5 czerwca 2011

W tym samym momencie, w którym usadowiłam się wygodnie na balkonie, kiedy przywlekłam sobie wodę, jogurt, telefon, laptopa i stertę gazet, kiedy wysmarowałam się olejkiem, kiedy spięłam włosy i wsadziłam na nos wielkie okulary, właśnie w tym momencie chmury postanowiły przesłonić słońce.

Dziękuję.

PS. Znaczy się nogi nadal będą blade. 
4 czerwca 2011


21 maja 2011

Uwielbiam burze.

21 maja 2011

A do końca świata zostało 9 godzin.
21 maja 2011

Widzieliście kiedyś Kłapouchego w jego Ponurym Zakątku? To znaczy, widzieliście kiedyś go na ilustracji, nie na żywo? 

Jeśli tak, to łatwo wyobrazicie sobie mojego psa, kiedy o coś prosi. Nie, nie piszczy. Nie, nie macha łapką. Staje w kącie, zwiesza łeb i tak stoi. czasem w najbardziej odległym kącie mieszkania od tego, w którym ja się znajduję. 

I właśnie stoi tak od 15 minut na balkonie. I o co jej chodzi nie wiem - miski ma pełne i własnie wróciłyśmy ze spaceru.

Pewnie Weltschmerz. 
16 maja 2011

Dostałam wczoraj długiego maila z samego Nowego Jorku. Tyle dobrych wiadomości! Tyle zdjęć, a na nich sami uśmiechnięci ludzie.

Jak to mówią na Facebooku: Lubię to!
16 maja 2011

Stres z zeszłego piątku trzyma mnie do dzisiaj. Niestety, mam czasem do czynienia z ludźmi, którz próbują bardzo mocno i dobitnie pokazać jak to mają gdzieś zapisy z umowy, którą wszyscy podpisali jesienią.

No, ale po pierwsze, umowa podpisana została i z pewnych obowiązków trzeba się wywiązać. Po drugie, umowa nie została podpisana ze mną, więc to nie mi będzie kolega pokazywał, jak bardzo ma umowę gdzieś. Na szczególne traktowanie z mojej strony nie może liczyć, niestety. Albo i stety.
16 maja 2011

Odliczam dni do końca zajęć. Zostało mi 30.

Poza tym napawam się wiosną i zapachem bzu w drodze do pracy.
9 maja 2011

Nowy tydzień rozpoczął się słonecznie i jest szansa, że będzie taki cały. Ciepły i wiosenny.

Do ostatecznego zakończenia pracy z kursantami w tym roku zostało niewiele ponad miesiąc, co napawa optymizmem. Bo oznacza to zbliżające się lato, wyjazd nad morze, powrót na trochę do pracy, a potem znów wakacyjny urlop.

Ale przedtem trzeba ten miesiąc przeżyć, a nie będzie on na pewno leniwy i spokojny. Szykuje się sporo pracy.
8 maja 2011

Dziwny poranek. Żadna z trzech umówionych ze mną osób, nie mogła się ze mną spotkać.

Osoby te się nie znają i umówione były w trzech rożnych sprawach o trzech róznych porach.

Ech...

Idę w las!
3 maja 2011

Nigdy, powtarzam NIGDY w życiu, pomimo szczerych chęci, nie udało mi się obejrzeć filmu pt. "Brunet wieczorowa porą" od początku do końca.

Nie, żebym uważała film za niedobry, nieciekawy i niefajny. Nic z tych rzeczy. Uwielbiam Krzysztofa Kowalewskiego i PRL- owskie komedie, ale nad tym filmem, a raczej moim go oglądaniem jakieś chyba ciąży fatum. Zawsze przerywam lub coś mi przerywa prawie w tym samym momencie.

Za pół godziny Kino Polska pokazuje "Bruneta" ponownie. Może dziś mi się uda?
3 maja 2011

Bardzo deszczowe i zimne święto. Siedzę w domu i celebruję ostatni dzień wolności.

Od jutra wracam do pracy po trzynastodniowym weekendzie.

Setny raz powiadam wam - nie nadaję się na kurę domową przesiadująca wiecznie w domu. Po odespaniu, odpoczęciu, posprzątaniu wszystkiego zaczynam się po prostu nudzić. Potrzebuję codziennego wychodzenia z domu po coś więcej niż tylko w celu wysikania psa i dokupienia mleka (jajek/kurczaka/pasty do zębów - niepotrzebne skreslić).

Maj zapowiada się umiarkowanie pracowicie. To znaczy bez pędu urywającego głowę, ale czasu na lenistwo również nie będzie. 

A za miesiąc i dwa tygodnie pożegnam ostatnich kursantów.

A za dwa miesiące będę nad morzem.



28 kwietnia 2011

A za oknem nareszcie wiosna. Zrobiło się zielono i wszystko kwitnie.

28 kwietnia 2011

Nie ma to jednak jak usiąść, pogadać, napić się piwa.
Trafiłyśmy co prawda z koleżanką Beatą na mecz i mocno kibicujących klientów, ale nic nie było w stanie nam przeszkodzić. Do obgadania miałyśmy sprawy wielkie i małe (z przewagą tych wielkich, niestety). 

Dzięki temu spotkaniu, ekipa wyjeżdżająca na Open'era powiększyła się o jedną osobę - the more the merrier, czyż nie?



27 kwietnia 2011

A w telewizji nie ma NIC. Zero czegokolwiek wartego uwagi. 
27 kwietnia 2011

Bardzo mocno staram się odpocząć (bo mam właśnie urlop). I kiedy wydaje mi się, że już już jestem nówka... znów mnie przymula i nic mi się nie chce.

