Zamilkłam, ale już niedługo znów będę się odzywać. Tylko świat troszkę zwolni :)
21 sierpnia 2011
Świat powrócił do normy i do dawnego porządku - nie mam na nic czasu, wciąż biegnę i zasuwam, a za dwa dni przybędzie nam jeszcze gość z Hiszpanii, którym trzeba będzie się zająć.
Ech, przynajmniej za oknem piękne lato :)
15 sierpnia 2011
Obieranie krewetek to zajęcie hardcorowe. Dołączyło do listy zajęć z serii NIGDY więcej, gdzie wiosną wpisałam tarcie chrzanu.
Krewetki mają czarne ślepia, którymi się gapią kiedy ukręca się im łeb. Mają tez miliardy nóżek.
Kurka, ale jak się je tego wszystkiego pozbawi to są pyszne.
Dziś święto, więc szykujemy tradycyjne polskie danie - sushi. :)
Foto relacja później.
3 sierpnia 2011
Zazwyczaj nie wdaję się w pyskówki, a na pewno staram się unikać 'wymiany zdań' z nieznajomymi.
Dziś stałam w kolejce do kasy, kiedy podjechała na wózku inwalidzkim starsza pani z pięcioma kajzerkami w woreczku i poprosiła kobietę stojącą przede mną, żeby przepuściła ja w kolejce. Kobieta zmierzyła ja wzrokiem, prychnęła i nie zareagowała.
Pani na wózku spojrzała na kasjerkę i spytała czy ta może skasować ją bez kolejki, na co kasjerka się zgodziła. Podałam bułki i dwa złote kasjerce, baba przede mną z niezadowoleniem się odsunęła i przepuściła starszą panią. Kiedy ta zapłaciła i odjechała, baba odwróciła się i powiedziała do mnie z fochem w głosie:
-Taki na wózku to sobie siedzi, stać nie musi!
Nie zareagowałam, choć gotowałam się w środku, bo pewnie już siedziałabym w pierdlu za morderstwo.
1 sierpnia 2011
Pierwszy dzień pracy po urlopie doprowadził mnie nieomal do płaczu z wściekłości.
Dziś wygralibyśmy puchar w konkursie "Najmniej zorganizowana firma świata".
Aaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Ale jestem wk.., zła znaczy się.
Gdyby nie Aga to bym kogoś zeżarła chyba.
Uwielbiam robić coś, co do mnie nie należy, a bez czego sama nie mogę pracować.
Na razie mam 24 godziny w plecy. Przypuszczam, że na tym nie koniec.
31 lipca 2011
PMS to zaraza.
Zobaczyłam Małysza w TV i się poryczałam ze wzruszenia.
Plus Wajdę.
I Jana Pawła II.
I kremówkę.
I zeżarłam miesięczne zapasy z lodówki.
31 lipca 2011
Deszcz nie odpuszcza, ale ja staram się go nie zauważać. Może należy postępować z nim jak z rozwydrzonym dzieciakiem? Superniania w przypadku złego zachowania berbecia zaleca brak reakcji, że niby dziecko się znudzi i zaprzestanie histerii. Może z deszczem też takie coś podziała?
Niby nie powinno mi zależeć na słońcu i letniej pogodzie, wracam przecież od jutra do pracy, no ale nie oszukujmy się, będę jednak mieć wolne popołudnia i wieczory, a te miło jest spędzać na dworze. Tak wiem, na dworze można spędzać wieczory i w czasie deszczu, ale ja nie lubię jak mi kapie do piwa.
29 lipca 2011
Ale jestem z siebie dumna! Jeszcze bardziej niż wczoraj!
Dziś naprawiłam ekspres do kawy!
28 lipca 2011
A na spacerze zastanawiałyśmy się z Agulem co też właśnie obmyśla nasz szef na nowy rok szkolny. Jakie nowe pomysły wpadają mu w tej właśnie chwili do głowy. A pomysły miewa czasem, że ho ho! I trudno, niestety czasem nadążyć.
Może jakieś nowe tabelki będą? Kto wie, kto wie...
Cóż, dowiemy się już w poniedziałek.
28 lipca 2011
Pokój pomalowany. Zostały mi jeszcze mini poprawki mini pędzelkiem.
Kurka, ale jasno się od razu zrobiło!
Jestem z siebie dumna!
28 lipca 2011
Tak się do deszczu przyzwyczaiłam, że jak nie pada to czuję się nieswojo.
Taki sarkazm z mojej strony.
