Auć!

30 listopada 2008

Jutro grudzień, zima w pełni, a ja poparzyłam się pokrzywą.

Za oknem +11 stopni.

Do przerwy świątecznej - 19 dni.

Próbna matura próbnej matury

29 listopada 2008

Dla zainteresowanych:

"Plurpałka ma 3 razy więcej bzdyli niż mlukołka. Gdyby plurpałka miała o 3 bzdyle mniej, a mlukołka o 4 bzdyle więcej, to plurpałka miałaby tylko 2 razy więcej bzdyli niż mlukołka. Ile razem bzdyli mają mlukołka z plurpałką?"

Do przerwy świątecznej 20 dni :)

Jak koń po westernie

25 listopada 2008

Takie dzieciaki uczę - dziesięcio-, jedenastolatki. Strasznie fajni są, lubię ich bardzo.

Takie dzieciaki z poczuciem humoru, inteligentne, takie ni to dzieci ni młodzież już. Fajowi.

Smutną rzecz dziś usłyszałam: Ja się proszę pani tego nie nauczę, bo nie mam kiedy. Ja mam osiem zajęć pozalekcyjnych. W weekend też nie mam czasu, muszę uczyć się do szkoły.

Usłyszałam to od dziewczynki z IV klasy.

Do przerwy świątecznej - 24 dni.

Oj continued

23 listopada 2008

I wciąż, nieprzerwanie, myślę o czekoladzie. Dosłownie chodzi za mną. Taka w kubeczku. A przecież wiadomo, że jak ktoś chce być smukły i wiotki to powinien żywić się tylko tym:


Oj

23 listopada 2008

Nie wiem jak wy, ale ja w taką pogodę jestem zupełnie do niczego. Zero energii, zero chęci do robienia czegokolwiek poza robieniem niczego.

Przejdzie mi dopiero w maju.

Znacie jakieś sposoby, żeby nie chcieć codziennie zakopać się w kupie liści i przespać to w cholerę?

Do przerwy świątecznej - 26 dni.

Hu hu ha!

22 listopada 2008

O 8 rano było tak:





Ale o 10 już tak:











Sanki, saneczki, łyżwy wyciągać!

Do przerwy świątecznej zostało 27 dni :)

Podsumowanie tygodnia

21 listopada 2008

Taki ten tydzień był jakiś... podobny do innych.

Poza tym zaczęło padać i zrobiło się zimno. I szaro jakoś. Mam ochotę na grzańca. Sezon jesień/zima welcome to.

Kasztanu pomógł mi kupić Mafię i dwie dziwaczne kostki. I je teraz mam. Bo nie miałam, a chciałam mieć.

Kubek przytargała wszystkie pracowe graty w walizce, czym wzbudziła ogólny aplauz i akceptację. Bo praca lektora jest... ciężka i tylko w walizce na kółkach ją można przemieszczać.

Ja zostałam dziś zainspirowana przez prelegenta i kupię chyba lornetkę - będę lepiej widzieć co dzieje się wokół mnie, bom na wpół ślepa. Ale do czasu! Szef zasponsoruje mi okulary. Tzn. za to ile mi na te okulary da kupię sobie tylko kawalątek oprawki, ale zawsze to coś. Czemu muszą podobać mi się oprawki za tysiąc pięćset???Złlotych na szczęście (w nieszczęściu).

Z faktów smutnych - umarł Jan Machulski. Kwinto, ech... ucho do śledzia?

Ile dni zostało do wiosny?

Szarość wielka

16 listopada 2008

Trochę nie wiem kiedy zrobiła się połowa listopada. Dopiero co był sierpień. Ktoś wie jak to się stało, że nie wiem kiedy to się stało?

Za oknem szarutko, dzwony biją, niedziela jak niedziela. Szarość mi nawet nie przeszkadza, przeszkadza mi trochę katar. Ale nie za bardzo. Da się żyć.

Z ciekawostek powiem Państwu, że mój pies odkrył przyjemność spania przy włączonej suszarce do ubrań. Przytula się do niej i śpi. Co kto lubi...

