Dzień w skrócie

30 czerwca 2008

Talk to me ;)


30 czerwca 2008

Patteku mi pomogła (dziękuję!) i można ze mną czatować - patrz w prawo.

Lato jest zaraźliwe


30 czerwca 2008

Czy jedna czerwcowa gorąca leniwa niedziela może sprawić, że uda się porządnie odpocząć? Oczywiście, że nie. Taka niedziela sprawia, że chce się takich dni więcej i więcej.

Taka niedziela wciąga...

Zostały mi trzy dni...i dam się wciągnąć!

Aż strach pomyśleć o odwyku...

Girl power!

26 czerwca 2008

Męskie szowinistyczne świnie zapewniam, że to, co zobaczą za chwilę, to jedynie niechlubny wyjątek. Z wyjątkiem tej pani my, dziewczęta, jesteśmy zajefajne!


I co jescze?


26 czerwca 2008

Bardzo zmęczona (bo ja ostatnio jestem tylko zmęczona, ledwo żywa, wygnieciona i rozwalcowana - jeszcze 6 dni i odpocznę), tak więc bardzo zmęczona robiłam sobie szybkie zakupy w moim najulubieńszym supermarkiecie. Błędnym wzrokiem omiatałam półki, skręcałam nie w te alejki, w które powinnam, gdy nagle dotknął mnie czyjś chłodny palec. Palec należał do kobiety, której wzrok zdradzał przynajmniej częściowy brak kontaktu z rzeczywistością - tą tu i teraz.

Właścicielka palca spojrzała na mnie z niesmakiem, na moje pracowe ciuchy w tonacji black and white i donośnym głosem poinformowała mnie wykonując przy tym zamaszysty ruch ręką:

-Matka Boża wszystko to przewidziała. Wszystko dzieje się tak, jak przewidziała!

I podreptała do następnej ofiary.

Hm... Niesamowite. Przewidziała gigantyczne kolejki w supermarkecie Kaufland w Tychach w dniu 25 czerwca 2008 około godziny 15.30.


Agul się sprężył


25 czerwca 2008

Agul sprężył się, przywlókł aparat i można wszystko zobaczyć tutaj.

A tak na przyszłość - wyrwijcie jej następnym razem aparat z łapek zawczasu - 70 zdjęć napstrykała!

Prawie wakacje

23 czerwca 2008

Jak tylko Agul się spręży to pokażę Wam jak wyglądają dziewczyny-kibicki futbolu. I Kasztan w otoczeniu dam. I niewirtualny, nietekturowy Rafał. I Ruba z Magdą tarzające się po dywanie w stanie trzeźwym (!). I w ogóle jak wygląda nasza banda w weekend.

Tylko musi się sprężyć :)

Poza tym bez zmian poza upałem i pięciominutową burzą.

Byle do wakacji.

10 dni. I pół.

PS Impreza była suuuuuper, nażarłam się na tydzień do przodu (Pampuuuuchi). I nawet sąsiad nie przyszedł nas odwiedzić :)

:(

20 czerwca 2008

Stan mojego zmęczenia sięgnął sufitu. Szczytu. Zenitu. Noc jest za krótka na to, żeby wypocząć. Rano budzę się zmęczona. Umęczona. Wymęczona. Wygnieciona.

Pierwszy dzień urlopu prześpię w całości.

Ale to dopiero za 13 dni.

Fingers crossed


18 czerwca 2008

Trzymajcie kciuki za Marcinuza, bo się chłop dziś będzie bronił przed atakiem mądrych profesorów!

Myśl perspektywicznie

16 czerwca 2008

Siedzę sobie grzecznie w pracy i klepię w komputer. Do mojego pokoju wchodzi mój Boss.

Boss: Olu, ilu egzaminatorów potrzeba do ustnego egzaminu Telc na poziomie A1?
Ja: Może być tylko jeden.
Boss: Acha... (i odszedł w nieznane)

5 minut później.

