Załoga Dżi - odcinek 5

22 lipca 2009 (dawniej E.Wedel)

Niestety, Załoga Dżi (nadal w składzie tylko same miłe i pracowite chłopaki) nie mogła rozpocząć prac bladym świtem z powodu Starego Zarządzającego z Brzuchem. Stary Zarządzający reprezentuje spółdzielnię, a Załoga Dżi jest firmą prywatną i niestety bardzo różnie podchodzą do kwestii, jaką jest praca.

Stary Zarządzający musiał zobaczyć czego chłopaki wczoraj dokonali i wydać dalsze instrukcje.

Zwlókł się na 10.15 dopiero, czyli ponad dwie godziny po ustalonym wczoraj terminie rozpoczęcia łomotu. 3 (słownie trzy) minuty po ósmej Załogant zadzwonił z przeprosinami, że przyjdą dopiero po 10.00, bo są uzależnieni od Starego z Brzuchem.

Po raz kolejny przekonałam się, że nadzieja jest matką głupich i tym razem tym głupim (tą głupią) jestem ja. Myślałam sobie naiwnie, że skoro wczoraj skuli wszystkie kafle, to dziś będzie trochę ciszej. Hm, trochę gucio prawda, bo teraz kują kafle u sąsiada, a u mnie ściany balkonu. Pięknie niesie się dźwięk w stereo po tym naszym zamkniętym podwórku. Sąsiedzi muszą być zachwyceni.

Nie narzekam, bo chłopaki zasuwają aż się kurzy i grzecznie się wysławiają.

Britta nadal ma ich gdzieś i śpi. Dla niej liczy się tylko jeden księciunio, a ten aktualnie przebywa w pracy. Nie ma czym (kucie) i kim (Załoganci) się przejmować.


Załoga Dżi - odcinek 4

21 lipca 2009

Członkowie Załogi Dżi po rzetelnym przepracowaniu ośmiu godzin grzecznie się pożegnali i zapowiedzieli kolejne spotkanie jutro z samego rana.

Członkowie Załogi Dżi znają wyrazy takie jak: proszę, dziękuję, przepraszam, proszę pani.

Członkowie Załogi Dżi nie używają słów uznawanych powszechnie za obelżywe.

Członkowie Załogi Dżi myją ręce po skorzystaniu z toalety.

Nie wzbudzili jednak zainteresowania pani Britty, która cała ich wizytę spędziła w ten oto sposób.


Mężczyźni są z Marsa. Nie wiem czy wszyscy, ale członkowie Załogi Dżi na 150%.

Załoga Dżi - odcinek 3

21 lipca 2009

Odwołuję wszystkie niepochlebne uwagi na temat Załogi Dżi.*

Chłopaki zasuwają we czterech, nie przestają ani na moment.

Roboty prowadzą kompleksowo, równocześnie w środku i na zewnątrz.

*Nie obyło się, niestety, bez ustawienia ich trochę na samym początku, ale od tamtej pory wszystko gra. A raczej stuka i puka.

A balkon wygląda teraz tak:

Zapomniałam

20 lipca 2009

Z tego wszystkiego zapomniałam, że mój blog skończył w sobotę 3 lata.

Wszystkiego dobrego, blogasku, rośnij zdrowo.




A must have

20 lipca 2009


Obsługa klienta

20 lipca 2009

Ja już wiadomo z poprzedniej notki, wczoraj dostałam nowego laptoka.

Zanim go jednak dostałam do łapek, musieliśmy go nabyć. Drogą kupna-sprzedaży. Niezbyt nadającego się do tej roboty Pana Sprzedawcę poprosiliśmy o pomoc w wyborze pomiędzy trzema modelami, które wchodziły w tzw. grę. Na pytanie czym rzeczone modele się różnią, Pan Sprzedawca przeczytał nam dokładnie to, co już wcześniej przeczytaliśmy sami z zamieszczonych obok komputerów etykiet.

