czwartek

Tyły


5 listopada 2009

Co tu dużo gadać – nie mam czasu.

Nie mam czasu na blogowanie, które sprawia mi tyle radości. Nie mam czasu ani na czytanie blogów ani na w regularne wstawianie notek u siebie. Bardzo chciałabym to zmienić. Czarno to jednak widzę, przy tej ilości różnych rzeczy do zrobienia w ciągu dnia. Ale nie poddaję się.

Jak zwykle nie wiadomo kiedy zrobiła się totalna jesień – taka z łysymi drzewami i szarymi dniami. Kasztanu jednak mówił, że niedługo będzie lato. Za jakieś pięć miesięcy. Potrafi chłop pocieszyć, nie powiem.

W pracy robię piętnaście rzeczy na raz. I wciąż mam wrażenie, że cos, kurde, miałam zrobić.

Wieczorami dopada mnie głupawka.

Wg Kasztana jedząc jabłko wyglądam jak wiewiórka. Wha'ever.

Byle do wakacji.

niedziela

Żółta niedziela

1 listopada 2009

Wyjątkowo słoneczny ten 1 listopada, więc nie poddaję się tym cmentarnym smutnym nastrojom, tylko cieszę słońcem. Jeszcze z godzinę pewnie, bo potem zajdzie i nastaną ciemności aż do rana.

Poza tym przyjechały do mnie żółte tulipany z samiuśkiego Amsterdamu!

Moje zmęczenie jest coraz większe.

Do przerwy świątecznej – 51 dni. Czas już chyba rozpocząć odliczanie…

sobota

Już się nie martwię


31 października 2009

Coś mi się po wczorajszym popracowym spotkaniu wydaje, że Kasztanu nas chyba trochę lubi. Choć do końca nie wiadomo, bo Martka lała łzy.

Jak Martka cichutko łkała (i polegiwała czołem na stole od czasu do czasu) to zjadła cały talerzyk talarków ziemniaczanych, chociaż zarzekała się wcześniej, że nie jest głodna i nie ma na nie wcale ochoty. Tak więc jeśli idziecie z Martką na piwo, to pilnujcie, żeby nie płakała, bo jak płacze to nieświadomie zjada, co jej się nawinie pod rękę.

Szczerze powiem, że też trochę o płakaniu myślałam.

Agul to nie wiem co myślała, bo Agul jadła, a jak wiadomo "Agul jedzący jest nic nie widzący".

Podsumowując – nie tego się spodziewałyśmy, przygotowane wcześniej taktyki działania i przemowy poszły się przejść.

Poza tym wieczór upłynął nam na dyskusjach o horrorach wszelkich klas oraz na słuchaniu dżezu (wymawiaj: d-żezu). Wykonanie było raczej na pewno bardzo słabe, ale muzycy – gitarzysta oraz klawiszowiec przygrywający na tzw. parapecie bawili się wybornie. O 23.00 z uśmiechami na twarzach spakowali sprzęt i udali się w sobie znanym kierunku. Wszyscy klienci odetchnęli z ulgą i spokojnie powrócili do picia i jedzenia.

Kasztanu, wzruszyłyśmy się wczoraj. Serio serio.

środa

Nie piszę

28 października 2009

Nie piszę, bo nie mam czasu - zasuwam bardzo w pracy i w domu.

Nie piszę też, bo trochę się martwię. Jak się już wymartwię, to coś napiszę. Być może, że nawet będzie to jutro.

Się zobaczy.

sobota

Tak się bawią, tak się bawią dziew-czy-ny!

24 października 2009

Tydzień temu żegnałyśmy stań panieński Kubka.

video

video

poniedziałek

Oj...

19 października 2009

Strzeżcie się!

Girls only

19 października 2009

Tośmy porządziły w sobotę, nie powiem.

Kubek może się już spokojnie szykować do ślubu. Pożegnałyśmy jej stan panieński z honorami. Honory zakończyłyśmy o 4 nad ranem.

Jak tylko Agul zgra zdjęcia to wstawię pełną relację.

Girl power!

czwartek

Ogłoszenie


15 października 2009

Pracujemy sobie grzecznie.

Postanowiliśmy z tej okazji reaktywować Walkę z Wiatrakami.

A w tak zwanym międzyczasie spadł śnieg, który jest fajny - taki mokry, pomieszany z błotem, a na chodnikach mamy kałuże wielkości basenów olimpijskich.