Podobno w przyszłym tygodniu ma padać śnieg. Jak to jest, że zawsze jak nadchodzi zima to ja mam deficyt ciuchów? Niby coś tam mam z zeszłego roku, ale w temacie spodnie raczej u mnie cieniuuuuuutko. O swetrach nie wspomnę - w pracy mamy aż za ciepło, potrzebuję jedynie czegoś co pozwoli mi nie zmarznąć w drodze do pracy - taki spacer ok. 20 minutowy. Po pokonaniu 1/3 trasy i tak robi mi się gorąco, więc czym ja się martwię tak właściwie?

Frotka słucha, a ja się cieszę, że słucha :)

Do przerwy świątecznej pozostały 33 dni.

Podsumowanie tygodnia

15 listopada 2008

Tydzień długi nie był, ale nadrobił emocjami i na zawsze pozostanie w naszej pamięci.

Objawiły nam się Związki Zawodowe, które odniosły sukces, ale właściwie bez walki, bo potencjalny przeciwnik nie był bardzo wrogo nastawiony, a jedynie mientki w trzymaniu nerwów na wodzy. Co sam przyznał. I nawet przeprosił. Niewiarygodne.

Jeżeli przeżywacie sytuacje stresujące, a dodatkowo posiadacie maleńki strupek na twarzy, to broń Boże nie zdrapujcie go! Sikająca krew zaleje pół biurka i klawiaturę.

No i jeszcze do tego wszystkiego mam katar. I'm lovin' it, kurde.

Do przerwy świątecznej pozostało mi dni 34.

Tydzień

13 listopada 2008

Taki krótki ten tydzień, a taki skurczybyk obfity we wrażenia. I stresy. Aż mnie żołądek boli.

Byle do soboty...

Do góry nóżmi

12 listopada 2008

Taka środa zamiast poniedziałku to wszystko my myli. I gmatwa. I cieszy równocześnie :) ze względu na szybki weekend.

W tym sezonie ponoć modne są odcienie fioletu, wszelkie wrzosy i śliwki. Mam takie odcienie na placu. Nabyłam je sobie wczoraj we własnym domu zabijając pająka laciem. I jak grzmotnęłam paluchem w ścianę...aż zadudniło!

Jaki wniosek? Nie zabijać pająków laciem.

Byle do weekendu!

Długoweekendowo

11 listopada 2008

Po wczorajszym spotkaniu z Bandytoma stwierdzam, że każdy gospodarz imprezy cierpi na syndrom Czemu-Wy-Nic-Nie-Jecie?, który ustępuje jak ręką odjął po wyjściu gości.

Zostałyśmy z Agiem ochrzczone mianem "Ale czuby" tylko dlatego, że wiedziałyśmy jak robi koń. I to równocześnie. Wielkie mi rzeczy...

Nowicjuszki okazały się nie w ciemię bitymi mafiozkami.

Widok Martki tańczącej z radości - bezcenny!

A dziś za oknem piękny listopadowo-niepodległościowy dzień. I aż nie chce mi się nawet myśleć o tym, że od jutra zaczyna się zwykła codzienność. Jak dobrze, że po trzech dniach pracy nadejdzie z utęsknieniem oczekiwany weekend.

Zupełnie niechcący zauważyłam dziś, że drzewa są już prawie łyse. A do przerwy świątecznej zostało jedynie 40 dni... Zaczynam odliczanie.

Byle do wiosny!

Weekend

8 listopada 2008

Myję podłogi, odkurzam, piorę, suszę, prasuję, gotuję obiad...

Cudowna sobota... nie trzeba mózgu prawie używać... Mniam!

Nic nie widzę...

8 listopada 2008

Ale mgła. Nic nie widać. Wszystko zniknęło. Gdzie jest świat???

Może opadnie?

Relacja z nieprawdopodobnej wyprawy Brittabelli czyli przez łąki i pola zasuwa Fasola

6 listopada 2008

Co Brittabella robiła, gdy inni pracowali?




Frunęła...



Dostała chyba kawę... po smaku trudno było rozpoznać...



Odwiedziła miejsce, w którym nie był jeszcze nikt...



Widziała kocią miłość... do człowieka...



I uczonego kota, który oglądał telewizję...



Zamieniła się w rozkładającą się zakonnicę...



...dziewczynę księdza - też nieżywego...



