Powód łez Martki

21 stycznia 2009

Oto czym można Martkę doprowadzić do łez:



Tort, kartka z życzeniami po szwedzku i niemiecku oraz jak na razie bezimienna żyrafa. W tle bajzel na moim biurku, ale to nie on wywołał strumień łez.



Agul i Kasztan na tle kartki z życzeniami - przedstawiciele Bandy w pozie "Świry roku szkolnego 2008/2009". W tle pyszne ciasto autorstwa mamy Martki.



Ten największy i najbardziej łysy kwiatek to Kasztanu.



Agul przy robocie robi za dodatkowy kwiatek. Na biurku trzy paczki chusteczek - nadal nie wiem po co aż tyle, Martka tak bardzo znów nie płakała.



Tort szwarcwaldzki nieźle nasączony. Zakołysał mi nieco w głowie, a zjadłam tylko jeden kawałek!

Święto

20 stycznia 2009

Dziś mamy święto, bo Martka zwana Adamem, pogromczyni słupów i królowa śląskich szos, podróżniczka przez morze do ciemnego o tej porze kraju, chuda jak patyczek pożeraczka kalorii w każdej postaci, posiadająca nadwyżki żelaza germańska dama o niezamykającym się narządzie mowy, najbardziej uśmiechnięta i bezkonfliktowa postać, jaką w życiu spotkałam, która zawsze, niezależnie od okolicznośći wpuszcza w nasze marne i szare życie promyk słońca swoim uśmiechem, otóż ta właśnie Martka ma dziś


U R O D Z I N Y !


I w związku z tym życzę jej, żeby zawsze była taka właśnie jak dziś.

A jeśli ktoś uważa, że notka jest do bani to proszę się zastosować to postulatu przedstawionego na poniższym filmie.



Temperatura 0 °C (ale ma być +5), do ferii niecałe 4 dni.

Poniedziałek na niebiesko

19 stycznia 2009

Kochani, ja już wiem czemu ten dzień był taki, no taki .... niefajowy (nie używam brzydkich wyrazów w trakcie blogowania). Dziś jest/był Blue Monday! Rozumiecie wagę tego wydarzenia? Będzie już tylko weselej! Radośniej! Swobodniej!






Temperatura: 0°C; do ferii 4 dni i noc.

Jak w opisie

19 stycznia 2009



Spanie 10 godzin nie jest lekiem na niewyspanie. Jestem zamulona i ogólnie rzecz ujmując nic mi się nie chce. Ktoś jeszcze tak dziś ma?
Temperatura: 1 °C; do ferii: niecałe 5 dni.

Ostrzeżenie

17 stycznia 2009



W poniedziałek pokażę to znajomym maturzystom, jeszcze nie jest za późno! Jeszcze czas na ratunek!

Niech mnie ktoś dobije

17 stycznia 2009

Używając określenia Agula, jestem dziś niewlazła. Leci mi wszystko z rąk, wyraźnie słyszę chomika w mojej głowie, który zasuwa po zardzewiałej karuzeli przy każdej próbie użycia przeze mnie mózgu. A wiele dziś myśleć nie musiałam. Dziś myślenie boli. Auć!

Jak się ma weekend raz na dwa tygodnie, to pomimo ambitnych planów przełazi się ten weekend w laciach i piżamie lub przesiedzi przed telewizorem. Co niniejszym czynię.

Temperatura: -7 °C; do ferii: niecałe 7 dni.

Post nr 400

16 stycznia 2009

Dzień wielce śnieżny, tak śnieżny, że na spacerze przysypało mi psa (sukę) i taka przysypana wyglądało po prostu... jak śnieżny pies jakiś.

Okrutnie byłam zmęczona i uciekłam z pracy wcześniej, żeby zrelaksować się u Pani Bogusi, która jak zawsze zrobiła mi cudne japońskie włosy warte 130 zł. Japońskie włosy od Pani Bogusi warte są każdych pieniędzy.