Widząc brak satysfakcji na naszych twarzach, Pan Sprzedający wyartykułował jeszcze dwa czy trzy zdania w komputerowym żargonie i dodał, że dwa spośród trzech omawianych modeli mają szmatki.

Później poszło nam już z górki. Wybrałam lapka, który spodobał mi się na samym początku (ma szmatkę!) i przyszło do sfinalizowania zakupu.

Odebraliśmy piękną lekcję na temat: Jak nie obsługiwać klientów, którzy zostawiają trochę kasy i wykazują zainteresowanie dalszymi zakupami.

Notatki z lekcji:

1. Przy obsłudze klienta nie proś klientów, żeby usiedli.
2. Nie pokaż komputera, bo jest w fabrycznie zaklejonym kartonie.
3. Zaprezentuj kartonowe pudełko od zewnątrz, a jak już klient się upiera, że chce zobaczyć co tam jest w środku zaprezentuj na początku szmatkę (śliczna jest, szara taka).
4. Na wszystkie pytania odpowiadaj: Nie.

Tak, wiem mogliśmy tam nie kupować. Ale tylko w tym sklepie był taki komputer, który chciałam mieć.

Nie napiszę jaki to sklep, bo od 1 sierpnia wchłania go firma Komputronik.

A lapek jest cudownościowy. I ta szmatka... Miodzio!

Nareszcie!

20 lipca 2009

Nareszcie nadaję z nowego komputera. Jest taki szybki, że rozwiewa mi grzywę. I ma szmatkę.



Załoga Dżi - odcinek 2

16 lipca 2009

Podczas wczorajszej wizyty Załogi Dżi próbowaliśmy ustalić tzw. konkrety.

Konkrety rozumiemy inaczej niż Załoga Dżi.  

Podczas naszej nieobecności Załoga Dżi będzie dostawać się na balkon z dachu (jak spajdermeni). Mam nadzieję, że sobie krzywdy przy tym nie zrobią.

Oprócz robienia balkonu od nowa, panowie również zaszczycą wnętrze mieszkanka. Z jednej strony OKJP*, bo spędzą tu dużo więcej czasu niż byśmy chcieli, z drugiej - zrobią remont na koszt spółdzielni, a nie nasz.  Ale że na koszt spółdzielni, to spędzą tu dużo więcej czasu niż byśmy chcieli, bo będą to mieli zapewne w dupie. OKJP.

Wniosek: jak cudownie, że nie jesteśmy właścicielami tego mieszkania (remonty na wiele się nie zdadzą, blok powinien zostać zburzony, pole zaorane i ewentualnie można coś tam budować znowu). Blok jest całkiem nowy, a mieszkania w nim były, eufemistycznie rzecz ujmując, drogie.

Poza oknami, które nie mają wentylacji, krzywymi panelami, przeciekającym dachem, balkonem, przez który przesiąka deszczówka i kapie sąsiadom oraz grzybem, wszystko w tym bloku jest OK.

Przynajmniej sąsiadów mam fajnych.

*) okurwajapierdolę, zwrot obawiam się będzie często pojawiał się w związku z Załogą Dżi

Załoga Dżi - odcinek 1

15 lipca 2009

Załoga Dżi w składzie Stary Zarządzający i Młody Wykonujący pojawiła się punktualnie w wyznaczonym miejscu.

Postukawszy, pojęczawszy, ponarzekawszy przez minut równo trzydzieści Młody Stwierdził, że OK, on to zrobi, ale najwcześniej to on może w przyszły wtorek ewentualnie.

Z tego co powiedział Stary Zarządzający wywnioskowałam ze zgrozą, że Młody Wykonujący z kumplami będą przebywać z nami tak mniej więcej do Bożego Narodzenia 2010. A jak się zadomowią to może do Euro 2012. Się zobaczy. Się może ich adoptuje?

W tym miejscu proszę wstawić dowolne, lecz soczyste przekleństwa: #$%*&! bo to są myśli, które biegną właśnie mi przez głowę.