Spotkała Batmano-Drakulo-Zorra i jego pupila



Zobaczyła pieszczoty i czułe spojrzenia owych...



Zauważyła, że Dave the Bat zwany przez przyjaciół the Battie wolał jednak przytytą kocicę Guiness o polskim przezwisku Gienia...



Poszła na targ...



I do sklepu...



Odwiedziła (niejeden) dom publiczny...



Spytała tego dużego czarnego: Jak udało się panu tak znakomicie schudnąć?



Popatrzyła na wieloryba...



Znalazła Rafałowi pacjenta...



Wypiła kawę w stołówce...

I wróciła na ojczyzny łono...

Uff...

6 listopada 2008

Szczęśliwie powróciłam na ojczyzny łono. Od wczoraj piorę, suszę i prasuję i zupełnie jak u Szymona Majewskiego "Końca nie widać, końca nie widać".

Ale fajnie być w domu.

W wolnej chwili wstawię jakieś zdjęcia.


This is radio London broadcasting for you from East Croydon :)

31 pazdziernika 2008

Okazalo sie, ze oprocz Ladka Zdroju JEST takie miasto Londyn. To takie miasto w Anglii. I tu spedzam czas i stad nadaje!

Od wczoraj wiem, ze nie lubie latac samolotem, a szczegolnie nie lubie: startu, silnego wiatru, ladowania, halasu, kanapek i kawy serwowanych przez British Airways oraz angielskiej mlodziezy wracajacej z wycieczki do Auschwitz do domku.

Poza tym lubie wszystko.

Czy wiedzieliscie o tym, ze Londyn lezy zaraz obok kola podbiegunowego? Albo tez w poblizu Kielc. Strasznie tu kurde zimno. Na szczescie nie pada.

Anglicy sa fajni. Pija jak ryby. I mowia, ze vodka is delicious.

Ja mowie, ze Ale jest OK. Ale jak zatesknie za Polska to w Tesco jest cala polka polskiego jedzenia, z uwzglednieniem takiego rarytasu jak konserwa turystyczna. W przypadku totalnej zalamki kupie sobie Tyskie za jedyne £1,35. Kasztanu mozesz przyjezdzac - Pilsner tez jest.

Jutro idziemy na strzygowo-duchowo-wampirze party u Australijczykow z udzialem autochtonow. Zaplanowano bal przebierancow. My przebieramy sie za Polakow. Ja za Ole, a Rafal za Rafala. Ale fajnie, nie? I jak pomyslowo!

Bawie sie swietnie, ale pociesze Was, lub zmartwie - wracam we wtorek. Nigdy nie chcialabym tu mieszkac!

To tyle. Cdn.

Perfumy o 50% tansze niz w Polsce. Ciuchy w Zarze w tej samej cenie. Ludzie nie chadaja - wciaz biegna. Maratonczycy chyba, albo co...

Tesknie za Wami...

Kasztanu, domina na razie nie namierzylam... Ale nie ustaje w poszukiwaniach.

Napisalam bez ogonkow, bo tu ogonkow nie maja.

W Avanti lepsze jedzenie niz we wloskiej knajpie, w ktorej bylam wczoraj. :)

Uwaga

30 października 2008

Uwaga wszyscy współpracownicy czytający mojego bloga. Drogi nam wszystkim Kasztanu założył bloga z anegdotami pracowymi pod pięknym tytułem "Walka z wiatrakami".

Blog zalinkowany jest po prawej stronie, a w pierwszej notce objaśniono jak się logować.

Zapraszamy do wpółpublikacji!

Niniejszym dziękuje Kasztanowi za przekopiowanie moich dotychczasowych notek z "Frontowych przygód".

Nic takiego

29 października 2008

Zatroskany Agul dopytywała co z moim blogiem, bo nic nie piszę.

A bo jakoś tak nie miałam o czym. I jakaś taka byłam, że tak powiem, oklapła.

I różnych rzeczy sto musiałam załatwić, ale nie na tyle ciekawych, żeby o nich pisać. Prawie zjedzenie weterynarza przez mojego psa nie jest wcale interesujące, choć nie powiem, widowiskowe.

Poza tym troszkę pisałam we Frontowych przygodach.

