiem i wodą z sokiem?
Raflik: Nie ma.
Ja: ??? To skąd to "dlatego" na początku zdania? Z czym to ma związek?
Raflik: Z tym, że w lecie jest gorąco.
Ja: Nie mówiłeś nic o lecie.
Raflik: Ale pomyślałem.
Ja: Super. Ale wiesz, że ja nie umiem czytać myśli?
Raflik: Serio?

Jak działa jego mózg? I czy zdaje sobie sprawę z faktu, że nie siedzę u niego w głowie? I że nie mam na drugie Google?

Poza tym wycieczka na Szyndzielnię była bardzo udana.

Sycylia po polsku?


15 kwietnia 2007

Dziś Gazeta Wyborcza oraz inne środki masowego przekazu podały, że była Minister Budownictwa, Barbara Blida zastrzeliła się w momencie, podczas, gdy ABW przeszukiwało jej dom.
Poruszyła mnie ta wiadomość. Nie fakt, że Pani Blida była podejrzana o związki z grupą przestępczą handlującą na wielką skalę węglem, nie to, że brała od tej grupy łapówki w czasie, kiedy była ministrem, do takich wiadomości jestem niestety przyzwyczajona, potwierdzają one jedynie moje podejrzenia, że uczciwych polityków nie ma.
Wstrząsnęło mną to, że coraz częściej umoczeni w duże afery politycy (i nie tylko oni) decydują się na samobójstwo, kiedy cała sprawa się wyda, co w jasny sposób pokazuje, jak wielkie przewały mają na swoim koncie.

Kto następny?

:)


12 kwietnia 2007

Wczoraj zmarł Kurt Vonnegut, którego książki w 99% procentach przyczyniły się do tego, że dziś patrzę na świat tak, jak patrzę. Od niego nauczyłam się, że nie warto byc bezkrytycznym.

Szkoda, że odszedł.

Cudownie, że mogłam go poznać poprzez jego książki.

Dziękuję.

"Bywa i tak."

Prawo Murphyego nr 458684723625643786583476


6 kwietnia 2007


"Jeżeli masz urlop, na który czekałaś z utęsknieniem, to bądź pewna, że albo:

a. dopadnie cię grypa
b. dopadnie cię dolegliwość żołądkowa pospolicie zwana sraczką."

Jak się nie obrócić, dupa z tyłu....

Boję się...

6 kwietnia 2007

Boję się tłumów. Takich przedświątecznych, robiących masowo zakupy w hipermarketach. Z błędnym, szklanym wzrokiem. Nieprzewidywalnych. Nagle ni z gruchy ni z pietruchy rzucających się na sałatę. Jak by w życiu sałaty nie widzieli, jak by to był jakiś deficytowy towar albo przysmak zamorski. Takich, co to przywalą Ci wózkiem na zakupy, bo akurat sałaty nie kupujesz. Takich, co to kupują 40 kg ziemniaków na 2 dni świąt. I 3 skrzynki wódki. I 5 kilo kiełbasy. I zasmażkę.
Takich tłumów bez własnego zdania, lezących tam, gdzie lezą inni. Jak masowo wstający z grobów zombie.

Nie rozumiem tego, głupieję w takim supermarkecie, porzucam swój wózek i uciekam do domu aż się za mną kurzy.

Lubię święta, szczególnie Wielkanoc. Ale nienawidzę tego, co dzieje się przed nimi. A szczególnie hurtowych zakupów jedzenia przez nasze, jak mówią, ubogie społeczeństwo.

Ja jakiś dziwok chyba jestem.

Nie ma mnie...

25 marca 2007

Zamknęłam oczy, zatkałam uszy. Nie patrzę na na to, co sprawia, że muszę biec do łazienki, nie słucham tego, czego nie chcę słyszeć, bo głupie i mnie obraża.
Myślę o tym, co jest bardzo blisko mnie, to jest teraz najważniejsze.
Nie dam się sprowokować, nie dam się sprowokować, nie dam się....

Ciekawe jak długo...

Wiosną pachnie...

Dzień Kobiet... Dzień Kobiet, niech każdy się dowie...

