Na pomoc!
1 października 2008Jak poprowadzić rozmowę kwalifikacyjną z kandydatem na lektora w przypadku kiedy nie ma on nic do powiedzenia lub po prostu nic nie mówi?
Przypadek pierwszy: absolwentka polonistyki, która chce uczyć polskiego obcokrajowców przyjmuje zaproszenie na rozmowę. Nie ma doświadczenia (cóż, każdy kiedyś zaczynał), nie ma rozeznania w temacie (rozumiem, ale tylko poniekąd - powinna się trochę chociaż przygotować) niestety nie ma również chęci rozmowy ze mną. Na moje pytania wzrusza ramionami i odpowiada: "Nie wiem". 15 minut próbowałam zagaić rozmowę, wykrzesać z kandydatki choć odrobinę kreatywności - skapitulowałam. Grzecznie "pozostawiłam ją z zadaniem domowym" - czyli z zadaniem rozeznania rynku podręczników i pomocy naukowych. Niestety obawiam się, że nie będę chciała z nią w najbliższym czasie spotkać się ponownie.
Przypadek drugi: absolwent anglistyki. Świetny językowo, niezły metodycznie, ale kurcze wyciągać z niego trzeba każde zdanie. Oczy ma wielkie jak spodki ze strachu. Faceta zabił stres, niestety. Rozmowa trwała dużo dłużej niż zwykle - bo chciałam go zachęcić do swobodnej wypowiedzi. Odniosłam sukces połowiczny - mówił dwa zdania i milkł. Tak na marginesie, skoro ja go tak przeraziłam to przy spotkaniu z kierownikiem do spraw administracyjnych chłopina padnie nam na zawał. Niestety, nie widzę go w pracy w szkole językowej.
Na razie więcej rozmów nie mam, ale trafią się na pewno jakieś w ciągu roku szkolnego. Całe szczęście, że większość kandydatów okazuje się super fajnymi ludźmi. Niektórzy gruchoczą mi kosteczki w dłoni, niektórzy duuuuuuużo mówią i opowiedzą o rodzinie, niektórzy zajmują od razu miejsce za biurkiem lektora, niektórzy kupują na to spotkanie nowe buty. Po takich rozmowach lecę do szefa i mówię: "Darek, Darek, ja ją/go chcę bardzo!"
Czy ktoś się rozpoznał w ostatnim akapicie?
Nudy, panie...
Otworzywszy z hukiem drzwi w inteligentny sposób zakomunikowała swe obawy, że w pokoju metodyków panuje mega bajzel.
Już za parę dni, za dni parę...
30 września 2008Ze źródeł blogowych wiem, że niektórzy mają katar - niech się nie dadzą złamać! Niech na to wszystko.... kichają!
A tymczasem wracam do klepania w klawiaturę.
Byle do soboty...
Doniesienia najdzisiejsze
25 września 2008Wraz z nieśmiałym pojawieniem się słonecznego promienia odwiedziła nas Martka, która w ostatnim okresie występuje jako przyczajony tygrys w starciu z naszym fajowym uniwersytetem w Sosnowcu zwanym Sosnowsią lub z angielska Pinevillem. Martka w wydaniu tygrysim jest wielce interesująca i momentami mrożąca krew w żyłach.
Agul za to była przez parę dni ukrytym smokiem i mieszkała nawet przez jakiś czas w łazience. Własnej. Blisko muszli koncertowej. I urządzała koncerty dla sąsiadów. Hardcorowe.
Martka uniknęła rozpaćkania się na przedniej szybie swojego pojazdu, chociaż pan z ciężarówki jadącej innym pasem do tego zmierzał. Ale hamulce zadziałały, a Martce podskoczyło cisnienie i zaczęła troszkę więcej przez to mówić. Ale tylko troszkę :)
A wracając do domu zaczepił mnie mieszkaniec mojego osiedla odbywający spacer z psem Misią i zaprezentował oprócz pięknych centymetrowych pazurów (swoich, nie psich) dwa zgrabne kozaczki. I nie było to obuwie porzucone przez zamroczoną tyszankę w pobliskich krzakach, ale wielce urodziwe grzyby. Pan zapowiedział, że bierze w sobotę rower i udaje się do lasu obok zameczku w Promnicach na podgrzybki. Przywiezie całe wiadro. Miłe. Żeby bylo jasne, pierwszy raz w życiu tego pana spotkałam, zaczepił mnie chyba uradowany sukcesem odniesionym w osiedlowym grzybobraniu.