Boss: Olu, a jak się zdaje ustny na poziomie A1? W parach?
Ja: W czwórkach.
Boss: Acha... (i odszedł w siną dal).

5 minut później.

Boss: Olu, bo będziemy mieć 240 osób do przeegzaminowania.

W tym momencie lekko się zgrzałam...

Boss: Trzeba będzie nowe osoby wyszkolić na egzaminatorów.

No, tu się zdecydowanie zgadzam - na razie jest nas tylko dwie :/

Boss: Ale tylko połowa z tych osób będzie angielski zdawać.

Trochę lepiej, ale dalej jestem zgrzana. Na urlop chcę iść, a nie egzaminować!

Ja: Na jeden dzień nie powinnyśmy mieć więcej niż 6 takich czwórek, bo się zajedziemy.
Boss: No tak, tak. (i udał się w sobie jedynie znanym kierunku).

5 minut później.

Boss: Olu, ja z Wami osobne umowy na ten egzamin podpiszę, to sobie dorobicie trochę.

Dzięki, o Panie! Myślałam, że to w ramach wolontariatu, hehe (śmiech sarkastyczny, słyszycie?) Dalej jestem zgrzana i zaniepokojona tymi 120 osobami.

5 minut później.

Boss: Ale to, Olu, dopiero w 2010 roku.

Ręce i nogi się uginają... I co mnie straszysz?!?

Dla wyjaśnienia: Nieznane, Sina dal oraz Sobie jedynie znany kierunek to pokój szefa. Ale niekoniecznie i nie zawsze. Czasem tam się udaje, a znajdujemy go zupełnie gdzie indziej.

Nasz szef podczas myślenia dużo spaceruje. Tzn. drepcze.

Takie dreptanie zawsze nas niepokoi - wiadomo, że drepczący Boss za moment wpadnie na jakiś dziki pomysł... Którego wykonawcami będziemy my, jego pracownicy.



Oj, nie będziesz ty już panienką, nie będziesz...

15 czerwca 2008

Wczoraj byliśmy na ślubie i weselu Magdy i Łukasza. Mogłabym napisać dłuuuuuuuugaśną notkę o tym cośmy jedli, cośmy pili, jakie tańce były hitem wieczoru i czy panna młoda miała ładną suknię, ale podsumuję imprezę następująco:

1. wcale nie boli mnie głowa - jestem tylko trochę niewyspana

2. z zasad zachowania się na weselu, które zostały rozmieszczone na stołach, najbardziej przypadły mi do gustu te o nr 7 ("Zabrania się rzucania kwiatów w kierunku młodej pary, jeśli znajdują się one nadal w wazonie.") oraz 13 ("Dla osób, które nie znajdują żadnego powodu do śmiechu wisi lustro w korytarzu.").

3. na weselu byłam w butach, w których można tańczyć całą noc, ale chodzić w nich się nie da (dziwne...)

Reasumując - impreza była SUPER! Obyło się bez badziewnego tłuczenia panny młodej łyżkami po głowie, obleśnych zabaw i innych takich.

Wszystkiego najlepszego, kochani!

Smacznego

13 czerwca 2008

Żałujecie, że nie pojechaliście kibicować polskiej drużynie w Austrii?
A może nie ma nad czym rozpaczać? Patrzcie, co musielibyście jeść...



Menu znalazłam na stronie TVN24. Nadesłał je internauta Rafał na Kontakt TVN24.

Może być gorzej?


9 czerwca 2008

Sparzyłam sobie dupsko na solarium, ale nie całe i z tyłu wyglądam jak flaga narodowa - przy następnym meczu naszej reprezentacji wystawię tyłek przez okno, nikt się nie pokapuje, że to nie flaga z Tyskiego.

A na dodatek na spacer zaprosił mnie dziś sąsiad z dołu. Lat 11.