Si ja neksta łika :), bądźcie grzeczni!

:(

25 października 2008

Blog mi zachorował. Sfiksował.

Nie pozwala się odwiedzać :(

I głośniki mi się jeszcze zepsuły, bo, że tak powiem - popierdują.

Dlaczegoooooooo?????

Słabość... dobra, może nawet nałóg!

24 października 2008

Nie wiem co Was wciąga sympatycznie, ale mnie wsysają blogi. I to tak, że zapominam o bożym świecie. I muszę sobie te blogi (tzn. ich czytanie) dawkować, bo bym obrosła brudem i padła z głodu gdybym mogła je czytać do woli.

Schemat jest prosty - wchodzę na znajomego bloga i przeglądam co tam ma zalinkowane... i na tym zalinkowanym jego linki i tak bez końca... I linkuję u siebie.... A potem czytam codziennie i odwiedzam linki zalikowanych linków.

Ale miło jest jak znajdę w gąszczu linków adres mojego bloga! Mniam!

Jingle bells

22 października 2008

Mgły się ścielą jesienne, a od tygodnia w moim ulubionym supermarkecie o słowiańskiej nazwie można zakupić wszystko co potrzebne do dekoracji domu na Boże Narodzenie.

Bombeczki, łańcuszki, świeczuszki, dyndadełka i wszelkiego rodzaju dzińdziboły.

A jak nadchodzi 24 grudnia, to ja już obmyślam zakupy na Wielkanoc. A w Wielkanoc kupuję zeszyty i flamasterki na nowy rok szkolny. A w sierpniu maski na Halloween. I mój supermarket mi to umożliwia!

Ach, jak dobrze, że on tam jest za oknem, ten mój supermarket!

A na zdjęciu krowy stoją jakieś 200 m od tego supermarketu. Skierowane doń pupami. Krowy stoją jednak ok. 30 lat wcześniej niż supermarket. Szczęściary, nie dożyły...

Jesień, panie...

22 października 2008

Ech, zauważył ktoś jakie się mgły ścielą wieczorem? Rano pewnie też, ale tego nie wiem, bo śpię, a wstaję, jak już znikną.

Tak czy inaczej, ścielą się. Jesień, kurde, nadeszła, jak nic! Ech...

Za 8 miesięcy wakacje! Hura!

Mam branie

22 października 2008

I włącz tu, człowieku, Gadu Gadu.

Rano, dokładnie o 8.41 przychodzi wiadomość od nieznanego mi numeru -"Cześć, poklikasz?". Był to niejaki Damian z Wrocławia. Pewnie na bajach był albo nie mógł iść do szkoły, bo ma katar. Zgadnijcie, poklikałam?

Teraz następna wiadomość: "Pilnie poszukuję hostessy na promocję. Stawka 8-9 zł za godzinę."

Cóż, wieczór jeszcze wczesny, czekam na dalsze propozycje...

Komisarz Brittabella na tropie

21 października 2008

I już wiadomo kto wykończył biednego Pimpka. Kasztanu oczyszczony z zarzutów!



Maaaaamooo, maaaaamooooo....

21 października 2008

Hm, jakby Wam to powiedzieć w przystępny sposób.... cóż, łatwo nie jest... Trochę jesteśmy zmęczone u progu nowego roku szkolnego (czytaj: padamy na twarz), bo przygotowania do niego były bardzo intensywne, ale się nie poddamy!

Zewsząd słyszę: Olaaaaa, a gdzie jest ... (tu wpisz dowolny przedmiot potrzebny w pracy lektorowi), Olaaaa, a kiedy ... (tu wpisz dowolne pytanie dotyczące, bądź też nie, pracy), Olaaaaaa.... a powiedz mi... Olaaaaaa, a zgubiłam,....... Olaaaaaa, a ja znalazłam, ..... Olaaaaaa, a pomóż. Zamiast Olaaaa, można wpisać Aguuuuuu. Powiem tak: jest to nawet miłe, czuję się jak karmiąca matka-ptaszysko, a Wy, moi kochani współpracownicy, jesteś jak głodne pisklaki z zawsze otwartymi dziobami. Olaaaa, Olaaaa, Aguuuu, Aguuuuu...