8 marca 2007

Głupota, brak myślenia i paplanie, żeby paplać doprowadzają mnie do szału.

Tytułem wprowadzenia wyjaśnię, że pracuję od wczesnego popołudnia do późnego wieczora.
7.30 rano, przed supermarketem spotykam znajomą, która wie gdzie i w jakich godzinach pracuję. Nazwę ją Zosią.

Ja: Cześć Zosiu, dawno cię nie widziałam.
Zosia: Oleeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeńka!
Ja: Hej, hej.
Zosia: Co ty tu robisz?
Ja: (wymachując radośnie reklamówką z jajkami, twarożkami i takimi tam) Wracam do domu.
Zosia: (z zatroskaną miną) Do domu wracasz.... o, to musisz być bardzo zmęczona....
Ja: Nie... nie bardzo...
Zosia: Z pracy wracasz, to musisz być zmęczona.
Ja: Zosiaaaaaaa, halo, jest 7.30 rano...
Zosia: To nie byłaś w pracy?
Ja: Byłam, ale wczoraj.
Zosia: No, to musisz być zmęczona.
Ja: Nie, wyspałam się...

Zosia nie dała się przekonać, popatrzyła na mnie z niedowierzaniem i poszła robić swoje poranne zakupy, zastanawiając się dlaczego jej wyuczony dialog o zmęczeniu po pracy nie chwycił. To nieprawda, że na kwestię "wracam do domu", zawsze odpowiada się "o, to musisz być zmęczona" i konwersacja swobodnie się toczy. Jak ona sobie teraz z tym poradzi...

Dodam, że na zakupy zabrałam ze sobą psa. Z psem do pracy nie chodzę.

Chodzi o to, że Zosia jest to taki typ kobiety, który jest:
a. młody
b. bardzo ładny
c. głupi jak but, mózgu używa rzadko, żeby się nie zepsuł

Poza tym wszystkim moim mądrym, ładnym i odważnym koleżankom życzę wszystkiego najlepszego. Girl Power!

Ale śmieszne, ohoho...

7 marca 2007

Miałam o tym nie pisać, ale nie daje mi to spokoju. Napiszę o tłumie. Niewielkim. I o jednostce, chcącej coś temu tłumowi (niewielkiemu) przekazać, ale nie dla samego przekazania informacji, lecz po to, by tłum w to uwierzył i pokochał. Tłum inteligentny ma owa jednostka przed sobą i myślący. Jednostka opowiada rzeczy nienowe, nieodkrywcze, mało interesujące. Jednostka przekazuje, co ma do przekazania zarykując się ze śmiechu. Opowiada blade, średniego kalibru dowcipy.

A tłum to kupuje. I ryczy z jednostką. Nie z niej.

Ratunku... Tłumie, odebrałeś mi wiarę w swój intelekt i umiejętność krytycznego myślenia oraz analizowania tego, co Ci podają.

Na szczęście pojawiły sie wyjątki. Cóż, skoro tylko potwierdzają regułę...

Ręce i nogi się uginają....


2 marca 2007
Robię zakupy w supermarkecie obok mojego bloku. Niewielkie. Mam zapłacić 3 złote i 97 groszy. Podaję kasjerce 4 złote. Kasjerka podrzuca monety w dłoni z miną kowboja, który ma właśnie zastrzelić czarny charakter.
Kasjerka (dalej podrzuca, nie patrzy na mnie, mina straszna) : Siedem groszy.
Ja (myśląc, że kasjerka źle podliczyła podane przeze mnie pieniądze i myśli, że dałam za mało): Dałam pani 4 złote.
Kasjerka (mina bez zmian): Potrzebuję siedem groszy.
Ja: Nie mam, gdybym miała, to bym pani dała, ale przykro mi, nie mam.
Kasjerka (na twarzy święte oburzenie, jak w scenie na poczcie w "Misiu", tej, gdzie dowiadujemy się, że "nie ma takiego miasta Londyn"): To mówić!

Ratunku....