Dobra, to był tylko pretekst - chciał się spotkać z moim psem, a nie ze mną. A ja z nimi poszłam, a raczej wlekłam się z tyłu, bo na mnie nie zwracali uwagi zajęci sobą.

Ależ nisko upadłam....

Podolski, Klose, Roger, Leo a na koniec melanż

9 czerwca 2008

No i wtopili nasi wczoraj, niestety, nie pomogły flagi w oknach, ani trzymanie kciuków. Może następnym razem nie wtopią, bo flagi wciąż wiszą.

A na forach wrze dyskusja kto jest Polakiem - Podolski, Klose, Roger (którego nazwiska komentatorzy nawet nie próbowali wymawiać) czy może Leo (którego nazwiska nie umie wymówić nasz Prezydent). Jak by to miało jakiekolwiek znaczenie dla wyniku wczorajszego meczu, który już się stał i się nie odstanie. A nawet wtedy kiedy się dział ten mecz - czy miało to jakiekolwiek znaczenie?

A pod spodem wstawiam film o tym jak można wyglądać po melanżu, jak się rzecz jasna przesadzi.



Fragment erpeańskiego filmu dokumentalnego z (chyba) 1974 roku pt. "Animals are beautiful people", który w całości polecam, bo fajny.

Dziękuję!


2 czerwca 2008

A Kura z Biura napisała notkę specjalnie dla mnie!
Bardzo dziękuję!

Podróż do środka Polski


2 czerwca 2008

W weekend, który właśnie śmiał się skończyć, drużyna okrojona o jednego wojownika wyruszyła w podróż do samego centrum kraju.

Tym razem środkiem transportu był zielony stwór, a jego operatorem Gosia zwana Gretkiem.

W podróży niewiele się działo oprócz odwiedzin w barach z domowym jedzeniem (aaaaa, nażartek!).

W centrum kraju było bardzo zimno wewnątrz i bardzo gorąco na zewnątrz (i wcale nie dlatego, że w ruch poszła klimatyzacja), tak tam jest i już.

W centrum kraju spędziłyśmy popołudnie, noc i poranek w wielkim lesie.

W centrum kraju szłyśmy wzdłuż gorącej asfaltowej drogi brodząc w piachu, żeby uwolnić trzech niemałych Henryków ;), co więcej Gretek w tym celu w jedną stronę podskakiwała, a w drugą pognała jak Struś Pędziwiatr.

W nocy nie dało spać, bo my jesteśmy dziewczyny wychowane w miastach (trzech różnych) i w nocy było dla nas stanowczo za ciemno i za cicho, a rano ptaki darły się zdecydowanie za głośno.

Zapomniałabym na śmierć wspomnieć, że na ziemi łódzkiej miałyśmy branie ;) - w samej Łodzi ze strony chłopaków w biało-rdzawej furgonetce. Marta i Gosia zwróciły szczególną uwagę na młodzieńca wystrojonego w porażającej urody skarpetki, które prezentował opierając kopytka o deskę rozdzielczą wspomnianej furgonetki.

W drodze powrotnej przykułyśmy uwagę grupy czterech młodych autochtonów, jeden z nich paradował w barze, w którym jadłyśmy obiad, z obnażonym torsem i brzuszyskiem dużo i głośno rozmawiając przez komórkę sporych rozmiarów. Młodzieńcy chcieli wybrać się razem z nami w podróż na południe, jednak po naszej stanowczej odmowie ("Raczej, kurde, nie") wsiedli w swojego niegdyś błyszczącego czerwonego bolida 126p o pognali ile sił w silniku w siną dal. Wszyscy na bani.

Jak tylko Gosia Gretek podniesie się po padnięciu ze zmęczenia wstawię zdjęcia i sami zobaczycie jakie byłyśmy fajowe :)

Tymczasem do urlopu pozostał mi dokładnie miesiąc. Nadchodzący tydzień wypełnią mi czynności typu Kopiuj - Wklej, Kopiuj - Wklej....

Nałóg?