Od północy idzie dobre czyli lepsza pogoda. No i nadchodzi weekend.
Byle do soboty.
Zapiski dzisiejsze
24 września 2008Ponoć od północy idzie dobre - tzn. niebieskie niebo, słońce i babie lato. I kasztany. Chociaż te mi nie dziwne, bo mamy tu na miejscu swojego i wystarczy nam on za wszystkie kasztany świata. Z tym, że ten nasz jest przez duże K.
To ja idę zdechnąć w kątku. Byle do weekendu :)
Zapiski z dnia dzisiejszego
23 września 2008Nic nowego, panie, się nie dzieje. Ryjemy nosami po blatach biurek, a niektórzy dogorywają w zaciszu domowym.
Chłopacy z naszej bandy postanowili zostać biznesmenami i się zmagają z biurokracją.
Acha, w TV donieśli, że dziś nadejszła jesień. Na wypadek, gdyby ktoś jeszcze nie zauważył.
To ja dziękuje za uwagę i idę sobie zdechnąć w kątku. Do jutra.
Jesień...
22 września 2008Przedwczesna mglista, zimna i deszczowa jesień nie nastawia mnie zbyt energetycznie do świata i zadań, jakie niesie ze sobą życie. A życie niesie ze sobą sporo i intensywnie, szczególnie w pracy. Nie będę zanudzać czytelników opisem moich wrześniowych obowiązków, grunt, że pierwszy posiłek (bułka + twarożek prosto z kubeczka wyjadany łyżeczką od herbaty) zjadłam o godzinie 18.00 - na godzinę przed końcem szychty. W efekcie ryję biurko nosem.
Nawał pracy wykończył (chwilowo) Agula, która dogorywa w domu, Gretek straciła koncentrację i rozlała kawę pod biurko, drugiej Adze pękła żyłka w nosie, a Karolina leci na aspirynie i niszczy sufity i pojemniki na ręczniki papierowe. Ginewra chyba jeszcze żyje, ale nie jestem pewna, bo dziś się słowem do mnie nie odezwała.
Niektórzy, których z imienia ni nicka nie wymienię, mają jeszcze wakacje... Hm...
Dziękuję!
Pory roku
Nowy tydzień
15 września 2008Wiecie jaka jest kara za ściąganie filmów z Internetu? Zassanie musicalu bez głosu. Tak wiem, wiem, kodeki mogłam ściągnąć i tak dalej, ale okazało się, że musical jest niemy kiedy go wgrałam na płytę, wrzuciłam do odtwarzacza, po wcześniejszym usunięciu z komputera.
A przed nami cały fajny tydzień, zimny i deszczowy. Damy radę, co?
Wiecie może...?
Jak to możliwe, żeby dwie dorosłe osoby, dużo przebywające poza domem tak zapuściły mieszkanie i to zaledwie w ciągu tygodnia?
Właśnie skończyłam zabawy szmaciano-mopowe... Do następnej soboty...
Nudy, Panie, dłużyzny i list do Agula
11 września 2008 Nic nowego się nie wydarzyło. Poczucie wstrętu towarzyszy mi nadal, ale panuję nad tym (czasem całkiem słabo) i wtedy "aż chce mi się wyjść z ... biura. I wychodzę." Na momencik. Zrobić siku, umyć ręce... I troszkę przechodzi. Ręce myłam dziś pięć razy, a siku robiłam z siedem. Jak wracam z toaletowej wycieczki to jestem już świeża i wesoła.
Szkoda mi trochę tej nowej dziewczyny w biurze, nie chcemy, żeby coś zauważyła, chciałybyśmy, żeby jej się z nami fajnie pracowało. Staramy się. Naprawdę.
Oprócz tego chodzimy na rzęsach ze zmęczenia, ale bijemy rekordy życiowe. 500% normy niemalże!
Agu, nie daj się. Nie pokazuj, że Cię to dotyka. To Ty jesteś zwycięzcą. Niedoścignionym. Pamiętaj. My do Ciebie "pałamy sympatią", nie osaczasz nas, nigdy w Ciebie niczym nie rzucimy, ani Ci nie..... wiesz sama co. Bo my Cię kochamy! Wszyscy!