Z Panią Bogusią ucięłyśmy sobie pogawędkę o ślubach i rozwodach (nie mam doświadczenia ani w jednych ani w drugich) i okazało się, że co najmniej trzech znanych nam mniej lub bardziej facetów po rozwodzie kupiło sobie motory. Ale o co chodzi z tymi motorami? Że nareszcie wiatr we włosach i wolność, wolność i swoboda?

Po powrocie do domu postanowiłam uleczyć komputer fundując mu reinstalkę Windowsa. Terapia odniosła zamierzony skutek, komputer zipie.

A Rafał jest od tygodnia w Oksfordzie i dziś robi tam placki ziemniaczane, bo ma weekend i się nie szkoli. Poprosili go o zrobienie polskiego dania i wymyślił sobie placki. To se bidok pazury zetrze.... Bo ręcznie będzie tarł.

A Martki Ibizka pocałowała się ze słupem, ale na szczęście Martki nie uszkodziła.

A Ginewra nie chciała kupić śpiewającego auta. Pewnie repertuar był nie ten.

A Agula nieomal porwali dziś kosmici. Ale o szczegóły pytajcie jej babcię. Ja nie mam z tym nic wspólnego.

Temperatura: -3 °C. Do ferii: 7 dni i noc.

Kreatywny młodzieniec

15 stycznia 2009

Nie wiem czy to prawdziwe, ale zastanawiające.

Temperatura -1 °C; do ferii 8 dni. I noc.

Ziiiiiiiimaaaaa

14 stycznia 2009

Zima nie odpuszcza, a wręcz przeciwnie nawet - daje czadu. Dziś sypnęło naprawdę konkretnie i nadal zasuwa, choć nie tak intensywnie jak popołudniu. Interesujące, wszak nie mam zimowych ciuchów prawie wcale, bo przez ostatnie dwa lata mieliśmy zimę raczej śródziemnomorską.

Z Ginewrą doszłyśmy do jakże odkrywczego wniosku, że w przy obsłudze machinerii zwanej facetem potrzebna jest nie lada cierpliwość i że kropla drąży skałę i że po pewnym czasie delikatnego urabiania taki jeden z drugim są w stanie uwierzyć, że nasze pomysły są w rzeczywistości ich i jedynie ich pomysłami.

W blogowym świecie trwa walka o nagrody (skuter i laptop) w konkursie na Blog Roku. Ja nie chcę skutera ani laptopa, więc się w to nie bawię. *

Chciałam Wam również opowiedzieć o pewnej Frotce, która jest wielka, bo nie bała się i stanęła w obronie pewnego czteroletniego bitego i znieważanego człowieka chociaż cały świat naokoło mówił jej, żeby się nie wtrącała i pilnowała swoich spraw. A ona poszła, zapukała do drzwi i nawrzucała szybkorękiej i złotoustej matce czterolatka. Respekt.

* Skutery ogólnie rzecz biorąc są fantastyczne i laptopa też bym chciała, ale jakoś tak śmiałości do konkursów nie mam.

Temperatura -2°C (coś pada, ale nie wiadomo czy deszcz czy śnieg czy oba naraz). Do ferii 9 dni i noc.

Śniegowo

14 stycznia 2009

Taki oto nastrój dzisiaj mam z okazji zasuwającego z nieba śniegu. W ilościach hurtowych.






Im bardziej pada śnieg,
Bim – bom
Im bardziej prószy śnieg,
Bim – bom
Tym bardziej sypie śnieg
Bim – bom
Jak biały puch z poduszki.

I nie wie zwierz ni człek,
Bim – bom
Choć żyłby cały wiek,
Bim – bom
kiedy tak pada śnieg, śnieg
Bim – bom
Jak marzną mi paluszki.

Popierdziałek

12 stycznia 2009

Jak tak człowiek w weekend nie odpoczywa, tylko podróżuje i się szkoli, to w poniedziałek jest raczej, by to ładnie określić - zdechły. Taka jestem właśnie.

No, to już się poskarżyłam i wyżaliłam i mogę iść spać.