28 maja 2008

No co ja mogę za to, że muszę codziennie sprawdzić nowe notki na tych wszystkich blogach, które mam zalinkowane po prawej stronie... No tak już mam i walczyć z tym nie będę!

Jeszcze, żeby wpisy w niektórych blogach pojawiały się częściej - byłoby miodzio!

A do wielkiego dnia zostało mi jeszcze do przeżycia ciężkich 36 dób.

38 dni


26 maja 2008

I znów się długi weekend skończył, kolejny wyczekiwany weekend, który złośliwie był brzydki. To nic to nic, od połowy tygodnia ma być ładnie, słonecznie i upalnie.

Agul znalazła informację, że po dłuższej przerwie należy sobie delikatnie i stopniowo dawkować pracę, żeby nie wpaść w szok poweekendowy. Ciekawe czy się uda.

Na całe szczęście nie tylko ja czuję się mało zainteresowana powrotem do pracy i zupełnie nic mi się nie chce - kościelna wieża zagrała dziś wszystkim mieszkańcom kolędę "Jezus malusieńki", rozumiem, że opiekun wieży też sobie dawkuje pracę nieśpiesznie i nie sprawdza co puszcza.

A wczoraj chciałam sobie kupić buty, ale podobały mi się tylko takie za 1245 złotych...

A za 38 dni zaczynam urlop. Czasem myślę, że nie dotrwam...

Ubiegamy się o złotą patelnię


*) 21 maja 2008

Dziś trochę o maturze i maturzystach.

Twierdzę, że maturzyści 2008 (i ci z paru wcześniejszych lat również) są przede wszystkim niezaradni (uogólniam, rzecz jasna, znam również super radzących sobie w każdej sytuacji maturzystów, ale ci mnie nie bulwersują). Pomimo dostępu do Internetu nie potrafią wykorzystać go do znalezienia potrzebnych informacji; mam wrażenie, że odwiedzają jedynie z kilka znanych sobie stron i jedynie w celach rozrywkowych.

To pierwsze wrażenie związane z maturzystami.

Drugie to takie, że istnieją tacy licealiści, którzy licealistami wcale być nie powinni i myślę, że w szkołach ogólnokształcących są po prostu nieszczęśliwi - wbijanie do głowy masy materiału wcale ich nie interesuje, wręcz frustruje, jestem natomiast pewna, że byliby świetnymi fachowcami kończąc szkoły zawodowe. Lepiej mieć dobrych mechaników niż byle jakich magistrów.

O językach obcych na poziomie podstawowym (a szczególnie angielskim) mogłabym napisać jeszcze z 5 postów... o tym między innymi, jak pewien zdający zamiast napisać, że na łóżku w hotelu zostawił złote pióro napisał, że w tymże pozostawił złotą patelnię. Na kwiatowym pączku. Część punktów otrzymał, bo instrukcje dla egzaminatorów mówią wyraźnie - punkty należy przyznawać na korzyść zdającego, a ten przecież mógł mieć ze sobą w podróży złotą patelnię... Kwiatowy pączek przekroczył jednak granice tolerancji mojej koleżanki-egzaminatorki.

Oczywistym skandalem jest nieprecyzyjne konstruowanie pytań maturalnych czy dodawanie typów zadań, których nie ma w żadnym syllabusie lub arkuszu maturalnym z lat poprzednich, ale nawet według licealistów (w tym tegorocznych maturzystów) w wielu szkołach poziom nauczania (a co za tym idzie poziom matur) jest równany w dół, a nie w górę.

Są oczywiście (znam takich) maturzyści błyskotliwi, inteligentni, oczytani i otwarci, ale czy oni (a w konsekwencji i my) nie tracą przez to równanie w dół?

Centralna Komisja Egzaminacyjna chyba odczuwa moje obawy tak samo, bo drukując w arkuszu maturalnym zadanie z matematyki z niekompletnym poleceniem "badała czujność zdających" .