Prezent

Droga Ginewro, to strzela...
Pytanie do ogółu - po co Ginewrze proca?
Much much better
10 września 2008Technika na tylko i jedynie profesjonalną "Panią Zimę" (ja), "Nic-nie-widzi-nic-nie-słyszy" (Agul) oraz "Proszę-ze-mną-tego-nie-próbować" (Gretek) chyba zaczyna działać. Na nas, a nie na obiekt, w który jest wycelowana, ale dzięki temu Agul się nawet dwa razy uśmiechnął dziś. Cóż, musimy wprowadzić zmiany i zrezygnować z wątku przyjacielskiego, co będzie da nas trudne, bo kto ma/miał z nami do czynienia wie, że na fajnej atmosferze zależy nam najbardziej.
Dziękuję wszystkim za wsparcie - Kasztanowi za jego chęć wykorzystania czoła, Marcinuzowi za podejście "psychologiczne", Ginewrze za wydanie diagnozy psychiatrycznej, Rubej za kręcenie z niedowierzaniem głową oraz nawet mojemu szefowi, który okazał się w tej sytuacji w porządku gościem. I Agulowi, która jest najbardziej poszkodowana i Gretkowi za nie mieszanie się.
Z doniesień dzisiejszych - zapisy w pełni, nie mamy czasu na jedzenie, ani też, i tu przepraszam co wrażliwszych - na sikanie.
Z doniesień re-we-la-cyj-nych nowojorska Beatka dostała pracę w.... Tychach!
Z doniesień takich sobie - o 20.00 jest już ciemno, nie wiadomo kiedy minęło lato, ja się zagapiłam i dopiero dziś zerwałam kartkę z kalendarza z nagłówkiem "Sierpień".
Z doniesień dołujących - w weekend mają być przygruntowne przymrozki.
Z doniesień niepokojących - ja mam ataki śmiechu, Agula boli gardło, Ginewra straciła głos i dżezowo chrypi oraz wyraża się nielogicznie, ujmując to delikatnie.
Byle do października!
Szumi mi w głowie
9 września 2008I dalej nie wiem. Za dużo emocji.
Wiem jedynie, że przebywanie w jednym pomieszczeniu z kimś, do kogo stracilo się resztki szacunku jest bardzo, bardzo trudne. Starałam się bardzo, ale na koniec dnia wyszło z moich ust to, co siedziało tak głęboko w głowie: "Nie chcę z Tobą rozmawiać."
I bardzo źle czuję się z tego powodu, bo uczucie braku szacunku i niechęci, której nie można opanować sprawia, że nie cierpię też siebie...
Cóż, pozostaje nam czekać do poniedziałku, który jak przypuszczamy, zmian nie przyniesie, ale mamy nadzieję, że jednak uda nam się oddychać czystym powietrzem.
Piaskownica... w moim wieku... żenujące....I łzy przez kogoś, po kim to spływa...
Nie wiem
9 września 2008Zadziwiające i nieprawdopodobne wręcz jest to, co dorosła osoba potrafi zrobić i jak się zachować byle odwrócić uwagę od swojego lenistwa i ogólnej niechęci do pracy.
Nie chcę wdawać się w szczegóły, ale powiem Wam tylko, że mieliśmy do czynienia z fruwającą gilotynką do papieru, głośno przemieszczającymi się krzesłami, wyznaniami, że się kogoś nie lubi oraz groźbą uszkodzenia ciała.
To nie jest wpis dowcipny. Pół nocy nie spałam analizując wydarzenia wczorajszego dnia. Zobaczymy jak sprawa potoczy się dziś.
Kronika weekendu
8 września 2008Sobotnie wczesne popołudnie, popołudnie, wieczór i pół nocy spędziłam na wsi. Tzn. na przedmieściach, które kiedyś były wsią.
Od momentu przekroczenia bramy prowadzącej do ogrodu objawiało się moje wiejskie nieobycie. Najpierw wpadłam po kostki w śliwki, które sobie spokojnie opadały z drzewa na trawę i nikt się nimi nie martwił. Dla mnie, dziewczyny z blokowiska, zadziwiające było to, że nikt tych śliwek w słoiki nie pakuje, nie robi zapasów, nie próbuje być oszczędnym. Otóż nie, nikt tego nie robi, bo te śliwki będą tam i za rok i za 10 lat...