Poza tym wciąż jest zima. Nie odpuszcza cholera. Twarda niby taka. Pogadamy w kwietniu, mądralo.

Temperatura: -7°C; do ferii: 11 dni i noc.

Cztery wariatki w podróży helikopterem

11 stycznia 2009

Jedno jest pewne - było nam wesoło w podróży do i ze środka Polski. Cztery niewyspane świruski w jednym samochodzie plus GPS szefa informujący głosem męskim (ale nie bardzo) o skrętach w lewo i prawo, buczący przy przekroczeniu prędkości oraz pikający w okolicy radarów. Męczące.

Środek Polski nadal nie jest, niestety naszym ulubionym miejscem i nadal nie da rady tam spać. I jedzenia było mniej.

W podróż udałyśmy się Ziejonym Hejikoptejem Gretka. Hejikoptej jest fajny.

Gretek klnie za kierownicą. Ma bardzo szeroki zasób słownictwa w tej materii. Na poziomie co najmniej B2. A może nawet C1.

Zupa najlepsza jest jeśli ugotować ją na prawdziwym rosole, a nie na kostce z knura.

Gretek i Martka - Żelazna Dama (poziom żelaza opadł Martce niepokojąco podczas środkowopolskiego pobytu - mało mówiła zrzucając winę najpierw na glog z rumem, a potem na wściekłe jajko zjedzone na śniadanie) rozwiązały zagadkę pewnej męskiej peruki i na 99,99% wiemy, że nie jest ona peruką. Poza tym nie poczyniły większych postępów.

Ja udawałam studentkę. Było fajnie. Nikt się nie nabrał. Czas na botoks.

Wczoraj wieczorem obróciłyśmy trochę rumu (hej ho!) i Martka zamilkła. Jak Martka mówi za dużo, to trzeba jej dać rumu.

Omówiłyśmy wszelkie sprawy męsko-damskie. Plus na 100% niektórzy/niektóre miały czkawkę i czerwone uszy.

Ziejony Hejikoptej zapajkował pod Ikeją w Katowicach.

Podsumowując:
  1. Udało nam się szczęśliwie zakończyć doszkalanie się. Thanks God it's over!
  2. Wyprawy anglo-germańskie świetnie wpływają na wzmocnienie mięśni brzucha.
Nie sprecyzowałyśmy jedynie jaki odcień ma kolor średni kakał.

Skasowałam niechcący wszystkie zdjęcia z wyprawy. Stupid me. I co z tego!

Temperatura: -5°C; do ferii 12 dni.

Wyruszamy

9 stycznia 2009

Jutro drużyna anglo-germańska w sile cztrech kobit w różnym wieku wyrusza do środka Polski. Drużynie się nie chce. Szczęśliwie Martka zabierze uprzyjemniacz wieczorny w buteleczce :). I sobie wieczór uprzyjemnimy.

Szef pożyczył nam GPSa, żebyśmy na pewno trafiły na miejsce. Trafimy. Chyba.

A Agul jedzie jutro na prawdziwy bal do Milówki. Takiej to dobrze. A my do środka Polski na nauczanie. Znów daje się zaobserwować rażący brak sprawiedliwości.

A Martka cierpi na nadmiar żelaza. Żelazna Dama. Nie może zatem chodzić po deszczu, żeby jej powłoka nie zardzewiała. Przez to żelazo ponoć Martka tak się obficie wysławia. I nie męczy prawie. Nawet w dniu, w którym ma sto milionów zajęć na obszarze tysiąca kilometrów kwadratowych plus sesję na siłce.

A poza tym Żelazna Dama przeżyła chwile grozy z powodu niedyspozycji Ibizki. Ale wyciągnęli jej w końcu kołek, wlali i zatkali dziurę. Cokolwiek to znaczy... ;) Pytajcie Martkę o szczegóły.

W pracy przeżyłam chwilową załamkę z przyklękiem z powodu pewnego mojego ucznia. Pytam go czy skończył robić ćwiczenie, a on na to, absolutnie poważnie: "Olu, jeszcze chwilę. Ja tak szybko się już nie uczę. Ja mam już 36 lat." No, kuffa, czas trumnę kupić, fakt.