*) Obrazek przedstawia kosz, w którym powinny znaleźć się według mnie arkusze maturalne 2008.






Mroczno

20 maja 2008

Taki klimat przez pogodę złapałam, ech....



Byle do wiosny...

Przepraszam


20 maja 2008

Przepraszam Cię, moja kurtko zimowa, że Cię tak niefrasobliwie odwiesiłam do szafy z głupkowatym uśmiechem na twarzy wywołanym słoneczną wiosenną pogodą.

Już Cię kochana wyjmuję, już Cię zakładam, bo znów nadeszła jesień (?!?)

Tak to zwykle bywa - złośliwy los zsyła listopadową pogodę dokładnie wtedy kiedy uzupełniam szafę nowiuśkimi kolorowymi topami, które można nosić tylko w upał.

Fuck!

Zieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeew....


19 maja 2008

Taka pogoda, że nawet psa (psę?) musiałam budzić rano, żeby ją na spacer wyprowadzić... I jak tu przeżyć do 20.30?

Byle do czwartku :)

Zieeeeew...


16 maja 2008

Po dzisiejszym dniu mogę napisać opasłe tomisko pt. "Jak przez siedem godzin sprawiać wrażenie, że pracujesz, kiedy nie pracujesz, bo chwilowo nie ma nic do roboty, a nie chcesz, żeby to twój szef zauważył, bo wymyśli Ci jakies debilne, za to czasochłonne zajęcie".

Byle do weekendu.

Damy radę


14 maja 2008

W kwestii nadgorliwości pewnego pracownika wyjaśniła się jedna rzecz - nie uwziął się on na jedną konkretną osobę - po odizolowaniu tejże dopadł inną ofiarę.

Cóż, każdy stara się znaleźć choć drobne przyjemności w tym wstrętnym życiu. Szkoda, że on akurat znajduje je uprzykrzając życie innym, że tak powiem, pierdołami.

Jeszcze niecały miesiąc... Damy radę...

Zagadka


14 maja 2008

O co chodzi rozmówczyniom w pewnym biurze?

Koleżanka A wchodzi do biura Koleżanki B
: Zaszłaś już?

Koleżanka B nie odrywając wzroku od monitora: Nie zachodzę.

Koleżanka A: Aaaaaa......... , ty to robisz, myślałam, że zachodzisz w ciążę.

Czasem praca biurowa może być bardzo tajemnicza :)

Porwanie


13 maja 2008

W poprzednim poście napisałam, że zostałam porwana na południe. Otóż pojechaliśmy sobie do Wieliczki.

Na miejscu miła pani w kasie skasowała po 47 złociszy od głowy za bilety i kazała poczekać aż zbierze się odpowiednio duża grupa chętnych do zwiedzania. Nastąpiło to w ciągu jakichś 10 minut, radośnie zeszliśmy z przewodnikiem przebranym za górnika po miliardzie schodów i rozpoczęliśmy podziwianie.

Nie będę pisać, że kopalnia w Wieliczce jest piękna i super i w ogóle, bo że tak jest wie każdy. Napisze jedynie, że przewodnik co chwilę stękał, że on już nie może mówić, bo to jego czwarta wycieczka dzisiaj i że on chyba nie da rady i że chyba zadzwoni na górę po zastępstwo. Rozumiem, że głos wysiada po 8 godzinach gadania, ale z drugiej strony jako zwiedzającą i płacącą prawie pięć dych - co mnie to obchodzi?!

Po przejściu dwugodzinnej trasy (nasz pan przewodnik z racji swej niedyspozycji załatwił ją w 90 minut) postanowiliśmy jeszcze zwiedzić muzeum. To także zwiedza się z przewodnikeim w grupach, my przykleiliśmy się (jak się potem okazalo nielegalnie) do przewodnika mówiącego po angielsku... Ciekawa jestem na jakiej podstawie ocenia się znajomość językową przewodników oprowadzających wycieczki w językach obcych, bo ciężko było momentami przewodnika zrozumieć... O błędach przez niego popełnianych nie wspomnę...