A w Kauflandzie można już kupić bombki na choinkę. Kaufland umożliwia zakupy zapobiegliwym i przewidującym.

Poza tym wszystko OK.

wtorek

Od nowa


13 października 2009

Back to normal, można by powiedzieć.

Zasuwamy w swoich stałych, nieludzkich dla niektórych godzinach (czyli tylko popołudniami i wieczorami) i gębule nam się śmieją, bo fajnie jest mieć Bandę obok siebie nie tylko od święta.

W babskim gronie szykujemy się do wieczoru panieńskiego Kubka, ale o szczegółach napiszę jak już będzie po wszystkim, bo Kubek tu czasem zagląda i by się wydało wszystko przed czasem.

Aha, strasznie zimno na dworze. I pada. I wieje. I zimno do tego. I wiatr. I deszcz.

A jak Kasztanu jest w pracy w koszuli to się do niego łasimy i go chwalimy, że ładny.

Poza tym OK.

sobota

Heh...


10 października 2009

Ale kurde zimno...

I tak szaro...

I pada....

Odbijemy sobie dziś u Ędrju, bo inaczej nas depresja dopadnie.


czwartek

Odpowiednia organizacja


8 października 2009

Jak się okazuje to prawda, że jak się bardzo dobrze zorganizować to w bardzo napięty codzienny grafik można jeszcze upchnąć bardzo wiele obowiązków.

Ciekawe kiedy świat usłyszy wielkie bum, kiedy moja doba pęknie, bo przecież nie jest z gumy. Podobno.

A niektórzy (palcem nie wytknę, ale zaraz po prawej blogi mają i nie jest to Ginewra) kończą długaśne wakacje w sobotę. Nareszcie nie będą się obnosić z nieprzyzwoicie wyspanymi twarzami i nie będą nas nimi wkurzać. Jest sprawiedliwość na tym świecie, ha!

Od poniedziałku pracowy świat powraca do normy. Fajnie, bardzo się cieszymy.

środa

Mięczak


7 października 2009

Jestem mięczak, miętus i jęczybuła.

Zmęczenie sięgnęło zenitu.

poniedziałek

Koniec czyli początek



5 października 2009

Cóż, początek października niezmiennie oznacza dla mnie koniec pracy tylko i wyłącznie biurowo-papierkowej. Początek października oznacza powrót do uczenia czyli początek kursów. Wystarczy doczołgać się do piątku i ... już! Hura!

Poza pracą zrobiło się chłodno, więc przedyskutowałyśmy z Doris kwestie butów i płaszczy na zimę.

Drzewa robią się żółte.

Banda się w sobotę zebrała, ale ja robiłam za miętusa, bo po pierwsze piłam Carlsberga, a po drugie wyszłam z imprezy pierwsza. PIERWSZA. Było ze mną naprawdę źle ze zmęczenia. I ominęła mnie interwencja sąsiadki AniKa, bo ponoć Banda wymyśliła jakiś nowy głośny konkurs.

Do przerwy świątecznej: 78 dni.


Temperatura: 6 °C

niedziela

Celebrity Collage by MyHeritage

http://www.myheritage.com/collage

MyHeritage: Celebrity Collage - Vintage images - Family search

piątek

Słów kilka


2 października 2009

I się październik zrobił. No i całe szczęście, bo to oznacza, że za tydzień moje życie w pracy wróci do normy. Godziny pracy staną się znów w miarę regularne, a może nawet dam radę odpocząć. Poza tym nareszcie zrobi się tłoczno i, mam nadzieję, wesoło. Oraz znów zacznę robić to, na czym się znam najlepiej i co umiem robić, więc czas przestanie się tak okropnie dłużyć.

Mam nadzieję powrócić aktywnie do śledzenia blogów, na co kompletnie nie mam teraz czasu i co mnie wkurza i napawa smutkiem. Ale nadrobię, nadrobię stracony czas.

Tymczasem, lub bardziej po staropolsku natenczas, czeka mnie bardzo pracowita sobota plus fiesta u AniKa. Dam radę, bo co nie mam dać. Girl Power w końcu, nie?

A rano jest już bardzo zimno i jak wysikuję sukę to marzną mi paluszki.

wtorek

Przyszła, kurde

29 września 2009

Przylazła jesień, kurde. Z deszczem.

