16 kwietnia 2011

Czasem "Będzie dobrze, zobaczysz." jakoś nie może mi przejść przez gardło.

9 kwietnia 2011

Wiosna przyszła, pobyła chwilę, popieściła ciepłem i... pokazała gest Kozakiewicza.  Strasznie zimno się zrobiło i okropnie wieje.

W obliczu przeżytych nie tak dawnych wydarzeń postanowiłyśmy dziś z koleżanką Martką podleczyć trochę obolałe dusze. Ona winem a ja piwem.

Od kilku dni w telewizji Smoleńsk, tupolew, krzyż, Wawel. 

Zapamiętać - nie włączać odbiornika aż do poniedziałku!
3 kwietnia 2011

Pierwszy tej wiosny spacer po lesie zaliczony. 
A teraz kładę się kółkami do góry i robię NIC.



19 marca 2011

Ten śnieg, który spadł, to mam nadzieję taki chwilowy wybryk Pani Wiosny. Bo bym już zimowe ciuchy schowała w garażu - sobota nadaje się do takich przedsięwzięć najlepiej.
16 marca 2011

Dżizas, czy ja już tak zawsze będę biec w tej robocie czy sobie kiedyś siądę i odpocznę, co?

Bo już ledwo zipię, a tu końca nie widać.
14 marca 2011

Mówiłam, że zachoruję po 12 marca?

Znam swój organizm jak nikt inny i wiem czego się po nim spodziewać. Się zbuntował i kategorycznie domaga się odpoczynku i zwolnienia tempa.

To zwolniłam. Do jutra.
13 marca 2011

Zdecydowanie Jarosław Kuźniar nie podoba mi się w roli prowadzącego "X Factor".

Ale Czesław Mozil jest fantastyczny!
13 marca 2011

Temperatura mi z deka zjechała w dół.

35,9.

Odpoczywam i nabieram sił.
12 marca 2011

Chciałam wylać trochę żółci, nabluzgać, powrzeszczeć, ale usłyszałam w telewizji, że w czasie postu nie należy przeklinać tych, których nie lubimy, więc zgodnie z zaleceniem mądrego zakonnika powiem tylko:

Boże, miej w opiece fałszywych pochlebców.
8 marca 2011

Dziękuję za życzenia.

Wszystkim oprócz mojego szefa, który Dzień Kobiet olał. Tak, wiem. Święto komunistyczne i poniżające kobiety, bo należy je kochać codziennie. Tere fere.

A! dziękuję jeszcze za czekoladki i kwiatki od moich kursantów. Ich to święto nie zabolało i mieliśmy na zajęciach wyżerkę.
8 marca 2011

Każde moje wystąpienie w charakterze bardzo kompetentnej i 'decyzyjnej' Pani Kierownik straszliwie mnie psychicznie obciąża. A mnie przecież nikt nie pocieszy, że 'przecież to nic takiego' i że 'będzie OK' i żebym 'wyciągnęła z tego pozytywy'. Mnie nie, bo to ja jestem ta zła w takiej sytuacji.

Mam wino i nie waham się go używać.

Paradoksem jest to, że lubię te sytuacje kiedy ludzie poddają się mojemu autorytetowi*. Ale ile mnie to kosztuje wiem tylko ja. 

W tym tygodniu mam przed sobą jeszcze co najmniej jedną taką rozmowę i będzie ona chyba trudniejsza od dzisiejszej.

Chciałoby się zakląć, ale ja TUTAJ nie przeklinam.

* Kiedy byłam w trzeciej klasie podstawówki moja mama usłyszała taką opinię na mój temat od mojej wychowawczyni - "Ma tendencje do rządzenia." 

No. Zostało mi do dziś.
7 marca 2011

Trochę się w sobotę reaktywowaliśmy.

7 marca 2011

Jejku, jak ja lubię mieć wolny wieczór. Szkoda, że już się kończy.

Poobserwowałam sobie dziś jednego takiego, co to bardzo by chciał znać się na czymkolwiek, ale niestety Bozia rozumku nie dała. Dała za to pokłady lenistwa i furę chamstwa.

Dzisiaj miał 'swój' dzień.
6 marca 2011

Ja to chyba nie powinnam oglądać tych wszystkich "Mam talentów" i "X Factorów", bo się, kurde, wzruszam... 

A teraz do tego wszystkiego jeszcze Czesław Mozil mnie rozmiękcza.
6 marca 2011

"Foszaści" ludzie bardziej mnie śmieszą niż wkurzają.


3 marca 2011

Ten miesiąc zapowiada się bardzo pracowicie i dość poważnie. Czeka mnie kilka rozmów, w których będę musiała wykazać się taktem, doświadczeniem i dyplomacją.