Tak więc Wieliczka super, ale za te 5 dych spodziewałabym się troszkę większego profesjonalizmu ze strony oprowadzających.



Kryminalne zagadki Tychów....

12 maja 2008

Pewnej wiosennej niedzieli (a dokładnie 10 maja) pewien nieogolony facet w okularach niczym Don Johnson z Miami Vice porwał mnie w deszczu pustą autostradą na południe...



Porywacz, najwidoczniej zadowolony z siebie....


Na zdjęciu autostrada... na tym odcinku można korzystać z dwóch jezdni, ale niedługo, niedługo...

Jawny współpracownik


8 maja 2008

Tak się od jakiegoś już czasu zastanawiam dlaczego młody człowiek na samiutkim początku swojej zawodowej drogi czerpie satysfakcję z, powiedzmy to wprost, donoszenia na kolegów. Jasnowłosy młodzieniec z uśmiechem od ucha do ucha niby to mimochodem przekaże komu trzeba (patrz: głównemu szefowi i właścicielowi firmy, która zatrudnia grubo ponad sto osób) o wszelkich niedociągnięciach, jakie tylko zauważy.

Nie są to sprawy poważne, które mogłyby zachwiać pracą firmy, są to problemu typu: Kolega X miał dziś źle dobrane sznurowadła do krawata.

Wcześniej wiedziałam o przypadkach "informowania" jedynie od kolegów, ale ponieważ też jestem szefem, choć pomniejszym, w końcu i ja usłyszałam od młodzieńca jak to Koleżanka Y miała niewypastowane buty.

Oczywiście przykłady "problemów" wymyśliłam na poczekaniu chcąc jedynie oddać ich znaczenie.
Jasne, można takiego faceta ignorować, co też większość zaczyna czynić, ale mnie zastanawia po co taki facet sieje zamieszanie w zgranej grupie.

Żeby zakończyć tę smętną opowieść dodam tylko, że uśmiechnięty młodzieniec wezwany na tzw. dywanik do głównego szefa i jednego z szefów pomniejszych w odpowiedzi na przedstawione mu zarzuty powiedział, że to ich wina, że on się nie wywiązuje jak trzeba z powierzonych mu obowiązków, bo tak go pozytywnie nastawili do tej pracy na samym początku, a wcale ona taka fajna nie jest.

Fuj....

A tak sobie narzekam....


6 maja 2008

A no bo tak: bo niby jest po weekendzie długim, a i tak większość znanych mi ciał pedagogicznych i administracyjnych wygląda jak zombiaki: blade to, ledwie nogami powłóczy, głosem cienkim pojękuje. Ja to nawet smarkam (już chyba mi to na zawsze zostanie).

Ale nie można się poddawać, nie! Jak to mówią: "Alleluja i do przodu!" Nie kisić się, nie zatracać w swej cielesnej marności!

A co jest najlepsze na takie ciało blade i słabe (acz nie chude:P)? Słyszę głosy, że Chińczyk i danie z Bucusia, że włoskie podpłomyki, czeskie knedliczki.... To też.... Że piwko ktoś zawoła. Też racja. Że kosmetyczka, fryzjer, solarium, a nawet dentysta! I to racja. Jest jednak coś, coś wszystkie te pomysły przebije, coś jest lepsze i tańsze - ruch, a zwłaszcza tak popularny w naszym kraju taniec!

I Kasztan ten ruch wspaniały odnalazł i mi polecił :




I tańczą me uszy i stopy i co tam jeszcze mam!

Co i Wam polecam! ;)

Wrrrrrr..... grrrrrrr........