Rolling on the floor laughing


28 lutego 2007
Z prasówki porannej: "- Warszawę ogarnia choroba rozwodów. W takich skażonych rodzinach wyrastają prostytutki, bezdomni i żebracy. " tak powiedział dr Stefan Lewandowski, autor wystawy "Pro Memoria" i działacz PO. "- Jestem za przywróceniem instytucji swata, który dobiera narzeczonych z tego samego kręgu. Związki międzynarodowe, czy ludzi z różnych części Polski, mają małe szanse przetrwania. A rozwód to najgorsza rzecz, jaka może przytrafić się rodzinie. Moja nie jest skażona patologią rozwodu - mówi z dumą. I dodaje: - Jak jest ślub, to klamka zapadła i nie wolno się rozstać. Po rozwodzie dzieci się degradują." Pan Lewandowski postanowił zorganizować wystawę, na którą namówił w 2004r. prezydenta stolicy Lecha Kaczyńskiego. Miasto wyasygnowało na ten cel 20 tysięcy złotych. Na jego wystawę składa się kilkadziesiąt zdjęć przedstawiających losy kilkunastu warszawskich rodzin a także takie oto wydumane sentencje: ""Trudno o wiarygodnych polityków wśród wielokrotnych rozwodników" lub "Gdy się rodzina rozpada, narodowi grozi zagłada". - "Takich złotych myśli mam już ok.150. Chcę je opublikować." - mówi Lewandowski.

Ciekawe czy to działa tylko w stolicy czy w całej Polsce. Bo jeśli w całej to jestem bezdomną, żebrzącą prostytutką. Zdegradowaną. A ponieważ nie chce mi się denerwować i komentować rozrzutności ówczesnych władz miasta stołecznego Warszawy (a obecnie naszej ojczyzny), to nie pozostaje mi nic innego jak walnąć się na podłogę i ryczeć ze śmiechu. Co niniejszym czynię.
Co do instytucji swata, to nie mam sił na komentarz, ksztuszę się ze smiechu własnie...

Łojeruńciu!


24 lutego 2007

Jestem podglądaczem. Uwielbiam czytać blogi i podglądać życie innych. W związku z tym często przeszukuję blogi "na chybił trafił" w nadziei, że znajdę coś interesującego.
Dziś jestem po takiej właśnie "sesji".

Oto moja refleksja: blogi w 99% piszą gimnazjaliści nie mający pojęcia o ortografii i interpunkcji. Aż oczy bolą czytając ich atykÓły o różnych Żeczach często błaCHych. Ale maturę w przyszłości zdadzą i tak, bo Romek Atomek im da. To po co im takie bzdury jak ortografia.

Ech... Czepiam się?

Było jednak coś , co mnie rozbawiło - zakończenie wpisu (jedynego jak dotąd w całym blogu, ale cóż, każdy pamiętnik kiedyś trzeba zacząć) takiej oto treści: "Dokończę jutro, bo mama każe mi wyłączyć kompa." Cudowne.

PS Nie dokończył tego wpisu następnego dnia, niestety. Może ma szlaban na "neta". :P

Agu, ja już mam!


23 lutego 2007

Agulu mam już logo, niedługo będę robiła sobie koszulkę. Jak chcesz to też Ci zrobię, tylko T-shircik sobie zakup odpowiedni.

Do usług. Wasza domowo-biurowa wyszukiwarka. :)

Za fajowa jestem!

23 lutego 2007

Ponieważ stałam się ostatnio zrzędliwą, smutasowatą, przytytą, pryszczatą babą, postanowiłam ją zabić. Zrobiłam pierwszy krok. Bolą mnie wszystkie mięśnie. Nie wiedziałam, że tyle ich mam! Zapomniałam jak to przyjemnie zmęczyć się fizycznie, spocić i przestać wciąż myśleć i analizować każdą najmniejszą pierdołę. Dawniej w takich sytuacjach mówiłam : Za fajowa jestem, żeby się takimi gównami przejmować. Wracam do tego znów. Dni są coraz dłuższe, świat nie tonie już w niekończących się ciemnościach, za moment przyjdzie wiosna...

Koniec ze zrzędą! Fajowa comes back...