Czy wiecie ile dni jest w roku? Chodzi mi o to czy jest to wiedza powszechna. Bo do wczoraj miałam wrażenie, że TO wiedzą wszyscy. Okazało się jednak, że dwaj panowie na zajęciach nie wiedzieli i położyli tym samym ćwiczenie. To jak, wiecie ile dni ma rok czy nie? Czy tylko ja to wiem, bom geniusz?

A Kasztanu dał mi dwa malusie prezenciki. Tyci tyci tyciuchne. Dziękuję!

Temperatura: -4°C, a do ferii niecałe dwa tygodnie.

Zimność zimność zimność!

6 stycznia 2009

Zrobiło się ni z gruchy ni z pietruchy, zupełnie bez ostrzeżenia minus 21 stopni. Przesada tak według mnie! Dupsko mi zmarzło w drodze do domu pomimo obleczenia a) warstwą tłuszczu b) stringami c) rajtkami (uwłaczającymi godności człowieka) d) spodniami. Ponoć w czwartek ma być już cieplej. Na dworze, a co za tym idzie - w dupsko też.

Muszę powiedzieć, że ulice i chodniki są nawet odśnieżone i posypane solą i piaskiem, co czyni przemieszczanie się łatwiejszym.

Zgadzam się z Kasztanem, że śnieg jest do bani w taką temperaturę, bo się nie klei i nie da się obrzucać śnieżkami kolegów z pracy po pracy. Ale jak temperatura się podniesie można by ulepić jakiegoś bałwana lub też jakieś żywego bałwana wystawić na dwór i niech go śnieg przysypie. I wetknąć mu marchewkę, temu bałwanu. W nos.

Maszyny się buntują. Moja drukarka po kilku dniach perswazji oraz zagrożeniu, że wymieni się ją na nowszy model zaczęła niechętnie, bo niechętnie, pobierać papier.

Auto Ginewry natomiast zbuntowało się bardziej, bo wskoczyło do rowu. Między dwie sosenki. I wróciło do domu na grzbiecie innego auta. Ginewry na szczęście nie uszkodziło.

Agula komputer burczy. Przestaje po małym kopniaku.

Agul wcale się nie odchudza. Wczoraj widziałam jak zasysa czekoladkę, a dziś ciumkała zielonego lizaka. Zdradził ją odblaskowy kolor języka. O kluskach przez litość nie wspominam. To ja hektolitry czerwonej herbaty, woda, marchewki, jabłka, surówki, warzywa na parze, a ona co! Zdrada!

Rafał leci w niedzielę na dwa tygodnie na kurs do Anglii. W mailu organizatorzy spytali go czy może ze sobą przywieźć... kanapę. Of course.

Temperatura: -21°C. Do ferii: 17 dni + noc.

Pierwszy poniedziałek roku

5 stycznia 2009

Kurcze, no nie był to najbardziej fajny poniedziałek pod względem jakości pracy. I to nie z mojej winy, bo byłam pełna energii i pozytywnego nastawienia do świata. Większość moich uczniów była za to śpiąca, zdechła i zmulona, bo "to poniedziałek, po świętach".

Śniegu napadało, że ho ho! Tylko nikt go nie odgarnia. Pewnie liczą na to, że sam stopnieje. Racja. W końcu kiedyś stopnieje. Na przykład w kwietniu.

Od mojej młodszej koleżanki - Kubka - dowiedziałyśmy się z Rubą skąd biorą się dzieci. Z zakrytych nerek, gdybyście nie wiedzieli. Zakrywajcie, jeśli chcecie mieć dzieci!

A w sobotę jadę do środka Polski. O, jakże się cieszę. Niezmiernie wręcz!

Temperatura: - 8C; do ferii: 18 dni + jedna noc.