Zimno nam i pijemy herbatę malinową.

sobota

Biegnę se

26 września 2009

No zasuwam ja, zasuwa świat i czas też zasuwa. Odkrywcze.

Ze zmęczenia się trochę posmarkałam, ale już mi nawet przeszło.

Za dwa tygodnie nastąpi powrót do rutyny i "normalności", co mnie cieszy wielce. Nie cieszy mnie fakt, że wieczory i poranki już mgliste i zimne, a dni coraz krótsze. Ale cieszy mnie jesienne słońce, więc nie narzekam. A od wtorku ma być zimno i deszczowo. I wtedy zacznę jęczeć.

Poza tym dzięki Twitterowi poznałam chłopaka z Brazylii, który ma identycznie jak ja na nazwisko (tak, w żeńskiej formie ma to nazwisko) i jestem prawie w stu procentach pewna, że nie jesteśmy rodziną, ale co mi szkodzi myśleć, że znalazłam kuzyna? Kuzyn zna kilka wyrazów po polsku w tym takie jak na przykład "gówno". Dziadek go nauczył.

I tak oto sobie ten świat zasuwa.

Aha. Nie podziękowałam jeszcze Bandzie za spotkanie w sprawie moich urodzin. Kocham Was :)

środa

Agul

23 września 2009

Agul jedzący jest nic nie widzący :)

Relacja niemal bezpośrednia

23 września 2009

Banda się spotkała.

sobota

Wczoraj


19 września 2009

Fotorelacja jest tu.

Doris (i Tato Doris*), Agulu, Martko i Gretchen (oraz Mała Martko**) - dziękuję!

Wzruszyłam się, naprawdę.

Chociaż fisiowałyście od tygodnia i wiedziałam, że coś szykujecie, nie spodziewałam się czegoś tak super!

*Doris zaangażowała własnego ojca do pomocy przy produkcji papierowego kwiatka
** Mała Martka kolorowała litery

czwartek

Przegląd tygodnia


17 września 2009

Nie wiem jak i nie wiem kiedy prawie minął kolejny tydzień. Tydzień, który przyniósł Kropkową Zosię.

Poza tym nie piszę za wiele, bo nie chcę przynudzać - jestem zmęczona, dużo pracuję i takie tam, bla bla bla.

Chciałam zorganizować babski wieczór z winem i szukałyśmy wolnego terminu i padło na grudzień - jakież to budujące... jak się w grudniu spotkamy i do tego wina dorwiemy, to ja nie chcę nawet myśleć co się będzie działo. Już na samą myśl mam kaca.

Poza tym ona tu jest.

Jesień. Ponoć zaczyna się mimozami.

poniedziałek

Ważny news

14 września 2009

Hej, Bando! Kropkowa Zosia już JEST!

niedziela

Wiadomość z ostatniej chwili

13 września 2009

Jesień przyszła.

piątek

Demotywator


11 września 2009

Demotywatora od wczoraj NIE MA!

Nie opiszę jak do tego doszło, bo było to bardzo nieprzyjemne, a pod koniec stało się widowiskowe jak w jakimś serialu telewizyjnym.

Dziś idę do pracy uśmiechnięta.

Udanego piątku!

wtorek

Bez zmian


8 września 2009

U mnie bez większych zmian. Zasuwam.

Ze zmęczenia się chichramy nerwowo. Dziś też się chichrałam, Agul spojrzała na mnie z niepokojem i rzekła: Daj spokój, jest dopiero wtorek.

Ze zmęczenia zanika mi mózg i tworzę wyrazy takie jak "kultÓrowe". Jak się taki wyraz zobaczy we własnym wykonaniu, to znów się człowiek chichra i łzawi do tego.

Aha, chyba demotywator zniknie. Trzymajcie kciuki.

Poza tym w biurze jest czterech nowych facetów są piękni i miętcy jak kaczuszki. Mają piękne imiona: Teodor (mój), Stefan (Gretka), Zbycho (Agula) i Broniu (Doris). Siedzą nam na biurkach i są fajni. Jesteśmy nimi zachwycone, a nasz zachwyt opisał nawet szef w mailu do administracji firmy. Znaczy i szef zauważył, że źle z nami.

Troszkę też fisiujemy na Facebooku, a szef wykazuje zainteresowanie truskawkami Doris.

To tyle z wariatkowa.

Pozdrawiamy.