Jestem spokojna, jestem spokojna, jestem spokojna. Zen.

Załoga Dżi

14 lipca 2009

Jutro przychodzą o świcie fachowcy.

Wspierajcie mnie. Gdyż będę twarda jak skała. I dla nich szorstka. Niemiła. Pyskata, ale nie za bardzo.

Dopraszam się wsparcia moralnego.

Co za....

13 lipca 2009

Jeżeli ma odbyć się usuwanie usterki w waszym mieszkaniu, a wykonawcą owego usunięcia mają być fachowcy ze spółdzielni to należy na nich czekać jak zakochana nastolatka na swojego księcia z bajki.

Czyli warować w domu  z nosem rozpłaszczonym na szybie, nigdzie nie wychodzić, bo może się panowie pojawią.

To nic, że od trzech tygodni  mają wasz numer telefonu i umówiliście się, że wcześniej zadzwonią ustalić termin wizyty. Kilkudniowej. 

Otóż dziś panowie bardzo rozczarowani zadzwonili rano do mojego Rafała i oznajmili, że oni oto są pod drzwiami, zwarci, gotowi i weseli, a w domu nikogo nie ma. Jakże mogliśmy im to uczynić...

Mój ukochany w zwięzłych żołnierskich słowach powiedział im, że mają się bujać.

Ostatecznie mili panowie złożą kurtuazyjną wizytę we środę o świtaniu.

A potem jeszcze trzeba będzie po nich posprzątać.

A tak było miło i spokojnie.

Ciiiiiiiiiiiii

12 lipca 2009

Niewiele się dzieje. Wróć! Dzieje się pewnie tyle samo co zwykle, tylko teraz wszystko dzieje się dużo wolniej.

Odpoczywam poprzez wprowadzenie w życie nicnieróbstwa. Zaczynam się w nim wprawiać i jak dojdę do perfekcji to każą mi z nicnieróbstwa zrezygnować. Życie...

W trakcie piątkowych plotek z koleżanką czułowską poznałam nową definicję pojęcia "suka". Jakże różnie rozumiemy to słowo. 

Jest sennie.

Jest fajnie.

Poranek

10 lipca 2009

Nie ma to jak udać się wczesnym rankiem na zakupy. Napchać wózek różnymi różnościami. Odczekać swoje w niekrótkiej kolejce do kasy. A gdy nadejdzie nasza kolej usłyszeć: "Dziś kart płatniczych nie przyjmujemy. Awaria."

Szkoda, że dowiedziałam się dopiero przy kasie.

Ręce opadły mi ze świstem.

Pani kasjerka miała sporo szczęścia - nie zabiłam jej.

Ciekawe czy jeszcze żyje - zero informacji o tym, że karty nie są przyjmowane, a kolejka robiących zakupy była długa, oj długa...

No, ja wiem, że to nie jej wina, ale taką ma funkcję w tej firmie, że robi za zderzak.

Bollywood

9 lipca 2009

Pogoda się skiepściła i powróciła do normy - deszcz i wiatr są przecież tym, do czego jesteśmy przyzwyczajeni, więc proszę nie narzekać.

Robię porządki we wszystkim tym, w czym niekoniecznie trzeba robić porządku już teraz. To, co miało być priorytetem leży sobie radośnie odłogiem. Ech, nie planuj więcej niczego, kobieto.

Ale planowanie jest takie miłe...

Ujeżdżam rower (stacjonarny) i oglądam "07 zgłoś się". I rozmyślam nad nadużyciem obraźliwych epitetów typu  łobuz i drań w tym serialu. Ale pomimo (a może właśnie dzięki nim) tych wulgaryzmów każdy z odcinków jest miodzio.

Z okazji brzydkiej pogody idę usmażyć sobie cycki. Na solarium

Do usłyszenia się z Państwem.

Do trzech razy sztuka

6 lipca 2009

Zakwitł trzeci (ostatni) krzak białych róż.