Zimność

5 stycznia 2009

No i nastała zima. I śnieg wciąż pada. I nie przestaje. I jakoś mi to nawet nie przeszkadza. Śnieg zakrył śmieci i resztki petard.

Jestem w trakcie zbierania się w sobie i przyklejania sobie uśmiechu na twarz z okazji końca świątecznej laby. Mam nadzieję, że powrót do rzeczywistości nie będzie aż taki okrutny. Przynajmniej tak się nastawiam.

Niepokoi mnie jednak jedna rzecz - po 4 dniach wolnych na mojej pracowej skrzynce mailowej było 211 wiadomości, w tym 209 to spam. Jak będzie po 16 dniu dniach wolnych? Ile czasu zajmie mi wywalanie spamu ze skrzynki?

Oto przez jakie śniegi muszę się za półtorej godziny przebić:








Temperatura: -6°C; do ferii : 19 dni.

Aaaaaaaaa!

3 stycznia 2009

Hm, raptem prawie-że skończyła się laba. Od wczoraj zasuwam i czynię przygotowania do następnych trzech tygodni pracy, które przede mną. Bo potem znów mam wolne.

Zauważyłam, że dnia naprawdę już troszkę przybywa, fantastico! Oznacza to, że pierwsze zajęcia nie będą zaczynały się już w egipskich ciemnościach (za oknami, rzecz jasna). Nie jestem stworzona do pracy w warunkach zimowych - jak tyko robi się ciemno, to ja najchętniej poszłabym spać. Bez względu na godzinę. Może być nawet 16.00.

Obwiesiłam się w domu nowymi kalendarzami. Tak, żebym przypadkiem nie zapomniała którego to też dzisiaj mamy.

Dzielnie poddałam się diecie ŻP - Żryj Połowę. Wlewam w siebie czerwoną herbatę - pyszota :/. Dobrze mi tak, nie trzeba było wsuwać wszystkiego, co mi w ręce wpadło. Muszę odpokutować. Agul, Ginewra, a jak Wam idzie?

Temperatura: -6°C. Do ferii zostało 20 dni.

:(

1 stycznia 2009

No, jeżeli cały rok ma być jak ten dzisiejszy dzień, to ja dziękuje i wysiadam.

Wczoraj późno wieczorem drukarka odmówiła posłuszeństwa - nie będzie brała papieru i już. Na nic głaskanie, na nic krzyki. I gadaj tu z taką.

Dziś rano przy myciu garów coś pod zlewem zrobiło bum i puściło fajerwerki. I wypieprzyło korki. Po wciśnięciu korków okazało się nie ma prądu, ale tylko w niektórych miejscach. Nowy rok rozpoczniemy od zaproszenia jakiegoś elektryka. Ma ktoś numer do Wałęsy?

Trzymajcie mnie, bo mnie zaraz rozniesie.

Szczęśliwego Nowego Roku.

Kurde.

Mać.

Bawta się!

31 grudnia 2008

Miłej zabawy wszystkim życzę:

1. tym, którzy spędzają dzisiejszą noc we własnym domu

2. tym, którzy spędzają dzisiejszą noc w nieswoim domu

3. tym, którzy jadą do innego miasta na disco

4. tym, którzy idą na z "dupy bal - szpileczki i garniturki"

5. tym, którzy jadą do klubu o "strasznej" niegdyś reputacji

5. wszystkim pozostałym, którzy nie należą do żadnej z powyższych kategorii


Odezwę się w przyszłym roku :)

Babski wieczór

30 grudnia 2008

Wczoraj z Agulem i Ginewrą zapodałyśmy sobie babski wieczór. Nie zagłębiając się w szczegóły pozwolę sobie wynotować jedynie podstawowe wnioski ze spotkania:

1. wszystkie trzy zgadzamy się z tatą Ginewry, że "wszystkie chłopy jednakie"

2. włosy rozprostowane prostownicą są fajniejsze niż takie nierozprostowane (Ginewra będzie dokonywać zakupu prostownicy w niedługim czasie)