Spędziłam miłe przed i wczesne popołudnie z młodymi matkami i ich pociechami. Mała Patrycja cały czas się śmiała, a trochę starsza Zosia nieustannie komentowała rzeczywistość. Wszystko byłoby przepięknie gdyby nie nadciągające ciemne chmury, które ostatecznie przegnały nas znad jeziora.
Poza tym martwię się o moje balkonowe pomidory - deszcz nie daje im szansy na zarumienienie się. Pociesza mnie jedynie fakt, że w poniedziałek wracam do pracy, więc na pewno wróci upalne lato. I wtedy może tomaty dojrzeją.
26 lipca 2011
Żeby nie było, że spędzam czas jedynie na przedłużaniu sobie, żelowaniu i tym podobnych próżnych zajęciach.
Przeprowadzam również (przyznaję, w ślimaczym tempie) szybkie odświeżanie pokoju z komputerami w naszej chatce - maluję ściany! I sprawia mi to wiele radości, ale z drugiej strony jest to męczące, więc wysiłek sobie dawkuję.
25 lipca 2011
W nawiązaniu do tego: http://brittabella-brittabella.blogspot.com/2011/07/19-lipca-2011_7929.html - z rzeczy superważnych:
Zrobiłam sobie też pazury.
No.
Urlop mam, to się sobą zajmuję, nie?
Zrobiłam sobie też pazury.
No.
Urlop mam, to się sobą zajmuję, nie?
25 lipca 2011
Niezaspokojony apetyt na sensację nie mieści mi się w głowie.
Niedługo będziemy oglądać znanych ludzi jak robią siku.
Straszne.
21 lipca 2011
Od wczoraj spędzamy czas we Wrocławiu, który jest stolicą deszczu. Wczoraj po wstrętnym upalno-wilgotnym dniu przyszedł ulewny deszcz, a dziś mży i wyraźnie pochłodniało..
Nie przeszkadza mi to w niczym, siedzę w fajowym hotelu zaraz przy Rynku, a Tekturowy się szkoli.
19 lipca 2011
Nie ma to jak zrobić pranie (czy muszę dodawać, że białe?), rozwiesić na suszarce na balkonie i jak już już jest prawie suche przychodzi burza i wywala całą suszarkę na mokrą podłogę. Niby czystą, ale nie aż tak, żeby białe ciuchy przeżyły kontakt z nią totalnie bez śladu.
19 lipca 2011
Jaaaaaaaaaaaaaaaacie!
Zrobiłam sobie rzęsy (to znaczy zafundowałam sobie przedłużanie) i efekt jest taki, ze chyba odstawię wszelkie mazidła do oczu.
19 lipca 2011
Dlaczego nie odczuwam aż tak bardzo nieobecności Britty w domu:
Britka była baaaaaaaaaaaaaaaardzo niezależna i rzadko kiedy przebywała ze mną w tym samym pokoju.
Jedyne do czego muszę się przyzwyczaić to fakt, że nie muszę ustawiać planu dnia pod psie spacery :). I że nikt mi nie zadeptuje świeżo umytej jeszcze mokrej podłogi.
Kudły jeszcze wszędzie fruwają, ale i one w końcu znikną, więc drodzy odwiedzający naszą skromną chatynkę - będzie można nareszcie przybywać w ubraniach koloru black. Lub noir jak ktoś woli :)
19 lipca 2011
Wczoraj uśpiliśmy Britkę.
Podjęliśmy jedyną słuszną decyzję - przez ostatnie dwa dni nie mogła się już podnieść, przykry widok.
Poryczeliśmy się u weterynarza.
Z jednej strony ulga, że już nie cierpi, z drugiej smutno. Spędziłyśmy ze sobą ponad 13 lat, a wspólnie z Rafałem 10. Kawał życia. Wiem, że każdego następnego psa będę do niej porównywać, a ponieważ poprzeczka ustawiona jest bardzo wysoko, chwilowo nie planujemy żadnych zwierzaków w domu. Kiedyś będziemy je mieć na pewno, ale jeszcze nie teraz.
Wczoraj mieliśmy wieczór wspominkowy na temat numerów jakie nam suka wycinała. Trochę tego było :)
Najlepsiejszy pies ever. Bo nasz :)
17 lipca 2011
Przykro patrzeć na niedołężna starość swojego psa.
Trudna pogodzić sie z myślą, że być może trzeba będzie niedługo podjąć decyzję o jej przerwaniu po to tylko, żeby oszczędzić Bricie cierpienia z powodu podeszłego wieku.
