6 marca 2011

Ja to chyba nie powinnam oglądać tych wszystkich "Mam talentów" i "X Factorów", bo się, kurde, wzruszam... 

A teraz do tego wszystkiego jeszcze Czesław Mozil mnie rozmiękcza.
6 marca 2011

"Foszaści" ludzie bardziej mnie śmieszą niż wkurzają.


3 marca 2011

Ten miesiąc zapowiada się bardzo pracowicie i dość poważnie. Czeka mnie kilka rozmów, w których będę musiała wykazać się taktem, doświadczeniem i dyplomacją.

Marzę o wolnym weekendzie - piątku popołudniu, sobocie  i niedzieli. Żebym sobie mogła porobić nic. I odpocząć.
3 marca 2011

Wszelkie wkurzenie na pracę mija mi, gdy dostaję maila zaczynającego się od słów: "Dziękuję, Oluś."
28 lutego 2011

Jestem Forrest Gump. Albo Lola. 

Bo biegnę cały dzień.

Dziś biegłam 8 godzin z tylko jednym przystankiem na siku.
21 lutego 2011

Zimno jak fiks.

Mróz, panie i wiatr.

Byle do wiosny.

Dla odmiany pracuję, pracuję i pracuję. Byle do 12 marca. Potem se zachoruję, żeby odpocząć. Rzekłam.
20 lutego 2011

Smutno mi, bo weekend tak szybko minął. I trwał dla mnie tylko jeden dzień, w ciągu którego miałam tyle rzeczy do zrobienia.

Nie, nie jestem zła, że jutro poniedziałek. Po prostu mi smutno.

Całą niedzielę cieszyłam się, że jak tylko już wszystko zrobię, to wyciągnę się na kanapie, otworzę sobie piwo, obejrzę jakiś film.

I właśnie to robię. I wcale mnie to nie cieszy.

Czekanie na coś przyjemnego jest chyba fajniejsze.
20 lutego 2011

Nic wyjątkowego się nie dzieje. Pracuję w pracy, pracuję w domu.

W przyszłym roku muszę ograniczyć pracę w domu. Trochę szkoda pieniędzy, ale nie wyrabiam się przez to z innymi rzeczami, które w perspektywie też prowadzą do zarabiania. 

Poza tym zima wróciła. za oknem -12 i śnieg.
20 lutego 2011

Zmęczona.
13 lutego 2011

O jerunie...

11 lutego 2011

Zasadniczo i pobieżnie intensywnie pracuję. 

Dopiero po powrocie Agula do pracy zdałam sobie sprawę jak ciężko było mi pracować bez jej wsparcia. Właściwie bez niczyjego wsparcia. Przez 11 miesięcy.

Poza tym zima jest, nie?

6 lutego 2011

Okazało się zupełnie przypadkowo, że nie tylko mnie męczy przesłodzona Katie Melua. A raczej jej super hiper słodkie piosenki.

A myślałam, że jestem jedna jedyna na świecie.
6 lutego 2011

Listopad...

5 lutego 2011

Dzień przywitał mnie w kolorze szarym i bez śniegu.

Za trzy godziny zacznę weekend.


4 lutego 2011

Weekend prawie się zaczął.

Jeszcze jutro ponauczam przez trzy godziny i można odetchnąć.

3 lutego 2011

Świat nadal zaśnieżony. Zimny i wietrzny.

Urżnęłam se palucha kartką papieru. Boli.

Wybieram ciuchy i kosmetyki na wiosnę.

Pracuję i mnie to męczy.

Słońca chcę.


31 stycznia 2011

Dzień pierwszy po urlopie za mną. Nie było łatwo, ale dałam radę.

Kasztanu obliczył, że od przerwy wielkanocnej dzieli nas dwanaście tygodni. Dwanaście tygodni brzmi trochę lepiej niż prawie trzy miesiące. 

Wydarzenia w Egipcie napawają mnie niepokojem. Nawet nie same zamieszki na ulicach, ale fakt, że odłączono ich tak łatwo od internetu. Czyli odcięto od świata. Rach ciach i po wszystkim. Pstryk.
30 stycznia 2011

Słoneczna pogoda za oknem sprawiła, że się rozmarzyłam. O wakacjach. Takich upalnych, że człowiek się ruszać nie może. Leniwych. Z truskawkami i czereśniami. 

I zmusiła mnie (ta dzisiejsza pogoda) do obliczeń. Wynik nie jest zbyt optymistyczny - do początku lipca zostało pięć miesięcy. 


29 stycznia 2011

Próbuję się zorganizować.

To znaczy wydaje mi się, że jestem zorganizowana nie najgorzej, ale chciałabym mieć wszystko bardziej pod kontrolą. Pewnie uda mi się to przez tydzień. No, może dziesięć dni. A potem wszystko wróci do normy.

Zanotowałam sobie różne ważne rzeczy i notatki te mają mi ułatwić życie. 

Żebym tylko do nich zaglądała...
26 stycznia 2011

Myślałam, że nigdy tego nie powiem - Firefox ssie.

Przekombinowali chłopaki chyba. 
26 stycznia 2011

Zosie Samosie cierpią następnego dnia po złożeniu żeliwnego kutego łóżka na zakwasy. Jest to w pełni zrozumiałe i nie mam do nikogo pretensji.



Tylko dlaczego boli mnie gardło?

Auć.
25 stycznia 2011

Ha! Wstawiłam notkę o czekaniu na kuriera i... przyjechał kurier :)
25 stycznia 2011

Dzisiejszy dzień upływa mi na oczekiwaniu. Na kuriera.