Potem dowiedziałam się o wszędobylskich długonogich pająkach. Brr...
A potem odwiedził nas w ogródku konik polny i czuł się tam jak u siebie... Brr...
A potem przyszedł kot sąsiada, położył się obok w trawie i podsłuchiwał nasze rozmowy. Tak jak sąsiadka, z tym że sąsiadka kamuflowała się za firanką...
Potem przekonałam się, że pies, nawet najmilszy, jeśli spędza życie w budzie, to nie potrafi dawać na zwołanie łapy i robić "siad".
Cenna lekcja to była dla mieszczucha takiego jak ja. Tylko głowa rano trochę bolała...
Litości!
No jasna kurde cholera, co za łapserdaki niedobre *)

A słyszało Państwo miłe, że być może już 1 stycznia plastikowe dowody osobiste stracą ważność? Bo będzie obowiązek mieć dowody kurde z jakąś super hiper technologią w nich zatopioną. I to nawet fajne jest.
Ale maksymalnie niefajne jest, że znów będę płacić za wymianę dowodu, który będę wymieniać za chwil parę, bo mam stary ujęty w zgrabną książeczkę, a jako nieurodzona w Tychach, tu nie biorąca ślubu ani nie rodząca (ani też nie zmarła, ale to chyba nie ma związku) wcale z taką łatwością go wymienić nie mogłam. A urzędy pracują w godzinach z kosmosu zupełnie i niekoniecznie miałam czas to wszystko załatwić do końca marca. A teraz, kiedy szczęśliwie niezbędne papierki już mam w ręce (prawie - tylko je wydobyć z USC) i zdjęcia zrobiłam (prawie - tylko wejść i buźkę wystawić do obiektywu) i wniosek wypełniłam (nie prawie, naprawdę!) to oni mi tu takie rzeczy wygadują w radiu! A ja nie wiem czy wiecie, milionerką nie jestem i czasu na wizyty w urzędach nie mam! Jasna dupa, ale mnie to, że się ładnie wyrażę - poirytowało.... Wrrr.....
*) delikatna forma przekleństwa, kto mnie zna pewnie domyśli się formy właściwej
Zażalenie
Kiedy wchodzę do sklepu z butami, w którym ceny zaczynają się od dwóch stów to:
1. chcę być fachowo obsłużona, a nie napadnięta przed dwie sprzedawczynie i ich menadżerkę
2. na moją uwagę, że pasek jest za luźny nie chcę rady od menadżerki, żebym z tym do szewca poszła
3. jak mówię, że mam obawy, że mnie buty obetrą nie chcę, żeby menadżerka wciskała mi kolejno: spray do butów, naklejki na pięty oraz wkładki żelowe.
Za dwie stówy chcę kupić ładne i wygodne buty. I już.
Pewnie za dużo wymagam, a dwie stówy to nie suma, za którą mogę wymagać jakości. Na szczęście mam wybór i w najbliższym czasie do tego sklepu (z długą tradycją i znaną nazwą) po prostu nie pójdę.
To mówiłam ja: Ola. Tak mi dopomóż Bóg.
Sezon jesienny otwarty
30 sierpnia 2008Wczoraj dokonaliśmy inauguracji. Można obejrzeć tu.
Na zdjęciu miejsce zbiórki, na wszelki wypadek, gdybyście zapomnieli.
Samokrytyka
Du ju spik inglisz?
Babciu Oleńko
28 sierpnia 2008A wczoraj spotkałam moją koleżankę ze studiów. Basia na II roku urodziła dziecko, a że była pierwszą matką w naszej grupie, to Adaś, jej syn, został naszą maskotką.
Basi nie widziałam strasznie długo.
Dziwne uczucie, kiedy dowiadujesz się, że rzeczony bobas ma dziś 187 cm wzrostu i nie dlatego, że jest dzieckiem mutantem, tylko dlatego, że osiągnął wiek, w którym faceci dorastają do takich wysokości. Hm...
A jedna taka moja koleżanka z klasy z podstawówki urodziła dziecko będąc nastolatką. Dziś jej syn ma 20 lat i właściwie ta moja koleżanka może w każdej chwili zostać babcią. Rany boskie, Beata babcią! A sama wygląda na jakieś 25 lat. To by było, no! Nie życzę jej tego wcale, ale przecież nigdy nic nie wiadomo, nie?
