15 czerwca 2012

Pomimo wielu zajęć kibicuję :)

Na razie przed telewizorem, a 21 czerwca na żywo!


15 czerwca 2012

Zamilkłam, gdyż oddałam się całkowicie przygotowaniom do kontroli ze strony Bardzo Ważnej Instytucji.

Kontrola była wczoraj, wynik lepszy niż bardzo dobry, więc postanowiłam powrócić do żywych. Ale los nie jest aż tak łaskawy i postanowił podarować mi wirusa z atrakcjami żołądkowymi. 

Nie poddaję się jednak i wciąż żyję.

3 czerwca 2012


Wczoraj wybraliśmy się ekipą mocno międzynarodową na piwo.
Skończyło się na wódce.

Auć. Boli głowa.


26 maja 2012

Jak cudownie jest móc poznawać ludzi z całego świata.

Wczoraj przyszedł czas na Rumunię. 

Cudowny wieczór! 

10 maja 2012

Ciekawe czemu niektórzy (panie w kasach na dworcu, panie rejestratorki w przychodniach, panie na poczcie dla przykładu) nigdy się nie uśmiechają?

Może pękają im kąciki ust, gdy je rozciągną w uśmiechu?

Witaminy na to pomagają, czyżby nie wiedziały?

Może trzeba im powiedzieć?

10 maja 2012

Czas zasuwa, nie powiem, że nie.

Omówiłam to zagadnienie z koleżanką z pracy i stwierdziłyśmy zgodnie, że tempo w jakim zmieniają się ekspozycje w hipermarketach, trochę nas przytłacza.

Ale, ponieważ nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło doszłyśmy do wniosku, że te ekspozycje pozwalają ustalić (w razie wątpliwości) jaki jest właśnie dzień. 

Przydatne!

4 maja 2012

Fucking fuck.

Smutno i źle :(




4 maja 2012

Pojechaliśmy sobie na dwa dni do Zakopanego, żeby spotkać się i pogadać trochę ze znajomymi z Krainy Wielkich Jezior.

Tatry piękne, Krupówki zatłoczone, na szczęście spędziliśmy tam jedynie kilkanaście minut.










1 maja 2012

Przez kilka dni było upalne lato z temperaturą dochodzącą do +30 stopni.

A zaraz będzie burza, a przynajmniej deszcz.

A jutro jadę do Zakopanego.

1 maja 2012

Poza wieloma atrakcjami w postaci imprez i zakupów zostałam zaproszona to restauracji Rhodes 24, z której jest taki oto widok na City.

1 maja 2012

Ponieważ już się nieco ogarnęłam, mogę napisać, że nie było mnie tu, bo po pierwsze nie miałam czasu, a po drugie trochę mi się nie chciało.

Wielkanoc spędziliśmy w Londynie w bardzo międzynarodowym towarzystwie i było po prostu fantastycznie.

Za namową Magdy, która nie mogła polecieć na święta do domu, przygotowałyśmy Easter lunch po polsku - z wizytą w polskim kościele (chciałam tego uniknąć, ale Magda musiała przesłać babci dowody w postaci zdjęć, że żyje według tradycji, a ludziom w potrzebie się nie odmawia, zatem poszłam). W koszyku (nie, nie koszyczku, w Londynie można kupić jedynie ogromne kosze w sklepach ogrodniczych, a nasz był najmniejszy, jaki udało nam się znaleźć) oprócz pisanek w ilości hurtowej, kiełbasy i chleba prosto z Polski, znalazła się mini flaszka Jaegemeistera, ale o tym sza! Był to angielski wkład w polską tradycję.

Przed wizytą w kościele od rana gotowałam żurek.

Lunch udał się fantastycznie, żurek został zjedzony przez Anglików, Australijczyka i Włocha, a cała impreza zakończyła się nad ranem u sąsiadów i dlatego też niedzielny obiad u rodziców naszego angielskiego przyjaciela przebiegał w dość sennej atmosferze.




To był dopiero pierwszy dzień z ośmiu, które spędziłam poza domem.

30 marca 2012

Wczoraj zachęcałam do czytania tekstu Eweliny, a dziś namawiam na wycieczkę do Chin razem z Jackiem. Jacek postanowił spędzić kawałek życia na drugim końcu świata, ale pozostaje w kontakcie z tymi co zostali tutaj za pośrednictwem Facebooka i od niedawna bloga.

Czytajcie, bo ciekawe.

