Już za parę dni

27 czerwca 2009



Za trzy dni, 3 godziny i 10 minut też tak będę leżeć i nicnierobić.

Dziś w planach babska impreza, na ramieniu mam malowniczego siniaka, którego będzie widać spod bluzki. Na pytania o pochodzenie siniaka będę odpowiadać, że chłop mnie leje. Bo przecież nikt nie uwierzy, że zrobiłam go sobie... książkami. 

Poza tym mamy pewne wątpliwości, bo organizatorka imprezy zarządziła spotkanie pt. "Wielkie żarcie", a my raczej nastawiałyśmy się na coś w stylu "Kobiety, wino i śpiew". Z naciskiem na wino.

Śpiewam sobie "Podaruj mi trochę słońca", bo ten deszcz mnię już nie eksajtuje.

Majkul and Farrah

26 czerwca 2009

 Jego piosenki z lat 80. były naprawdę fajowskie. Szkoda chłopaka. 

Umówił się pewnie z Farrah Fawcet.

Burza

24 czerwca 2009

Sądząc po pomrukach wydawanych przez Matkę Naturę, zbliża się burza. Dla odmiany.

Powoli wykształcam skrzela i błony między palcami.

Potop, proszę państwa.


Z deka słabo

 

     23 czerwca 2009

Jak w tytule.

Po pierwsze, dziś w pracy prawie popełniłam morderstwo. Naprawdę gotowało się we mnie i para leciała mi uszami i już zastanawiałam się czy udusić czy zagryźć. W obliczu bezmyślności tracę nerwy. A najbardziej na świecie nie cierpię, gdy ktoś nie potrafi przyznać się, że czegoś nie wie lub nie potrafi jakiejś sprawy załatwić, popełnia  błąd, którego naprawienie będzie kosztować innych pracowników czas i nerwy i namolnie przedstawia swój punkt widzenia jako jedyny słuszny. 

Dorka obiecała pomóc mi ukryć ciało. W razie potrzeby. Jeszcze ze dwa takie dni i jej pomoc będzie niezbędna.

Po drugie, dziś odwiedzili mnie trzej panowie - dwóch wystrojonych w arbeity i jeden w garniaku. Postukali, popukali, potupali i stwierdzili, że trzeba kuć. Nie wiem kiedy, nie wiem ile to potrwa, muszą się zebrać i zastanowić. Konsylium, kurde, w sprawie kafli na balkonie.

Po trzecie, składając tacie życzenia dowiedziałam się, że u niego jest 25 stopni i świeci słońce. U nas nadal Kraina Deszczowców. Carramba!

Po czwarte, spać mi się chce.

Dziękuję za wysłuchanie.

Październik

 22 czerwca 2009

Ni z gruchy ni z pietruchy nastał październik. Jak mówi Gretek, może to i dobrze, bo te upały takie męczące były i na długaśnym urlopie człowiek się wynudził jak mops. Takie nas się żarty trzymają. Ze zmęczenia.

Czy Państwo uwierzą, że mam w szafie trzy pary jeszcze nienoszonych japonek, gdyż pogoda na nie jeszcze nie była tego roku sprzyjająca? I nie jest to żart, niestety. 

Kupię sobie kaloszki. Najlepiej w kwiatki lub też w szkocką kratkę, bo takie mi się podobają najbardziej i na lato będą w sam raz.

W pracy jestem na etapie biegnięcia z wywieszonym ozorem. Zamiast delikatnego wyhamowania czerwiec zafundował nam turbo przyśpieszenie. 

No i gadam jak najęta z kandydatami. Szału ni ma. Niestety. Ale nie porzucam nadziei.

Temperatura: 13°C; do urlopu niecałe 9 dni.

Pif paf

 19 czerwca 2009

Zasadniczo i pobieżnie to jestem zmęczona i odliczam.

Poza tym pada deszcz i ma padać przez najbliższy tydzień. I to nie jest fakt napawający mnie jakimś wielkim optymizmem, ale ponieważ jestem zmęczona to nie bardzo wielkie robi to na mnie wrażenie. Zmysły mam przytępione i nie wszystko do mnie dociera.

W pracy z planowanego leniwego czerwca zrobił się czerwcowy sajgon, więc ogólnie rzecz biorąc siedzę w robocie dłużej niż powinnam. I zasuwam. I gadam, gadam, gadam. 

Poza tym dziś obok naszego miejsca pracy oglądaliśmy regularny pościg policji za jakimś młodocianym kandydatem na przestępcę. Co prawda policjanci goniąc go trochę się poprzewracali, ale za to strzelali (serio serio) i w końcu go dopadli. Poobijał sobie najpierw chłopak furę, pojeździł po chodnikach goniąc młode matki, a potem uciekał co sił w nogach. Takie rzeczy dzieją się drodzy państwo na osiedlu H. Dziki Zachód. Powiem szczerze, trochę mnie to, co zobaczyłam poruszyło. Za to nasz Szef Najszefszy okazał się oazą spokoju i skomentował: "Źle sobie wjechał jak uciekał, bo to ślepa ulica jest." I poszedł napić się kawy. Ech, te nerwy ze stali... Zazdraszczam.

A teraz dyskutujemy z Agulem przez GG czy to wstyd iść spać o 21.30... Wstyd czy nie?

Temperatura: 14°C; do urlopu 12 dni.

Weekendu koniec

14 czerwca 2009

Weekend czas zakończyć.