Idę wieczorem na piwo, może mi pomoże. Piwo jest ponoć zdrowe i bogate w witaminy. A pewnie tych mi brakuje.


23 kwietnia 2011

Kurde, mycie podłóg, powiadam Wam, jest lepsze od aerobiku, bieżni i orbitreka razem wziętych. Zwłaszcza jak ma się w domu psa łobuza, który pić po ludzku nie potrafi, jeść z miski tez nie, a na dworze zawsze znajdzie jakieś błoto.

Dziękuję ci Britusiu, że tak dbasz o moja formę.


22 kwietnia 2011

Jerunie, chyba nigdy jeszcze tak strasznie nie płakałam jak dziś. I dobrze mi tak, chciałam być Perfekcyjna Panią Domu to mam.

W życiu nie będę już tarła chrzanu.

Rzekłam.
22 kwietnia 2011 

Okazało się, że za oknami mam całkiem  przyjemne widoki, które przez ostatnie kilka miesięcy były niewidoczne przez zalegający na szybach brud.  Teraz brudu nie ma, a ja mogę podziwiać świat za oknem - głównie szykujących się na dwudniowy brak dostępu do supermarketów rodaków.

W okolicznych sklepach wykupiono już wszystko, co nadaje się do jedzenia (i to, co się już nie nadaje również). 


17 kwietnia 2011

Całą, powiadam CAŁĄ*), niedzielę przeleżałam w łóżku grając na Facebooku.

Wstydzę się, ale jest mi dobrze.

Dodaję nowy tag do moich postów.


*)Trochę skłamałam - byłam dwa razy na spacerze z psem.
16 kwietnia 2011

Czasem "Będzie dobrze, zobaczysz." jakoś nie może mi przejść przez gardło.

9 kwietnia 2011

Wiosna przyszła, pobyła chwilę, popieściła ciepłem i... pokazała gest Kozakiewicza.  Strasznie zimno się zrobiło i okropnie wieje.

W obliczu przeżytych nie tak dawnych wydarzeń postanowiłyśmy dziś z koleżanką Martką podleczyć trochę obolałe dusze. Ona winem a ja piwem.

Od kilku dni w telewizji Smoleńsk, tupolew, krzyż, Wawel. 

Zapamiętać - nie włączać odbiornika aż do poniedziałku!
3 kwietnia 2011

Pierwszy tej wiosny spacer po lesie zaliczony. 
A teraz kładę się kółkami do góry i robię NIC.



19 marca 2011

Ten śnieg, który spadł, to mam nadzieję taki chwilowy wybryk Pani Wiosny. Bo bym już zimowe ciuchy schowała w garażu - sobota nadaje się do takich przedsięwzięć najlepiej.
16 marca 2011

Dżizas, czy ja już tak zawsze będę biec w tej robocie czy sobie kiedyś siądę i odpocznę, co?

Bo już ledwo zipię, a tu końca nie widać.
14 marca 2011

Mówiłam, że zachoruję po 12 marca?

Znam swój organizm jak nikt inny i wiem czego się po nim spodziewać. Się zbuntował i kategorycznie domaga się odpoczynku i zwolnienia tempa.

To zwolniłam. Do jutra.
13 marca 2011

Zdecydowanie Jarosław Kuźniar nie podoba mi się w roli prowadzącego "X Factor".

Ale Czesław Mozil jest fantastyczny!
13 marca 2011

Temperatura mi z deka zjechała w dół.

35,9.

Odpoczywam i nabieram sił.
12 marca 2011

Chciałam wylać trochę żółci, nabluzgać, powrzeszczeć, ale usłyszałam w telewizji, że w czasie postu nie należy przeklinać tych, których nie lubimy, więc zgodnie z zaleceniem mądrego zakonnika powiem tylko:

Boże, miej w opiece fałszywych pochlebców.
8 marca 2011

Dziękuję za życzenia.

Wszystkim oprócz mojego szefa, który Dzień Kobiet olał. Tak, wiem. Święto komunistyczne i poniżające kobiety, bo należy je kochać codziennie. Tere fere.

A! dziękuję jeszcze za czekoladki i kwiatki od moich kursantów. Ich to święto nie zabolało i mieliśmy na zajęciach wyżerkę.
8 marca 2011

Każde moje wystąpienie w charakterze bardzo kompetentnej i 'decyzyjnej' Pani Kierownik straszliwie mnie psychicznie obciąża. A mnie przecież nikt nie pocieszy, że 'przecież to nic takiego' i że 'będzie OK' i żebym 'wyciągnęła z tego pozytywy'. Mnie nie, bo to ja jestem ta zła w takiej sytuacji.

Mam wino i nie waham się go używać.

Paradoksem jest to, że lubię te sytuacje kiedy ludzie poddają się mojemu autorytetowi*. Ale ile mnie to kosztuje wiem tylko ja. 

W tym tygodniu mam przed sobą jeszcze co najmniej jedną taką rozmowę i będzie ona chyba trudniejsza od dzisiejszej.

Chciałoby się zakląć, ale ja TUTAJ nie przeklinam.

* Kiedy byłam w trzeciej klasie podstawówki moja mama usłyszała taką opinię na mój temat od mojej wychowawczyni - "Ma tendencje do rządzenia." 

No. Zostało mi do dziś.
7 marca 2011

Trochę się w sobotę reaktywowaliśmy.

7 marca 2011

Jejku, jak ja lubię mieć wolny wieczór. Szkoda, że już się kończy.

Poobserwowałam sobie dziś jednego takiego, co to bardzo by chciał znać się na czymkolwiek, ale niestety Bozia rozumku nie dała. Dała za to pokłady lenistwa i furę chamstwa.

Dzisiaj miał 'swój' dzień.