Na żółto.

Lek najlepszy - Aleksandra kiedy Cię ogarnia chandra.

6 lipca 2009

Poczytałam sobie tu o moim przepięknym imieniu. Strzeżcie się!

A mojego ulubionego zdrobnienia nie podali... :(

Yes, yes, yes!

6 lipca 2009

Tego mi było trzeba - słońca, upału i dużej ilości wolnego czasu.

Nie jestem już taka zmęczona i za dzień, dwa zacznę naprawdę cieszyć się wakacjami. 

Na razie siedzę w cichym mieszkaniu (telewizor mnie męczył, nie potrafiłam się skupić nawet na "Niani"), nadrabiam zaległości blogowe i ogólnie robię nic.

Fajnie jest.

Panowie fachowcy ze spółdzielni na razie milczą jak zaklęci na temat terminu kucia płytek na balkonie - od jutra ma padać, więc sobie nie pokują chyba za bardzo... Szkoda tylko, że nie da się z nimi racjonalnie skomunikować - każdej rozmawiającej z nimi osobie mówią co innego, tak jakby nie spodziewali się, że kontaktujący się z nimi znają się i na ten temat rozmawiają. Takie chłopaki sprytne. 

Wpół drogi

5 lipca 2009

Tak sobie koresponduję z Transoceaniczną Beatką i myślę, że te Stany to  są zdecydowanie za daleko. Nie dałoby się tego Nowego Jorku gdzieś tu bliżej przesunąć w okolice Europy? Wtedy w jakiś weekend byśmy się wpół drogi spotkały na plotki, a tak pozostaje mieć nadzieję, że jeszcze się zobaczymy. Kiedyś.

Opalanko

4 lipca 2009

Opalałam się na balkonie – na kocu ułożyłam poduszki i kołdry, żeby było mi miękusio (nie mam leżaka).

Poszłam zrobić siku, wracam, a na kocu leży mój pies. Ona też lubi mieć miękusio pod pupą. I też lubi się opalać.

Wakacje w pełni - oprócz opalania, picia piwa, wina czy innego alkoholu przed 15.00, zaczynają mi się mylić dni tygodnia :)

Weekend

4 lipca 2009

Wieści są znad morza, że Agul powoli przemienia się w Murzina i pije drogie piwsko oraz spożywa bardzo drogie ryby. 

Martka przebywa nad tym samym morzem i dobrze się bawi przy dźwiękach. Nie wiem jednak co je i pije.

Ginewra właśnie jest w drodze z Rysiaczkiem na jeziora.

Z okazji wakacji Ruba zmieniła miejsce zamieszkania, a Karolec postanowiła wyjść za mąż. Właśnie dziś.

Ja z okazji wakacji jestem sobie dla odmiany chora. Cały rok nie chorowałam, to teraz sobie pocierpię, mam wolne czy nie?

Czekam na wizytę panów robotników, którzy tak kombinuja i tak kręcą, że Dan Brown mógłby spokojnie nową powieść napisać - węszę w działaniach panów fachowców jakiś spisek. 

Płaszczka

3 lipca 2009

Dżizas, ale niskie dziś ciśnienie. Czuję się jakby mi ktoś wdeptywał głowę w podłogę.

Auć, to boli...

Wakacje wakacje

3 lipca 2009

Tak więc mam już ten wyczekany urlop i jakoś nie mogę się ogarnąć. Przede wszystkim dlatego, że dopiero teraz czuję jaka byłam zmęczona - cały rok ciężkiej pracy uchodzi teraz ze mnie każdym milimetrem kwadratowym skóry. 

Co wieczór rozmyślam o tym, co będę robić następnego dnia i co rano wstaję rozwalcowana bez żadnej chęci na jakąkolwiek aktywność - nieważne czy fizyczną czy umysłową.

Przy okazji boli mnie gardło - co wakacje coś się do mnie przyplątuje. Norma zachowana.