3 maja 2008

Wczoraj wśród robiących zakupy w moim ulubionym supermarkecie wypatrzyłam panią, która uczyła mnie w ósmej klasie języka polskiego. Nie cierpiałam jej od pierwszej lekcji, ale w momencie kiedy powiedziała: "Ty Z*******a (tu moje nazwisko) jesteś jak ten Bazyliszek - taka sama wredna i brzydka" zaczęłam jej szczerze nienawidzić.

I tak sobie na nią wczoraj popatrzyłam z daleka i wiecie co? złość nie przeszła mi wcale, a minęło już 20 lat . Dotknęła mnie wtedy do żywego i obraziła przy całej klasie.

Żeby nie było, że jestem zawistna, bo cienias ze mnie był - z polskiego miałam piątkę, po prostu moja pani od polskiego zachowała się wtedy słabiutko. Kompleksy?

Apokalipsa....

3 maja 2008

Wymarłe Silesia City Center...

Wszyscy udali się do parku w Chorzowie. Oprócz mnie. Nie było gdzie zaparkować. Pozostanę więc przy Paprocanach :)

Tradycjonalistka


2 maja 2008

Jak spędzacie długi weekend? Ja - tradycyjnie, to znaczy chrypię i kaszlę i smarkam i co tam jeszcze chcecie - zero odstępstw - tradycja w narodzie nie może zaniknąć.

Za to w nocy szaleję, o czym można przekonać się tu.


To niech się nadal święci :)

Niech się święci 1 Maja!


30 kwietnia 2008

Tak to dawniej bywało, wspaniałe, pełne radości święto:



A ja będąc uczennicą szkoły podstawowej im. Bolesława Bieruta, który to Bolesław Bierut jeszcze wtedy był zajefajnym bohaterem, śpiewałam na akademii z okazji 1 maja razem ze szkolnym chórem, którego byłam, że się tak wyrażę, członkinią piosenkę następującą:

"Piosenka pierwszomajowa"

Wzdłuż ziemi swobodnej od morza do Tatr
Po niebie pogodnym przechadza się wiatr
I zorzę rozwija jak hasło w pochodzie
I śpiewem się staje gdy chwyta go młodzież!

Refren:

Piosenka serca nam uzbraja
I naprzód prowadzi nas
Piosenka o 1 maja
O święcie ludowych mas!

Idziemy szczęśliwi, my - z łanów i hut
Marzenia ożywić, wesoły nasz trud!
A w rękach jak płomień robota się pali,
Bo naszym zadaniem budować socjalizm!

Taki mam życiorys! Wspomnę również, że w wieku lat 11 wystąpiłam na akademii z okazji Rewolucji Październikowej przebrana w strój radzieckiego pioniera i wydeklamowałam w języku Lenina wiersz o czerwonych gwiazdach. Nie pamiętam w całości, jedynie fragmenty mogę przytoczyć.

A jeśli chodzi o piosenki na różne okazje to znam jeszcze parę i przy okazji będę nucić Wam je tu.

To miłego grillowania, piwkowania i czego kto se tam wymyśli.
Niech się święci, w końcu to święto ludzi pracy, czyli NAS!




Onegdaj

29 kwietnia 2008

A było to tak:

Z końcem zimy i z początkiem wiosny zarazem udałyśmy się w podróż do samego środka Polski. Tak sobie przed podróżą myślałyśmy, że hura i że fajowo, wsiądziemy w pociąg szybki i pachnący i fruuuuuuuu ani się obejrzymy, ani kanapek nie zdążymy przeżuć, a już będziemy na miejscu.

Lecz niestety nie dane nam było przejechać się szybkim pociągiem, ponieważ takiego pociągu pomiędzy Katowicami a środkiem Polski w godzinach dla nas odpowiednich nie ma...

Jechałyśmy więc straszliwie długo bardzo powolnym pociągiem, a potem biegłyśmy z bagażami po schodach w górę i w dół, żeby móc się jeszcze raz przejechać jeszcze jednym powolnym pociągiem.

A potem jeden sprytny pan puścił nam Jozina z Bazin i zawiózł nas na miejsce czyli do lasu (nota bene pięknego).

