17 stycznia 2011
Zima zniknęła. Ale ponoć planuje powrót. Raczej mi to wisi.
W telewizji dużo o tym, że Ruscy znów nam dali w twarz, tym razem Makiem. No to nie oglądam telewizji, wzięłam na przeczekanie.
Poza tym za dwa dni zaczynam urlop, a co!
A macie może tak, że wydaje wam się, że kogoś dobrze znacie i że nic was już nie zaskoczy i nadchodzi taki dzień, że wywija taki numer, że zostajecie z otwartą gębą, bo nijak tego się skomentować nie da? Bo mi się takie coś przydarzyło i do dzisiaj się otrząsnąć nie mogę. Stara jestem a naiwna jak dziecko i ludziom ufam i wierzę. A wychodzi na to, że trzeba się w życiu kierować "zasadą ograniczonego zaufania".
Rzekłam.
28 grudnia 2010
Po plotkowym spotkaniu z koleżankami człowiek wie już wszystko. Szczególnie o facetach. I o zmywarkach. I o tuszach do rzęs. I o mieszkaniach. I o świętach.
I o tym ile piwa można w siebie wlać i ile jedzenia pochłonąć.
Rano wie, jak boli głowa. Nie za bardzo, ale zawsze.
Ale było fajnie!
24 grudnia 2010
Wszystkiego najlepszego dla wszystkich!
Sobie życzę spokoju i czasu na odpoczynek, którego jak niczego innego naprawdę potrzebuję.
Życzę sobie też, żebym zaczęła znów tu pisać od czasu do czasu, a nie tylko czytać co inni piszą.
Bo to niegrzecznie mieć bloga i nie pisać.
To ja spadam przelecieć się na mopie ostatni raz w tym tygodniu.
Wszystkiego pysznego i żeby Was brzuchy i głowy rano nie bolały!
6 listopada 2010
Jeżeli kobiety mówią o swoich facetach jak o małych dzieciach, to trochę tracę do tych facetów szacunek, chociaż w większości przypadków to strasznie fajne chłopaki (wiek bez znaczenia).
Są na tym świecie kobiety, które wciąż na swoich mężów, narzeczonych, chłopaków, partnerów narzekają.
Ciężko się tego słucha.
31 października 2010
Wczoraj postanowiliśmy uczcić to okropne komercyjne satanistyczne święto Helołin i zapodaliśmy sobie dwa filmy typu horror.
Jeżu słodki, co za dzieła, co za dzieła! Krew z ketchupu, flaki, zombiaki i kościotrupy w hełmach. No i oczywiście piła łańcuchowa. Niezapomniane przeżycia podlane wódką i winem. I naszymi komentarzami.
Fajny wieczór, a łeb to myślałam, że mi rano pęknie.
Siedzę w pracy utknięta w martwym punkcie.
Praca w "drużynie" jest trudna, jeżeli nie wszyscy jej członkowie pracują tak samo intensywnie i mniej więcej w tym samym tempie.
Wczoraj znalazłam sobie zajęcie na cztery godziny, pozostałe cztery spędziłam na robieniu głupot.
Dziś marnuję czas już szóstą godzinę z kolei.
Dłużej tak nie dam rady i być może jutro zdechnę z nudów.
Ratunku!