Ciężko, przykro, smutno.
A czas okropnie przyspieszył ostatnio.
10 lipca 2011
Nie powinnam mieć snów, bo jak mi się śni, to tylko bardzo dziwnie i bardzo realistycznie.
Dziś jestem zmęczona.... przygotowaniami do porodu.
Dżizus, ledwo żyję!
9 lipca 2011
6 dni poza domem, zegar dobowy przestawiony totalnie (koncerty do późna, potem jeszcze hulanki przy stole w kuchni, spanie do południa).
Powrót do rzeczywistości nie jest łatwy. Chodzę jakby mnie ktoś zdzielił w łeb.
6 lipca 2011
Wróciłam z sześciodniowych wakacji. Cztery dni skakałam na Open'erze, poza tym piłam piwo i żubrówkę, leżałam na plaży, jadłam pyszne rzeczy i rozmawiałam.
Jestem szczęśliwa!
Jestem szczęśliwa!
23 czerwca 2011
Jak wytłumaczyć psu, że fakt, że przechodzę obok jej miski nie oznacza wcale, że za każdym razem coś tam wrzucam? Mów tu do takiej, jak grochem o ścianę!
23 czerwca 2011
Jestem tak zmęczona, że łzawią mi oczy i siłą woli utrzymuję je w stanie 'otwarte'. Tak mi się dzieje po wczorajszym przebywaniu w pracy przez całe 11 godzin. Przeegzaminowałam 22 osoby i mam nadzieję, że nikt nie obleje z mojego powodu (oceniałam tylko część ustną, pisemna sprawdzają gdzieś hen daleko w świecie). Byłam miła, wspierająca i uśmiechnięta. Przez 11 godzin. Po czym przyszłam do domu i padłabym z miejsca trupem, gdyby nie fakt, że musiałam poczekać na kuriera. Jak już się pojawił i znikł na dobre - padłam i spałam tak twardo, że nie obudziła mnie nawet dzika burza, która przetoczyła się nad Tychami. Musiała być naprawdę dzika, bo:
- obudziła Tekturowego, a jest to nie lada wyczyn
- poprzestawiała drewniane krzesła ogrodowe, które mamy na balkonie.
Dziś mamy w planie z Tekturowym domową alkoholizację i trzy części 'Piratów z Karaibów".
I sushi na początek.
A, co!
21 czerwca 2011
Zdarzyło się kiedyś, że w mailu zostałam przez kogoś przemianowana z Aleksandry na Agnieszkę.
Zdarzyło się, że w adresie szkoły zamiast 1B pojawiło się 18.
Zdarzyło się, że byłam tytułowana "Pani dyrektor", zamiast "Pani kierownik".
Zdarzyło się, że Agul powiedziała do pana Jerzego "Dzień dobry Panie Jeżu."
Ale dziś zdarzyło się kuriozum - na fakturze, która do nas przyszła, jakiś mądrala napisał: Centrum Muzyków Obcych.
Tego jeszcze nie grali.
19 czerwca 2011
Za oknem dzieje się 'Biesiada Góralska', muzyka naparza (to znaczy słyszę tylko łup łup łup, ale podejrzewam, że to muzyka jest) i pojawili się mieszkańcy mojego miasta pięknego gromadnie, żeby wsunąć lody i wypić po browarze. O 20.00 będą grali Golce.
Za fajnie to się uczestnicy tego pikniku nie mają, bo nad miastem zasuwa właśnie burza i leje jak z cebra. No, ale co kto lubi. Ja tam wolę siedzieć w suchym domu na suchym tyłku.
Burza zaraz pewnie przejdzie, a ludność będzie mogła dalej oddawać się rozrywce.
19 czerwca 2011
Moje weekendy są dalekie od lenistwa. Bardzo bardzo dalekie. Weekendy są na ogarnięcie domostwa i przygotowanie się na następny zabiegany i pracowity tydzień. Tak więc piorę, prasuję, myję, pucuję, gotuję, bo nie mam na to sił i czasu w tygodniu.
Jak dobrze, że nadchodzący tydzień ma tylko trzy dni, a reszta to weekend.
Jak dobrze, że jeszcze następny tydzień ma tylko trzy dni, a potem zasuwamy na Open'era.
18 czerwca 2011
Za oknem nic się nie dzieje. ToiToie stoją nieużywane, namiot stoi zamknięty. Znaczy jutro będzie się działo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