Czy do koleżanek swojej babci mówi się też "babciu"? Jeśli tak, to muszę przestać się z tą Beata kolegować!
Dlaczego????
28 sierpnia 2008Podobno na wybrzeżu od 12 dni leje i turyści uciekają na południe Polski czyli w góry. U nas ostatnio pogoda również niczego sobie - słońce, upał i można zapomnieć, że nadchodzi jesień i że to już koniec wakacji.
Weekend też, o dziwo, zapowiada się słonecznie (jak nie weekend), i ciepło więc cieszcie się, ludzie, świat jest piękny!
No, ale żeby nie było nam za dobrze i za wesoło, żebyśmy się w weekend nie rozgrillowali i nierozpiwkowali zanadto, jest w moim mieście (i pewnie nie tylko tu) jedno (jest na 100% więcej, ale ja widziałam jedno) miejsce, które nie pozwala zapomnieć o tym, że mgły się pojawią, żółknące liście i takie tam.
Cóż to za miejsce? spytacie. Otóż jest to mój najulubieńszy supermarket o dźwięcznej niemieckiej nazwie, w którym dziś właśnie pojawiło się stoisko poświęcone Halloween. Które to święto jak mi wiadomo wypada ostatniego dnia października. A mamy SIERPIEŃ! LATO! Jeszcze są WAKACJE!
Kurde, dzięki jak zwykle za wyczucie chwili. Chciałam dodać, że artykuły bożonarodzeniowe pojawiają się tam już 15 października.
Trochu mi się teraz kalendarz pomieszał.... Gupi supermarket.
How can I resist you?
27 sierpnia 2008
Idę w niedzielę do kina. Będzie Meryl Streep i Colin Firth i w dodatku to jest musical!
Proszę nie szydzić! Ja uwielbiam Meryl Streep. I Colina Firtha. I musicale...
Constans
27 sierpnia 2008Nic nowego się nie dzieje, nie ma o czym pisać, o czym gadać, nie ma się nad czym zastanawiać. Tydzień spod znaku "A w dupie to mam!"
W pracy dużo pracy (manualnej, bo kierownictwo stwierdziło, że tego* nie umie robić i robimy same).
W świecie bliskim constans. Nic nowego.
W świecie dalszym, prezydent śmieje się z premiera, bo ten gada po angielsku.
W świecie dalekim Rosja ma wszystkich w dupie i rządzi.
A w świecie najdalszym żyje jeden pan, który wyglądałby dziś tak, gdyby nie majstrował sobie przy twarzy.

*złożyć tekturowej teczki reklamowej
No i tak się świat ten kręci i zmierza nie wiadomo dokąd... Na szczęście zbliża się piątek wielkimi krokami. I can't wait for the weekend to begin! (dobrze, że pan prezydent nie słyszy tego odtatniego zdania, bo by mnie wyrył).
Babie lato, chłopia zima
25 sierpnia 2008Nie ma sorry, idzie jesień, przykro mi jeżeli ktoś o tym nie wiedział i go brutalnie uświadomiłam. W związku z przeczuciem żółknących liści, mgieł i szarugi stałam się sentymentalna i nie reaguję na przejawy "niefajności" hurtowo występujące w otaczającym mnie świecie.
Ale minie mi to już niedługo, nie martwcie się i znów zacznę pyskować.
Natenczas (ale nie Wojski) rozmyślam o życiu mem marnem i o dniach, których jeszcze nie znamy.
Źle ze mną, wiem. Ale mam wino, za moment mi przejdzie!
Ach, co to był za ślub...
23 sierpnia 2008Mieszkam bardzo blisko kościoła* i w związku z tym co sobotę słyszę orszaki weselne radośnie informujące klaksonami całe osiedle, że ktoś wpadł w sidła małżeńskiego stanu.
Wyjaśniam, że wcale mi te klaksony nie przeszkadzają, fajne to nawet jest.
Ale dziś to dopiero był ślub! Żenił się kierowca ciężarówki. A na ślub przybyli jego koledzy po fachu w swoich ogromniastych maszynach!
Fakt, że ów pan się ożenił został rozgłoszony chyba na cały powiat, taką siłę rażenia miały klaksony.