3. niektóre kobiety w ciąży nie myślą logicznie i kupują w prezencie za małe kapcie

4. czasami w pracy lepiej nie zakładać okularów, bo widać to, czego nie chce się widzieć (to się tyczy jedynie Agula, bo to ona biedaczka ma pecha i widzi to czego nie chciałaby widzieć, ja okularów jeszcze nie kupiłam i żyję sobie w blogiej nieświadomości)

5. od nowego roku przechodzimy na dietę (ja marchewkową, Agul ogórkową, a Ginewra nie sprecyzowała)

Dziś spotykamy się z okrojoną Bandą, bo część w Nowym Jorku, część w sadzie, część na plotkach, część w nowym mieszkaniu, a część nie wiadomo gdzie :). Obawiam się, że na "mafię" będzie nas za mało.

Kasztanu żyje, a juz się obawiałam, że gdzieś go rzeszowskie wilki pożarły, bo bloga zapuścił i pozwolił mu zarosnąć chwastami.

Zalinkowałam znowu czterysta nowych blogów i ich codziennym czytaniem mam zamiar zająć się w nowym roku. Poza tym trochę się uaktywniłam na Pingerze, co jest równie czasochłonne. Hm, jakoś to pogodzę wszystko, jestem tego pewna!

Dziś temperatura -2°C i super słońce.

... i po świętach...

28 grudnia 2008

Większość poświątecznych notek blogowych zaczyna się od słów "Uff, udało mi się przeżyć te święta." Duch tradycji w narodzie nie ginie, ale okrutnie męczy...

Wiele osób pisze też o braku świątecznego nastroju. Się nie dziwię. Bombki można było kupić już 15 października, to się nam nieco opatrzyły.

Mam zapasy jedzenia do roku 2025. Jak spoglądam na zamrażarkę do takich wniosków dochodzę.

Nie odpoczywam - nadrabiam zaległości pracowe i "wybiegam w przyszłość" - staram się przygotować sobie różne rzeczy, żeby w nowym roku nie latać od rana z wywieszonym jęzorem.

Zima. Niezawielki mróz i 2 mm śniegu. Ech, pamiętam ja jakie dawniej bywały zimy. Nie to co teraz. Babcia Oleńka się we mnie obudziła. A kysz!

Banda spotyka się we wtorek w celu dokonania podsumowań starorocznych. I jedzenia pizzy. I picia piwa.

Temperatura: -6 °C.

No i jak?

26 grudnia 2008

I jak Wam święta mijają?

U nas fajowsko, popijamy sobie winko w różnych kolorach. Zaczynamy przedpołudniem i kończymy w nocy. W tzw. "międzyczasie" jemy.

W Wigilię zamiast karpia wsuwaliśmy krewetki. Też zwierzęta wodne, więc stwierdziłam, że się nadadzą.

Ja wsuwam głównie makówki. Gdyby zawierały opiatowy mak, to spałabym po nich przez dwa miesiące.

Dzieciątko przyniosło mi wino w różnych kolorach. Ekstraśnie! Rafałowi też przyniosło wino.

Spadło śniegu trochę, ale w ilościach marnych. Żenujących. Niezimowych.

Britta wsunęła dużą ilość opłatka, ale nie powiedziała ani słowa w naszym narzeczu. Może to i lepiej. Żółw opłatka nie jadł, bo on jest mięsożerny i takich gówien złożonych w 100% z węglowodanów nie jada. Bez łaski.

A w jednym wielkim supermarkecie ktoś kupił sobie żywego karpia i poprosił o wypatroszenie onego. To mu wypatroszyli. Ale zapomnieli wcześniej zabić. Co zrobić takiemu idiocie? Też wypatroszyć na żywca?

No i tęsknię już za Wami, Bando moja. Spotkamy się jeszcze w tym roku?

No i czekam na konieć świąt, żeby blogowicze zalinkowani po prawej stronie zaczęli znów regularnie zamieszczać notki, bo mi bez nich pusto i smutno.

No to tyle na razie.

Do ferii zimowych 30 dni :)