A jutro czas zacząć lokalną wersję "Mam talent".

Niech mnie ktoś przytuli...



Do urlopu niecałe 17 dni.

Czarci pomiot


12 czerwca 2009

Ja nie wiem o co chodzi i jak to się dzieje i czemu, ale przyciągam nawiedzone religijnie osoby (wyznanie nie ma znaczenia). Nie wiem czy mam na pysku wymalowane, że żyję w konkubinacie (a, fe!) i do kościoła nie chadzam (a, fe, a, fe!), ale grunt, że przyciągam.

W zeszłym roku przykleiła się do mnie jakaś kobiecina i głosiła (tylko mi, resztę obecnych w supermarkecie olała), że Chrystus to wszystko przewidział. Nie uściśliła, co to jest to "wszystko" w jej mniemaniu, więc myślę, że chodziło o kolejki do kasy. Nie miałam odwagi spytać.

Dziś zaczepiły mnie dwie panie w niebieskich chustkach (zdobyły sobie już tymi chustkami i sposobem modlenia się i pouczania innych pewną sławę w moim mieście) i od razu uderzyły w teń deseń "Nie noście tych kolczyków*)". Powinnam zamknąć pychol, ale był szybszy ode mnie i wyrzucił "Nie noście tych chustek". W odpowiedzi usłyszałam, że chustki są dobre, a kolczyki nie. A że nie miałam siły na dyskusję, a jej finał z góry znałam, to... zwiałam między półki. Bo te panie dopadły mnie w tym samym supermarkecie, co głosicielka przewidywań Chrystusa z zeszłego roku. Taki supermarket prowadzący działalność wiązaną - zakupy + kolejki + złodzieje rowerów + nauki religijne.

Ja nie pyskuję o ten ołtarz w każde Boże Ciało pod moimi oknami, nie krzyczę o to, że pobliski kościół jest bardzo głośny i jak nie dzwoni to gra albo bimba zegarem (co piętnaście minut), więc bardzo proszę o pozostawienie i mnie w spokoju. Rzekłam.

Wkurzyłam się, no.

Poza tym weekend fajowski, trochę zimnawy i mokry, ale jak się rano kupi dwa kilo truskawek tylko i wyłącznie dla siebie, to dzień nie może być zły.**)

*) ten kolczyk ze zdjęcia tak na ludzi działa
**) zły może być natomiast wieczór, bo dwa kilogramy truskawek tańczą sobie teraz breakdanca w moim żołądku.

Rozkwit

7 czerwca 2009

Kupiłam trzy krzaczki BIAŁYCH róż.

Dziś wykluł się pierwszy pączek.

Czy ja pisałam, że kupiłam BIAŁE róże?



Temperatura: 20°C; do Bożego Ciała 4 dni (niecałe)
6 czerwca 2009

Wczoraj były urodziny Gretka. Tośmy się spotkali, a co! Było jedzenie (Ola, nie jedz tego, to skórki są! - Agul podejrzewała, że zjem oskubane przez nią i odłożone na brzeg talerza skórki z papryki. Nie, nie jadam skórek. Zwłaszcza z brzegu talerza.) - Kasztanu aksamitnym basem zamówił "delikatną pierś z kurczaka", która brzmiała dietetycznie, ale miała mnóstwo (taki eufemizm) niezdrowych dodatków.

Gretek otrzymała od nas odliczacz. Ciekawe czy już go rozkminiła.

Pojawili się też kibice po przegranym meczu i było głośnawo, tośmy się przenieśli na normalne piwo. Zanim wyszliśmy Dominik poszedł do baru zapłacić i konspiracyjnie poprosił Doris "jakby co, to pilnuj mi plecaka...".

Normalne piwo to wg Kasztana Pilsner i tam się chłopak rozluźnił i zamówił sobie kufelek. O pojemności jednego litra. A Ędrju piła drinka z glonami.

W ogóle to w drugiej części spotkania Kasztanu wcielił się w rolę sit-down comedian (bo siedział, nie stał, więc dlatego nie stand-up) i bawił nas dykteryjkami opisującymi wszelkie aspekty życia - od religii po seks i defekację.

W planach mamy piknik.

Mówię Ci, Gretku, super spotkanie, szkoda, że tak wcześnie wyszłaś.

Było mniej więcej tak:

video

Zdjęcia są też tutaj.

A potem przyszedł Rafał i posiedział z nami, a potem jak wyszliśmy to się okazało, że mnie okłamał, jak powiedział, że nie kupił, bo kupił. Jest nowe, czarne, błyszczące i super wypasione. Nowe auto.

Komentarz do wpisu Ginewry

1 czerwca 2009

Oto dlaczego komentarz na blogu Ginewry się nie pojawił. Hasło do wpisania mnie zabiło.




Skąd wiedzieli, że lubię precelki i się na nich znam?!?

Start


1 czerwca 2009

No to zaczynamy kolejny roboczotydzień. Z każdym poniedziałkiem myślę, że nie dożyję lipca, że po prostu zalegnę i zdechnę sobie cichutko.

Weekend był zimny i deszczowy. Cały tydzień ma być podobny. Ciśnienie dziś takie, że przygina do posadzki.

A dziś Dzień Dziecka. Na jednym z blogów przeczytałam, że jakiś maluch na swoje czwarte urodziny dostał laptopa i quada. Między innymi.


Temperatura: 13°C; do Bożego Ciała 10 dni.