Ale i tak mam dobrze


22 lutego 2007
Zostałam znów sama w domu na parę dni. Rafał wyjechał na konferencję do Poznania. A że pojechał pociągiem, to przypomniała mi się taka oto scena dworcowa z filmu "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?":
"- Ja, to proszę pana, mam bardzo dobre połączenie. Wstaję rano, za piętnaście trzecia. Latem to już widno. Za piętnaście trzecia jestem ogolony. Bo golę się wieczorem, śniadanie jadam na kolację. Tylko wstaję i wychodzę.
- No, ubierasz się pan.
- W płaszcz, jak pada. Opłaca mi się rozbierać po śniadaniu?
- A fakt.
- Do PKS mam 5 kilometry. O czwartej za piętnaście jest PKS.
- I zdążasz pan?
- Nie... ale i tak mam dobrze, bo jest przepełniony i nie zatrzymuje się. Przystanek idę do mleczarni, to jest godzinka... i potem szybko wiozą mnie do Szymanowa. Mleko, wiesz pan, ma najszybszy transport, inaczej się zsiada. W Szymanowie zsiadam, znoszę bańki i łapię EKD. Na Ochocie w Elektryczny do stadionu. A potem to już mam z górki. Bo tak. W 119, przesiadka w 13, przesiadka w 345 i jestem w domu, znaczy w robocie i jest za piętnaście siódma to jeszcze mam kwadrans to sobie obiad jem w bufecie. To po fajrancie już nie muszę zostawać, żeby jeść, tylko prosto do domu... I góra 22.50 jestem z powrotem. Golę się, jem śniadanie i idę spać."

No comments... :D



Ziew....

14 lutego 2007

Ogarnęło mnie uczucie dawno zapomniane - lenistwo (umiarkowane, bez ekscesów). Z tego powodu mniej czytam wiadomosci z kraju naszego i ze swiata dalekiego, zatopiłam się natomiast w sobie i na sobie skoncentrowałam. Raz na pół roku nalezy mi się, a co. Czego i wszyskim zyczę.
Apropos zyczeń - dzis Walentynki. No to zyczę wszystkim miłosci bliźniego swego w jak najszerszym tego słowa znaczeniu.

Byle do wiosny... Moze wtedy cos się zmieni...

Ze wspomaganiem...?

31 stycznia 2007

Wydaje mi się, ze niektórzy ludzie związani z polityką biorą udział w jakims party, ich pomysły są coraz bardziej odwazne i coraz bardziej surrealistyczne. Bez srodków dopingujących by tego nie wymyslili. "Grupa polityków związanych z Radiem Maryja domaga się uznania duchownych za osoby zaufania publicznego. Chodzi o to, by zostali objęci przez państwo ścisłą ochroną prawną, informuje "Życie Warszawy". Pomówienie kapłana byłoby więc ścigane z urzędu, a nie - jak dotąd - z oskarżenia prywatnego samych zainteresowanych."
No comment...




Ten Internet to jest jednak fajny, ja Wam powiem...

30 stycznia 2007

Ktos chyba przeczytał mój wpis o poszukiwaniu T-shircika. "Angielscy inżynierowie i informatycy stworzyli "inteligentne mieszkanie" przystosowane dla osób, które z powodu demencji czy urazów cierpią na zaniki pamięci."
Kochani jestescie, angielscy inzynierowie! Thank you, thank you, thank you!

Do roboty! Nagrody czekają!

30 stycznia 2007
Brakowało Wam kiedys pieniędzy na kino? Niemiłe uczucie, wiem... Ale jest sposób na to, zebyscie mogli oglądać filmy za kompletną darmochę! Otóz: "Co najmniej czwórka dzieci, pracujący ojciec i matka zajmująca się domem - to idealny model rodziny według posłów PiS. Kto dorobi się takiej gromadki, może liczyć na darmowe wejścia do kina i teatru, a nawet tysiąc złotych co miesiąc." Koleżanki, rzucać pracę! Rodzić, prać, sprzątać, prasować, gotować, w domu siedzieć, a jak nie pytają to się nie odzywać! "- Jeśli chcemy, aby rodzina była zdrowa moralnie, nie widzę możliwości, aby matka pracowała - argumentuje Anna Sobecka, posłanka niezrzeszona." Apel do wszystkich kobiet, które znam, a które mają i dzieci i pracę: zwolnijcie się! Prowadzicie się niemoralnie!