Jak się tak zastanowić to gdybym chciała zrobić to, co odkładałam na czas urlopu, to musiałabym pracować ze 12 godzin na dobę. Tak więc, tego, chyba jednak nie zrobię wszystkiego.

Poza tym gram w Mafię na Facebooku, obrabiam zdjęcia i robię sobie takie o:

Doris też robi i to nawet w nocy. 

No i czytam różne gazety. 

Wakacje są bardzo fajne, wiecie?

Wakacje


2 lipca 2009

Od wczoraj mam urlop.

Ło jessus, ale jestem zmęczona. Ani ręką ani nogą, tylko bym leżała (ewentualnie siedziała) i tępo gapiła się w telewizor. 

Do poniedziałku, mam nadzieję, mi przejdzie.

Dla odmiany idzie burza.


Już za parę dni

27 czerwca 2009



Za trzy dni, 3 godziny i 10 minut też tak będę leżeć i nicnierobić.

Dziś w planach babska impreza, na ramieniu mam malowniczego siniaka, którego będzie widać spod bluzki. Na pytania o pochodzenie siniaka będę odpowiadać, że chłop mnie leje. Bo przecież nikt nie uwierzy, że zrobiłam go sobie... książkami. 

Poza tym mamy pewne wątpliwości, bo organizatorka imprezy zarządziła spotkanie pt. "Wielkie żarcie", a my raczej nastawiałyśmy się na coś w stylu "Kobiety, wino i śpiew". Z naciskiem na wino.

Śpiewam sobie "Podaruj mi trochę słońca", bo ten deszcz mnię już nie eksajtuje.

Majkul and Farrah

26 czerwca 2009

 Jego piosenki z lat 80. były naprawdę fajowskie. Szkoda chłopaka. 

Umówił się pewnie z Farrah Fawcet.

Burza

24 czerwca 2009

Sądząc po pomrukach wydawanych przez Matkę Naturę, zbliża się burza. Dla odmiany.

Powoli wykształcam skrzela i błony między palcami.

Potop, proszę państwa.


Z deka słabo

 

     23 czerwca 2009

Jak w tytule.

Po pierwsze, dziś w pracy prawie popełniłam morderstwo. Naprawdę gotowało się we mnie i para leciała mi uszami i już zastanawiałam się czy udusić czy zagryźć. W obliczu bezmyślności tracę nerwy. A najbardziej na świecie nie cierpię, gdy ktoś nie potrafi przyznać się, że czegoś nie wie lub nie potrafi jakiejś sprawy załatwić, popełnia  błąd, którego naprawienie będzie kosztować innych pracowników czas i nerwy i namolnie przedstawia swój punkt widzenia jako jedyny słuszny. 

Dorka obiecała pomóc mi ukryć ciało. W razie potrzeby. Jeszcze ze dwa takie dni i jej pomoc będzie niezbędna.

Po drugie, dziś odwiedzili mnie trzej panowie - dwóch wystrojonych w arbeity i jeden w garniaku. Postukali, popukali, potupali i stwierdzili, że trzeba kuć. Nie wiem kiedy, nie wiem ile to potrwa, muszą się zebrać i zastanowić. Konsylium, kurde, w sprawie kafli na balkonie.

Po trzecie, składając tacie życzenia dowiedziałam się, że u niego jest 25 stopni i świeci słońce. U nas nadal Kraina Deszczowców. Carramba!

Po czwarte, spać mi się chce.

Dziękuję za wysłuchanie.

Październik

 22 czerwca 2009

Ni z gruchy ni z pietruchy nastał październik. Jak mówi Gretek, może to i dobrze, bo te upały takie męczące były i na długaśnym urlopie człowiek się wynudził jak mops. Takie nas się żarty trzymają. Ze zmęczenia.

Czy Państwo uwierzą, że mam w szafie trzy pary jeszcze nienoszonych japonek, gdyż pogoda na nie jeszcze nie była tego roku sprzyjająca? I nie jest to żart, niestety. 

