
2 czerwca 2008
W weekend, który właśnie śmiał się skończyć, drużyna okrojona o jednego wojownika wyruszyła w podróż do samego centrum kraju.
Tym razem środkiem transportu był zielony stwór, a jego operatorem Gosia zwana Gretkiem.
W podróży niewiele się działo oprócz odwiedzin w barach z domowym jedzeniem (aaaaa, nażartek!).
W centrum kraju było bardzo zimno wewnątrz i bardzo gorąco na zewnątrz (i wcale nie dlatego, że w ruch poszła klimatyzacja), tak tam jest i już.
W centrum kraju spędziłyśmy popołudnie, noc i poranek w wielkim lesie.
W centrum kraju szłyśmy wzdłuż gorącej asfaltowej drogi brodząc w piachu, żeby uwolnić trzech niemałych Henryków ;), co więcej Gretek w tym celu w jedną stronę podskakiwała, a w drugą pognała jak Struś Pędziwiatr.
W nocy nie dało spać, bo my jesteśmy dziewczyny wychowane w miastach (trzech różnych) i w nocy było dla nas stanowczo za ciemno i za cicho, a rano ptaki darły się zdecydowanie za głośno.
Zapomniałabym na śmierć wspomnieć, że na ziemi łódzkiej miałyśmy branie ;) - w samej Łodzi ze strony chłopaków w biało-rdzawej furgonetce. Marta i Gosia zwróciły szczególną uwagę na młodzieńca wystrojonego w porażającej urody skarpetki, które prezentował opierając kopytka o deskę rozdzielczą wspomnianej furgonetki.
W drodze powrotnej przykułyśmy uwagę grupy czterech młodych autochtonów, jeden z nich paradował w barze, w którym jadłyśmy obiad, z obnażonym torsem i brzuszyskiem dużo i głośno rozmawiając przez komórkę sporych rozmiarów. Młodzieńcy chcieli wybrać się razem z nami w podróż na południe, jednak po naszej stanowczej odmowie ("Raczej, kurde, nie") wsiedli w swojego niegdyś błyszczącego czerwonego bolida 126p o pognali ile sił w silniku w siną dal. Wszyscy na bani.
Jak tylko Gosia Gretek podniesie się po padnięciu ze zmęczenia wstawię zdjęcia i sami zobaczycie jakie byłyśmy fajowe :)
Tymczasem do urlopu pozostał mi dokładnie miesiąc. Nadchodzący tydzień wypełnią mi czynności typu Kopiuj - Wklej, Kopiuj - Wklej....
W weekend, który właśnie śmiał się skończyć, drużyna okrojona o jednego wojownika wyruszyła w podróż do samego centrum kraju.
Tym razem środkiem transportu był zielony stwór, a jego operatorem Gosia zwana Gretkiem.
W podróży niewiele się działo oprócz odwiedzin w barach z domowym jedzeniem (aaaaa, nażartek!).
W centrum kraju było bardzo zimno wewnątrz i bardzo gorąco na zewnątrz (i wcale nie dlatego, że w ruch poszła klimatyzacja), tak tam jest i już.
W centrum kraju spędziłyśmy popołudnie, noc i poranek w wielkim lesie.
W centrum kraju szłyśmy wzdłuż gorącej asfaltowej drogi brodząc w piachu, żeby uwolnić trzech niemałych Henryków ;), co więcej Gretek w tym celu w jedną stronę podskakiwała, a w drugą pognała jak Struś Pędziwiatr.
W nocy nie dało spać, bo my jesteśmy dziewczyny wychowane w miastach (trzech różnych) i w nocy było dla nas stanowczo za ciemno i za cicho, a rano ptaki darły się zdecydowanie za głośno.
Zapomniałabym na śmierć wspomnieć, że na ziemi łódzkiej miałyśmy branie ;) - w samej Łodzi ze strony chłopaków w biało-rdzawej furgonetce. Marta i Gosia zwróciły szczególną uwagę na młodzieńca wystrojonego w porażającej urody skarpetki, które prezentował opierając kopytka o deskę rozdzielczą wspomnianej furgonetki.
W drodze powrotnej przykułyśmy uwagę grupy czterech młodych autochtonów, jeden z nich paradował w barze, w którym jadłyśmy obiad, z obnażonym torsem i brzuszyskiem dużo i głośno rozmawiając przez komórkę sporych rozmiarów. Młodzieńcy chcieli wybrać się razem z nami w podróż na południe, jednak po naszej stanowczej odmowie ("Raczej, kurde, nie") wsiedli w swojego niegdyś błyszczącego czerwonego bolida 126p o pognali ile sił w silniku w siną dal. Wszyscy na bani.
Jak tylko Gosia Gretek podniesie się po padnięciu ze zmęczenia wstawię zdjęcia i sami zobaczycie jakie byłyśmy fajowe :)
Tymczasem do urlopu pozostał mi dokładnie miesiąc. Nadchodzący tydzień wypełnią mi czynności typu Kopiuj - Wklej, Kopiuj - Wklej....
Kopiuj-wklej, kopiuj-wklej, hę? Brzmi zupełnie jak instrukcja pt. "jak napisać pracę mgr z metodyki" :DD
OdpowiedzUsuń...moja liczba na dziś to 15...