I zaraz przypomniał mi się film "Konwój".
*Ręka do góry kto nie mieszka blisko kościoła...
Ameeeeeen
Zakupy
21 sierpnia 2008Jak powiedziała nam na pocieszenie jedna sprzedawczyni - Mieć cycki źle, nie mieć też źle.
I tu utrafiła w sedno. W każdym razie utrudniają one zakupy.
Stara i naiwna
20 sierpnia 2008Tak sobie wymyśliłam w mojej brunatnej główce, że skoro poprzedni weekend miałam taki nie za fajowy, to w ten sobie sympatycznie odpocznę na ławeczce na balkonie, poczytam, powygrzewam się na słońcu i popiję białego wina.
Cudne marzenie, od samego marzenia już jestem jakby bardziej wypoczęta.
Aż tu znienacka, zza winkla, TVN24 w osobie jakże sympatycznej Omeny zadało mi cios w samo serce - w weekend ma lać.
I dupa. I co teraz? Już nigdy nie będę marzyć, rozczarowania strasznie bolą.
Gąbka
19 sierpnia 2008W niedzielę byłam już bliska osiągnięcia konsystencji galarety. Używałam tylko łez, krzyków i przekleństw. Mięczak, fe!
W poniedziałek właściwie mieszkałam w toalecie oddając.
Poza toaletą nie przyjmowałam. Nawet kawa mi nie weszła. Dyszałam dyskretnie nie mogąc złapać oddechu.
Po wszystkim znalazłam się w domu i wypiwszy słownie dwieście pięćdziesiąt mililitrów piwa (uwierzycie?!?) zaległam z lekturą o godzinie 21.00. O 21.30 już donośnie chrapałam. O 7.15 zadzwonił budzik, który odezwał się bardzo nie w porę. Rany, czy ja w ogóle spałam?
Rano przywlekłam się do pracy czując się jak po ciężkiej fizycznej robocie i nocnej podróży w zatłoczonym pociągu równocześnie.
Kręgosłup mnie bolał.
Nie mogłam się skupić.
Gadałam głupoty.
Matoł, fe!
W związku z powyższym idę spać (jest 19.47, a za oknem jasno). Może do jutra troszkę odżyję, a moje IQ wzrośnie.
PS Dziś przyjrzałam się 6 segregatorom różności, które wyprodukowałam (we współpracy, oczywiście). Niezła jestem -śmy niepotrzebne skreślić, zgodnie z rozporządzeniem Ministra Oświaty nr... Dziennik Ustaw z dn..................................
Brittabella breaking news
18 sierpnia 2008Wiadomości lokalne z serii hura!: Dziś, po dziesięciu miesiącach zbierania papierków, tworzeniu papierków i kontroli pracowników czy produkują aby papierki Wysoka Komisja w składzie czteroosobowym jednogłośnie zagłosowała za przyznaniem mojemu miejscu pracy akredytacji. Piszę o tym, bo to ja papierki zbierałam, tworzyłam i pilnowałam ich produkcji .
Dziękuję wszystkim za moralne wsparcie. I Rafałowi bardzo dziękuję, bo choć on papierków nie produkował, to cały czas mnie utwierdzał w przekonaniu, że się uda.
Gretek mówi, że mogę się czuć tak jakbym powiła dziecko. Ona jest matką to się jutro spytam czy po powiciu boli głowa. Mnie bolała.
Acha, wiem już na 100%, że stres mnie nie mobilizuje. Jak Agul mnie posłała po segregator, to stałam na środku pokoju jakby mi kto mózg wyciął i zastanoawiałam się co to jest segregator. Więc ja za stres jako element mobilizujący bardzo dziękuję.
Wiadomości również lokalne z serii Fuuuuuuuuuuuck! - sobotni grad zniszczył Gretkowi auto rozwalając szybę, a z dachu robiąc wytłoczkę do jajek. Na szczęście Gretek jest prawdziwą przewidującą kobitą i ma wykupione AC. Życzymy jak najmniejszych kosztów, szybkiego powrotu Renówki do zdrowia i żeby auto zastępcze nie okazało się heblem.
Wiadomości też lokalne - przepowiadam walnięcie płyt głównych w komputerach. Całkowicie za darmo!
A teraz się relaksuję. Ciiii....with probably the best beer in the world.