Kupię sobie kaloszki. Najlepiej w kwiatki lub też w szkocką kratkę, bo takie mi się podobają najbardziej i na lato będą w sam raz.

W pracy jestem na etapie biegnięcia z wywieszonym ozorem. Zamiast delikatnego wyhamowania czerwiec zafundował nam turbo przyśpieszenie. 

No i gadam jak najęta z kandydatami. Szału ni ma. Niestety. Ale nie porzucam nadziei.

Temperatura: 13°C; do urlopu niecałe 9 dni.

Pif paf

 19 czerwca 2009

Zasadniczo i pobieżnie to jestem zmęczona i odliczam.

Poza tym pada deszcz i ma padać przez najbliższy tydzień. I to nie jest fakt napawający mnie jakimś wielkim optymizmem, ale ponieważ jestem zmęczona to nie bardzo wielkie robi to na mnie wrażenie. Zmysły mam przytępione i nie wszystko do mnie dociera.

W pracy z planowanego leniwego czerwca zrobił się czerwcowy sajgon, więc ogólnie rzecz biorąc siedzę w robocie dłużej niż powinnam. I zasuwam. I gadam, gadam, gadam. 

Poza tym dziś obok naszego miejsca pracy oglądaliśmy regularny pościg policji za jakimś młodocianym kandydatem na przestępcę. Co prawda policjanci goniąc go trochę się poprzewracali, ale za to strzelali (serio serio) i w końcu go dopadli. Poobijał sobie najpierw chłopak furę, pojeździł po chodnikach goniąc młode matki, a potem uciekał co sił w nogach. Takie rzeczy dzieją się drodzy państwo na osiedlu H. Dziki Zachód. Powiem szczerze, trochę mnie to, co zobaczyłam poruszyło. Za to nasz Szef Najszefszy okazał się oazą spokoju i skomentował: "Źle sobie wjechał jak uciekał, bo to ślepa ulica jest." I poszedł napić się kawy. Ech, te nerwy ze stali... Zazdraszczam.

A teraz dyskutujemy z Agulem przez GG czy to wstyd iść spać o 21.30... Wstyd czy nie?

Temperatura: 14°C; do urlopu 12 dni.

Ryjówka *)

16 czerwca 2009

Co do kwadratu, to mam nadzieję, że mi pomoże.

*) ryjówka, bo ryje nosem ze zmęczenia

Weekendu koniec

14 czerwca 2009

Weekend czas zakończyć.

A jutro czas zacząć lokalną wersję "Mam talent".

Niech mnie ktoś przytuli...



Do urlopu niecałe 17 dni.

Czarci pomiot


12 czerwca 2009

Ja nie wiem o co chodzi i jak to się dzieje i czemu, ale przyciągam nawiedzone religijnie osoby (wyznanie nie ma znaczenia). Nie wiem czy mam na pysku wymalowane, że żyję w konkubinacie (a, fe!) i do kościoła nie chadzam (a, fe, a, fe!), ale grunt, że przyciągam.

W zeszłym roku przykleiła się do mnie jakaś kobiecina i głosiła (tylko mi, resztę obecnych w supermarkecie olała), że Chrystus to wszystko przewidział. Nie uściśliła, co to jest to "wszystko" w jej mniemaniu, więc myślę, że chodziło o kolejki do kasy. Nie miałam odwagi spytać.

Dziś zaczepiły mnie dwie panie w niebieskich chustkach (zdobyły sobie już tymi chustkami i sposobem modlenia się i pouczania innych pewną sławę w moim mieście) i od razu uderzyły w teń deseń "Nie noście tych kolczyków*)". Powinnam zamknąć pychol, ale był szybszy ode mnie i wyrzucił "Nie noście tych chustek". W odpowiedzi usłyszałam, że chustki są dobre, a kolczyki nie. A że nie miałam siły na dyskusję, a jej finał z góry znałam, to... zwiałam między półki. Bo te panie dopadły mnie w tym samym supermarkecie, co głosicielka przewidywań Chrystusa z zeszłego roku. Taki supermarket prowadzący działalność wiązaną - zakupy + kolejki + złodzieje rowerów + nauki religijne.