Agul to nawet ma gorzej, bo musi się różnych rzeczy telepatycznie domyślać i czasem puszczają jej nerwy i wtedy krzyknie sobie na boku: "A co ja duchem świętym jestem?!?".

A na zdjęciu duch święty-Agul przy pracy, proszę zwrócić uwagę na światłość promienistą za jej plecami!



Domagamy się wsparcia moralnego... I zrozumienia... Niech nas ktoś przytuli!

A brand new week...

20 października 2008

Weekend minął mi pod znakiem lenistwa i nabierania sił. A także prania i sprzątania, ale potraktowałam te czynności jak rozrywkę i było całkiem sympatycznie.

Polał się Pilsner i Paulaner.

Jestem domagnezowana na następne 100 lat (tak, tak, zeżarłam ogromniastą czekoladę z orzechami i rodzynkami).

Byle do soboty... :)

Co za tydzień... uff...

17 października 2008

Łatwo nie było, muszę przyznać. Stresująco, tłoczno i w ogóle dusznawo. Pierwsze zajęcia zawsze są dla mnie najtrudniejsze, trzeba "rozgryźć" kursantów, "zbadać" ich rzeczywisty poziom znajomości języka i zaprezentować się przecudnie. Na szczęście ten etap mamy już za sobą.

Doszło do małych scysji międzyludzkich, które musiałam ochłodzić, mam nadzieję, że się udało i od teraz będzie mniej "burzliwie".

Do tego wszystkiego delikatnie rzecz ujmując wyprowadziła mnie z równowagi moja rodzina. Co prawda przyrodnia, ale zawsze rodzina. Czy jak się z kimś rzadko widujemy, to zaproszenie na chrzciny, które odbędą się w innym (nawet nie wiem jak bliskim) mieście można przysłać SMSem na dwa dni przed uroczystością? Nie wydaje mi się. A może się czepiam?

Oliwy do ognia dolał Pan Prezydent naszego kraju pięknego, który pofrunął sobie samolotem, po czym nim powrócił, a my musimy za to zapłacić jakieś 150 baniek. Super. 150 baniek - ja płacę, pan płaci, społeczeństwo...

Z okazji początku zajęć w Agulowym i Darkowym mieszkaniu pojawił się pies żywiący się zadaniem domowym. Po czym, jak doniósł mi właścieciel czworonoga zwanego Pimpkiem, zdechł, bo drugiego zadania nie było. Padł z głodu. Na pewno w męczarniach. Biedaczysko. Kasztanu, jesteś okrutny!

Tymczasem w weekend mam zamiar się wyluzować, odstresować i co tam jeszcze. Wzorem Kasztana zakupię sobie Pilsnera i będę się re-lak-so-wać.

Do zobaczenia w poniedziałek!

Zgzytu zgzytu tsasku tsasku nie mam roncek jedenastu

15 października 2008

Dziś od rana, mając jedynie dwie ręce, wykonałam następujące czynności:

1. wrzuciłam brudne ciuchy do pralki

2. sprawiłam, by pralka prać zaczęła

3. gdy pralka skończyła, przerzuciłam ciuchy do susaszki

4. sprawiłam, by suszarka zaczęła suszyć

5. wyszłam z domu

6. wysikałam psa

7. kupiłam produkty spożywcze

8. wróciłam do domu

9. nastawiłam rosół

10. zrobiłam sobie kawę

11. wypiłam kawę

12. zjadłam drożdżówkę

13. popiłam sokiem pomarańczowym

14. sprawdziłam pocztę na Gmailu

15. poczytałam blogi

16. przygotowałam zajęcia dla trzech grup (w tym powycinałam dziury w Twoim Stylu i Wysokich Obcasach, bo potrzebne mi były obrazki)

17. skończyłam gotować rosół

18. napisałam notkę

Jest dopiero 10.37, a ja jeszcze muszę - wyjąć ciuchy z suszarki, wziąć prysznic, wysuszyć i wyprasować włosy, namalować sobie twarz, ubrać się, zjeść rosół!

A potem wyjśc do pracy. I pracować do 20.30. A potem wrócić do domu i zalec.

A co TY dziś zrobiłeś/aś???