To ja idę makijaz zrobić, bo dzis do 20.30 się łajdaczę.

Hilary... nie Clinton, niestety!

27 stycznia 2007

Rano wybieram się do pracy. Biegam po mieszkaniu jak oparzona, bo czasu mam niewiele, a sporo rzeczy do zrobienia. W takie poranki oczywiscie wszystko leci mi z rąk. Umyłam się. Pomalowałam. Włos gładko przyczesałam (bez zamierzonego efektu). Czas na ubieranie się. Szybka decyzja - biały golf. OK. Pod spód biały T-shirt. Biały T-shirt, biały T-shirt... Gdzies tu na pewno go widziałam! Szafa! Może jest w szafie? Nie ma... Moze w sypialni? Nie ma... W koszu z ciuchami czekającymi na prasowanie? Nie ma... W pralce z brudnymi rzeczami? Niemozliwe, pamiętam, ze czystą odłozyłam... Moze w pralce jednak? Wsadzam łeb do pralki... Halo!!!! Jestes tam?? Cisza... Wsadzam łeb głębiej... Haloooooooooooo!!!!!!!!!! T-shirt!!!!!!! jestes tam???? Nie ma! Nie ma! Nie ma!!! Kurde, nie ma!!! O! O, kurde! Jest! Jest! Hura! Mam go na sobie....


Czy to się da leczyć?

Tego chciałam....

25 stycznia 2007

Tak tym jęzorem mielę, tak mielę, że aż mi się kobieta w burce przysniła. W tym snie była to moja przyjaciółka, która własnie burkę ową zaczęła nosić.

Mam nadzieję, że nie był to sen proroczy...

Drożdże?

20 stycznia 2007

Się dzieje, oj się dzieje. Wymyslają Ci nasi ministrowie mądrosci, że hoho. Otóż: "Ministerstwo Edukacji Narodowej podliczyło wyniki ankiet o liczbie ciężarnych uczennic. -Musimy przygotować świadomość młodej dziewczyny. Powinna być przygotowana do cnoty wierności i czystości - komentował wyniki wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski.
Wczoraj wiceminister zapowiedział, że resort chce teraz położyć większy nacisk na przestrzeganie uczennic przed zbyt wczesnym rozpoczynaniem współżycia płciowego. - Musimy przygotować świadomość młodej dziewczyny do tego, żeby poczekała z inicjacją do czasu, kiedy założy rodzinę - tłumaczył. - Powinna być przygotowywana do wszystkich cnót, które są niezbędne dla takiej sytuacji, a więc cnoty wierności i cnoty czystości."

Panie ministrze. Dzieci nie biorą się, jak Pan zapewne uwaza, z kapusty. Żeby dziewczyna zaszła w ciążę musi mieć do tego wspólnika płci męskiej, innej drogi nie ma. To, w jaki sposób do tego dochodzi, zawarte jest w obrzydliwym, wstrętnym i nieczystym słowie - SEKS. Oni się wtedy stykają różnymi częsciami ciała, a tfu!

Może i owi przedstawiciele płci przeciwnej powinni być uczeni czystosci i wstrzemięźliwosci, czy to dotyczy tylko dziewczyn? Bo jesli tylko dziewczyn, to proponuję: zakaz chodzenia do szkoły, ewentualnie, jak jakas chce się koniecznie kształcić to proponuję jedynie naukę gotowania, cerowania i mycia kibla. Wychodzenie z domu tylko i wyłącznie pod okiem przyzwoitki, młoda dama powinna być przyodziana w szatę zakrywającą wszystkie częsci ciała, tzw. suknię od stóp do głów lub, jesli jest wyjątkowo urodziwa, czador (burkę lub nikab - nazwy różne, a chodzi o to samo).

Dobry pomysł, nie? Idę se czador wyprasować, bo wychodzę na piwo z koleżankami za pół godziny.