Ja nie pyskuję o ten ołtarz w każde Boże Ciało pod moimi oknami, nie krzyczę o to, że pobliski kościół jest bardzo głośny i jak nie dzwoni to gra albo bimba zegarem (co piętnaście minut), więc bardzo proszę o pozostawienie i mnie w spokoju. Rzekłam.

Wkurzyłam się, no.

Poza tym weekend fajowski, trochę zimnawy i mokry, ale jak się rano kupi dwa kilo truskawek tylko i wyłącznie dla siebie, to dzień nie może być zły.**)

*) ten kolczyk ze zdjęcia tak na ludzi działa
**) zły może być natomiast wieczór, bo dwa kilogramy truskawek tańczą sobie teraz breakdanca w moim żołądku.

Rozkwit

7 czerwca 2009

Kupiłam trzy krzaczki BIAŁYCH róż.

Dziś wykluł się pierwszy pączek.

Czy ja pisałam, że kupiłam BIAŁE róże?



Temperatura: 20°C; do Bożego Ciała 4 dni (niecałe)
6 czerwca 2009

Wczoraj były urodziny Gretka. Tośmy się spotkali, a co! Było jedzenie (Ola, nie jedz tego, to skórki są! - Agul podejrzewała, że zjem oskubane przez nią i odłożone na brzeg talerza skórki z papryki. Nie, nie jadam skórek. Zwłaszcza z brzegu talerza.) - Kasztanu aksamitnym basem zamówił "delikatną pierś z kurczaka", która brzmiała dietetycznie, ale miała mnóstwo (taki eufemizm) niezdrowych dodatków.

Gretek otrzymała od nas odliczacz. Ciekawe czy już go rozkminiła.

Pojawili się też kibice po przegranym meczu i było głośnawo, tośmy się przenieśli na normalne piwo. Zanim wyszliśmy Dominik poszedł do baru zapłacić i konspiracyjnie poprosił Doris "jakby co, to pilnuj mi plecaka...".

Normalne piwo to wg Kasztana Pilsner i tam się chłopak rozluźnił i zamówił sobie kufelek. O pojemności jednego litra. A Ędrju piła drinka z glonami.

W ogóle to w drugiej części spotkania Kasztanu wcielił się w rolę sit-down comedian (bo siedział, nie stał, więc dlatego nie stand-up) i bawił nas dykteryjkami opisującymi wszelkie aspekty życia - od religii po seks i defekację.

W planach mamy piknik.

Mówię Ci, Gretku, super spotkanie, szkoda, że tak wcześnie wyszłaś.

Było mniej więcej tak:



Zdjęcia są też tutaj.

A potem przyszedł Rafał i posiedział z nami, a potem jak wyszliśmy to się okazało, że mnie okłamał, jak powiedział, że nie kupił, bo kupił. Jest nowe, czarne, błyszczące i super wypasione. Nowe auto.

Komentarz do wpisu Ginewry

1 czerwca 2009

Oto dlaczego komentarz na blogu Ginewry się nie pojawił. Hasło do wpisania mnie zabiło.




Skąd wiedzieli, że lubię precelki i się na nich znam?!?

Start


1 czerwca 2009

No to zaczynamy kolejny roboczotydzień. Z każdym poniedziałkiem myślę, że nie dożyję lipca, że po prostu zalegnę i zdechnę sobie cichutko.

Weekend był zimny i deszczowy. Cały tydzień ma być podobny. Ciśnienie dziś takie, że przygina do posadzki.

A dziś Dzień Dziecka. Na jednym z blogów przeczytałam, że jakiś maluch na swoje czwarte urodziny dostał laptopa i quada. Między innymi.


Temperatura: 13°C; do Bożego Ciała 10 dni.