24 marca 2012

Wygląda na to, że wiosna zaczęła się na dobre. Na balkonie pojawiły się kiełki zasadzonych jesienią tulipanów, dla towarzystwa dokupiłam im maleńką wierzbę płaczącą, na której baziach uwijają się cały dzień pszczoły w towarzystwie tłustego trzmiela.

Sielanka.

Marzec, tak jak przewidywałam, nie daje mi wielu szans na spokój w pracy, na szczęście zostało mu tylko 8 dni. A potem kwiecień i święta i 10 dni urlopu. A potem maj i następne 9 dni urlopu. 

A potem to już byle do Open'era.


17 marca 2012

Z dobrych wiadomości - dziś było 20 stopni na plusie i dużo słońca. Pogoda jak w maju.

Ponoć nie na długo. Ale nie myślę o tym, jutro znów ma być pięknie.

I drzewko sobie posadziłam na balkonie.

17 marca 2012

Zdycham ze zmęczenia.

8 marca 2012

Ojej, nie lubię jak dorośli ludzie zachowują się jak dzieci i to na dodatek w pracy. Robi się niemiło, a wystarczy po prostu zapytać o co chodzi. I porozmawiać ze mną, a nie ze wszystkimi naokoło.

Ech, problem wydaje się rozwiązany, ale czy na pewno? Nie wiem, jestem pełna podejrzeń teraz.

4 marca 2012

Wykoleił się pociąg, którym mój własny osobisty tekturowy jeździ co wtorek z Warszawy.

Dziwne mam myśli w głowie.






4 marca 2012

Zeszły tydzień sprawił, że czuję się jak materac, z którego ktoś spuścił powietrze.
Dużo stresu oznacza słaby sen w nocy i totalne zmęczenie w ciągu dnia.

Cóż, pracę mam taką, że za zaniedbania swoich współpracowników odpowiadam ja i w razie konfrontacji, ja muszę sprawę odkręcać.

Odkręciłam już prawie wszystko, kulturalnie opieprzyłam kogo trzeba (strasznie tego nie lubię) i okazało się, że niektórzy ludzie to chyba lubia jak się ich opieprza, bo od razu biorą się do roboty.

Poza tym poszkoliłam trochę pracowników. Chyba było OK.

I dostałam od szefa dwa bilety do kina.

Uff, wygadałam się, już mi lepiej.

Wiosna idzie.

25 lutego 2012

Dziś babski wieczór - piwo, pizza i komedie  - odsłona druga.

Cieszę się!

A! Zostałam 'ukarana' przez jedną panią, z której firma przez chwilą współpracowałam, a nie ułożyło nam się tak, jakby chciała - wysłała mi PITa w ostatnim możliwym momencie (ma prawo, nie mam pretensji) i muszę pokryć koszt listu poleconego. :)

3 lutego 2012

Historia małej Madzi mnie zmroziła.




3 lutego 2012

Za oknem jest naprawdę zimno, bo piję herbatę. A ja herbatę piję tylko i wyłącznie dla rozgrzania się. 
Mróz, mróz, mróz, wszystko kręci się wokół niego.

Wczoraj w pracy żyłyśmy ponad trzy godziny bez prądu, po czym na dworze zrobiło się ciemno, więc poszłyśmy do domu, co miałyśmy tak siedzieć.

Dziś w domu nie mieliśmy wody w łazience i w ubikacji.

A wczoraj wieczorem było tak:


A rano było było -27.
A teraz jest -20.

E, tam, jeszcze dwa miesiące i będzie wiosna!

22 stycznia 2012

Czas zasuwa jak opętany, nic nowego nie odkryłam.

Nie piszę, bo nie mam czasu i nie bardzo mi się chce.

Żyję.

8 stycznia 2012

A do kina poszliśmy na "W ciemności".

Idźcie obejrzeć.

8 stycznia 2012

Małe gesty mnie rozczulają.

Poszliśmy wczoraj do kina i tak mniej więcej w połowie filmu musiałam wyciągnąć z oka soczewkę, przez co nieco oślepłam. I mój osobisty mężczyzna ściągnął okulary, które miał ma nosie i mi je dał, żeby mi się dobrze oglądało.

3 stycznia 2012

Wprowadzenie postanowień noworocznych w życie zostało chwilowo zablokowane przez wirusa, który postanowił mnie dopaść.

Jak sobie zniknie to do sprawy wrócę.

1 stycznia 2012

No i nastał nowy rok. Trudno, co robić.

Wprowadzam rutynę i działanie wg planu, tylko po to, żeby mieć trochę czasu na sprawy niezwiązane z pracą.

Niech się stanie.