Jedzie do mnie aż ze Szczecina, więc nie ma stuprocentowej pewności, że to właśnie dziś się zobaczymy.  No, ale czekam, bo 'towar powinien być u mnie dziś' parafrazując słowa sprzedawcy.

Zauważyłam, że ostatnio większość dużych zakupów robię przez internet. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie fakt, że tak trudno umówić się z kurierem kiedy ten może zastać mnie w domu. Mają chłopaki nosa, zawsze chcą mi coś zostawić właśnie wtedy, kiedy jestem w pracy.

Poprzednim razem grzecznie zaproponowałam, żeby podjechał do mnie do fabryki (był jedną ulicę dalej), ale niestety stwierdził, że 'to nie jego rejon'. Po czym zadał mi pytanie o której będę w domu. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że ok. 18.00, na co usłyszałam 'no, nie, tak długo to ja jeździł nie będę!' Trochę mu się rzuciłam do gardła przez telefon i spokorniał, ale żeby przesyłkę odebrać musiałam zwolnić się z pracy.

Na szczęście dziś zwalnianie się z pracy mi nie grozi, bo mam urlop.

Jak ja nie lubię czekać na kuriera!
24 stycznia 2011

Siedząc urlopowo w domu przekonałam się, że bez względu na to ile kanałów oferuje 'dostarczyciel' telewizji kablowej i bez względu na porę - nie ma nic ciekawego, co warto byłoby obejrzeć.

W internecie też nic nie ma.

Idę umyć podłogę w sypialni.
24 stycznia 2011

Wolny czas poświęcam na odpoczynek, ładowanie baterii przed nachodzącym drugim semestrem oraz ogarnianie domostwa.

Nie narzekam, jest mi dobrze.

23 stycznia 2011

Po grzecznie spędzonym w domu wieczorze, wprowadzeniu do organizmu 0,33 litra piwa dziś dosłownie łeb mi pęka jak po całonocnej imprezie.

Nie ma na tym świecie sprawiedliwości!


17 stycznia 2011

Zima zniknęła. Ale ponoć planuje powrót. Raczej mi to wisi.

W telewizji dużo o tym, że Ruscy znów nam dali w twarz, tym razem Makiem. No to nie oglądam telewizji, wzięłam na przeczekanie.

Poza tym za dwa dni zaczynam urlop, a co!

A macie może tak, że wydaje wam się, że kogoś dobrze znacie i że nic was już nie zaskoczy i nadchodzi taki dzień, że wywija taki numer, że zostajecie z otwartą gębą, bo nijak tego się skomentować nie da? Bo mi się takie coś przydarzyło i do dzisiaj się otrząsnąć nie mogę. Stara jestem a naiwna jak dziecko i ludziom ufam i wierzę. A wychodzi na to, że trzeba się w życiu kierować "zasadą ograniczonego zaufania".

Rzekłam.

3 stycznia 2010

Długie przerwy w pracy skutkują ogólnym niechceniem w pierwszy dzień pracy zaraz po ich zakończeniu.
Na szczęście mam to już za sobą, a przede mnie kolejne pracowite dni.

 
A za trzy tygodnie znów urlop.

31 grudnia 2010

Nieco niepokoi mnie gmeranie przy OFE i ZUSie.

Od stycznia zaczynam odkładać pieniądze również do skarpety, tak na wszelki wypadek, bo obawiam się, że po 40 latach ciężkiej pracy będzie mnie stać jedynie na suche bułki.

30 grudnia 2010

Czy poczta zgubiła prezenty, które wysłałam do Brazylii, czy tylko spowolniła tempo z powodu śniegu i mrozu?

Mam nadzieję, że to drugie.

28 grudnia 2010


 

Po plotkowym spotkaniu z koleżankami człowiek wie już wszystko. Szczególnie o facetach. I o zmywarkach. I o tuszach do rzęs. I o mieszkaniach. I o świętach.


 

I o tym ile piwa można w siebie wlać i ile jedzenia pochłonąć.


 

Rano wie, jak boli głowa. Nie za bardzo, ale zawsze.

Ale było fajnie!

27 grudnia 2010

Nie lubię czuć się przejedzona.

Zatem od dziś jem niewiele, ciut ciut, tyle co kot napłakał.

Za oknem mroźno i słonecznie, a popołudniu plotki.

Żyć, nie umierać!

24 grudnia 2010

Wszystkiego najlepszego dla wszystkich!

Sobie życzę spokoju i czasu na odpoczynek, którego jak niczego innego naprawdę potrzebuję.

Życzę sobie też, żebym zaczęła znów tu pisać od czasu do czasu, a nie tylko czytać co inni piszą.

Bo to niegrzecznie mieć bloga i nie pisać.

To ja spadam przelecieć się na mopie ostatni raz w tym tygodniu.

Wszystkiego pysznego i żeby Was brzuchy i głowy rano nie bolały!

4 grudnia 2010

Pozdrawiam z mlecznej krainy, w której wszystko jest białe niebo, ziemia i to co pomiędzy też.

Jest śnieżnie, jest zimno, jest ładnie.

Na nic nie mam czasu. Czekam na Boże Narodzenie, "coby se dychnąć".

6 listopada 2010

Jeżeli kobiety mówią o swoich facetach jak o małych dzieciach, to trochę tracę do tych facetów szacunek, chociaż w większości przypadków to strasznie fajne chłopaki (wiek bez znaczenia).

Są na tym świecie kobiety, które wciąż na swoich mężów, narzeczonych, chłopaków, partnerów narzekają.

Ciężko się tego słucha.

1 listopada 2010

Czuję się jakby były dwie niedziele pod rząd. Fajnie. Odpoczywam. Robię nic.