Marzę o wolnym weekendzie - piątku popołudniu, sobocie  i niedzieli. Żebym sobie mogła porobić nic. I odpocząć.
3 marca 2011

Wszelkie wkurzenie na pracę mija mi, gdy dostaję maila zaczynającego się od słów: "Dziękuję, Oluś."
28 lutego 2011

Jestem Forrest Gump. Albo Lola. 

Bo biegnę cały dzień.

Dziś biegłam 8 godzin z tylko jednym przystankiem na siku.
21 lutego 2011

Zimno jak fiks.

Mróz, panie i wiatr.

Byle do wiosny.

Dla odmiany pracuję, pracuję i pracuję. Byle do 12 marca. Potem se zachoruję, żeby odpocząć. Rzekłam.
20 lutego 2011

Smutno mi, bo weekend tak szybko minął. I trwał dla mnie tylko jeden dzień, w ciągu którego miałam tyle rzeczy do zrobienia.

Nie, nie jestem zła, że jutro poniedziałek. Po prostu mi smutno.

Całą niedzielę cieszyłam się, że jak tylko już wszystko zrobię, to wyciągnę się na kanapie, otworzę sobie piwo, obejrzę jakiś film.

I właśnie to robię. I wcale mnie to nie cieszy.

Czekanie na coś przyjemnego jest chyba fajniejsze.
20 lutego 2011

Nic wyjątkowego się nie dzieje. Pracuję w pracy, pracuję w domu.

W przyszłym roku muszę ograniczyć pracę w domu. Trochę szkoda pieniędzy, ale nie wyrabiam się przez to z innymi rzeczami, które w perspektywie też prowadzą do zarabiania. 

Poza tym zima wróciła. za oknem -12 i śnieg.
20 lutego 2011

Zmęczona.
13 lutego 2011

O jerunie...

11 lutego 2011

Zasadniczo i pobieżnie intensywnie pracuję. 

Dopiero po powrocie Agula do pracy zdałam sobie sprawę jak ciężko było mi pracować bez jej wsparcia. Właściwie bez niczyjego wsparcia. Przez 11 miesięcy.

Poza tym zima jest, nie?

6 lutego 2011

Okazało się zupełnie przypadkowo, że nie tylko mnie męczy przesłodzona Katie Melua. A raczej jej super hiper słodkie piosenki.

A myślałam, że jestem jedna jedyna na świecie.
6 lutego 2011

Listopad...

5 lutego 2011

Dzień przywitał mnie w kolorze szarym i bez śniegu.

Za trzy godziny zacznę weekend.


4 lutego 2011

Weekend prawie się zaczął.

Jeszcze jutro ponauczam przez trzy godziny i można odetchnąć.

3 lutego 2011

Świat nadal zaśnieżony. Zimny i wietrzny.

Urżnęłam se palucha kartką papieru. Boli.

Wybieram ciuchy i kosmetyki na wiosnę.

Pracuję i mnie to męczy.

Słońca chcę.


31 stycznia 2011

Dzień pierwszy po urlopie za mną. Nie było łatwo, ale dałam radę.

Kasztanu obliczył, że od przerwy wielkanocnej dzieli nas dwanaście tygodni. Dwanaście tygodni brzmi trochę lepiej niż prawie trzy miesiące. 

Wydarzenia w Egipcie napawają mnie niepokojem. Nawet nie same zamieszki na ulicach, ale fakt, że odłączono ich tak łatwo od internetu. Czyli odcięto od świata. Rach ciach i po wszystkim. Pstryk.
30 stycznia 2011

Słoneczna pogoda za oknem sprawiła, że się rozmarzyłam. O wakacjach. Takich upalnych, że człowiek się ruszać nie może. Leniwych. Z truskawkami i czereśniami. 

I zmusiła mnie (ta dzisiejsza pogoda) do obliczeń. Wynik nie jest zbyt optymistyczny - do początku lipca zostało pięć miesięcy. 


29 stycznia 2011

Próbuję się zorganizować.

To znaczy wydaje mi się, że jestem zorganizowana nie najgorzej, ale chciałabym mieć wszystko bardziej pod kontrolą. Pewnie uda mi się to przez tydzień. No, może dziesięć dni. A potem wszystko wróci do normy.

Zanotowałam sobie różne ważne rzeczy i notatki te mają mi ułatwić życie. 

Żebym tylko do nich zaglądała...
26 stycznia 2011

Myślałam, że nigdy tego nie powiem - Firefox ssie.

Przekombinowali chłopaki chyba. 
26 stycznia 2011

Zosie Samosie cierpią następnego dnia po złożeniu żeliwnego kutego łóżka na zakwasy. Jest to w pełni zrozumiałe i nie mam do nikogo pretensji.



Tylko dlaczego boli mnie gardło?

Auć.