Więc jak już dostałyśmy się na miejsce to byłyśmy nieprzytomne ze zmęczenia i głodne jak smoki i tylko jedna myśl kołatała nam się w głowach: Kawy..... A tu trzeba było wymyślić ile jest języków w Unii Europejskiej i takie tam inne ważne rzeczy.

W końcu dostałyśmy kawy i znów kazali nam myśleć ile jest języków w Radzie Europy. A potem dali nam jeść. I padłyśmy jak kawki o godzinie 21.00, żeby obudzić się w nocy i wsłuchiwać w imprezowe okrzyki ludzi, którzy się poprzedniego dnia nie zmęczyli.

Oto pokój mi przydzielony - Back to the 80s....


Testowanie łazienki, której wystrój utrzymany był w tym samym stylu, co pokoje...


A rano wstałyśmy nieprzytomne i dali nam śniadanie, tośmy grzecznie zjadły i znów kazali nam wymyślać ile tych języków jest i gdzie.

Droga powrotna okazała się jeszcze wolniejsza, a pociągów było jakby mniej... W Mieście Świętej Wieży mają na dworcu kaplicę, która wydała mi się jedynym miejscem, w którym można było znaleźć pomoc.

Na szczęście Iza ma męża litościwego, który przyjechał po nas swoim super szybkim autem (trochę bardzo szybkim, bo po drodze dostał mandat) i odwiózł nas do domu.
Przed nami jeszcze dwa wyjazdy w to samo miejsce. Tym razem jedziemy autem, a szef to nawet obiecał pożyczyć nam swojego GPSa....



Chłeptowina

26 kwietnia 2008

W dniu (a raczej wieczorze) wczorajszym odbyło się spotkanie Żenującej Bandy Amatorów i ich Guru.

Członkowie bandy szykują się do Wielkiej Próby

Próba trwa. Niektórzy (ci, których nie widać, jęczą).

A oto i sam Wielki Gu(ó)ru z tym, co zostało po Bucusiu. Z prawej Apirujący do miana Gu(ó)ru.

Oto sprawca jęczenia. Bucuś...
Żenująca Banda Amatorów próby nie zaliczyła. Guru nie był dumny z naszych osiągnięć.

Nie wiem jak reszta, ale ja się obżarłam, jak nie przymierzając, świnia.

Idę przycinać chorągiewki nowozelandzkie i erpeańskie.

Jeśli ktoś z bandy jest tu pierwszy raz to niech jeszcze zajrzy tu: w starszych postach też są nasze wyczyny :)

Listopad...????

19 kwietnia 2008

Mam taki powracający sen: kładę się spać wiosną, a budzę jesienią. We śnie budzę się skrajnie nieszczęśliwa, że ominęło mnie lato.

Podobno istnieją sny, które się spełniają...
Dlaczego?????

Warunki biometeo (nie)korzystne

18 kwietnia 2008

Wczoraj ciśnienie atmosferyczne osiągnęło w Pszczynie minimum swych możliwości, co objawiało się tym, że co niektórych prawie rozsadziło od środka (mnie). Inni niektórzy (Magda) znaleźli środek zaradczy w postaci wydłubania wszystkich klawiszy z klawiatury (nie naraz, po jednym rządku, żeby się nie pogubić) i wypucowaniu każdego z osobna.
Praca koncepcyjna sprawiła, że czoło Magdy dotknęło zimnej tafli biurka dopiero na 30 minut przed końcem pracy.

Na zdjęciach Magda trzyma się jeszcze jako tako.
Były delikatne chwile grozy, a jakże, na przykład lewy shift się nie wciskał, ale jak mówi Ania, po co komu shift?

Yes, yes, yes!


13 kwietnia 2008

Ze źródeł dobrze poinformowanych wiem, że wszystko rozwija się prawidłowo i idzie w dobrym kierunku. :)

Hura!