
No i jakoś tak nie wiadomo kiedy zrobił się marzec.
I zrobiło się cieplej. I wyszło słońce. Bardzo mnie to cieszy, wywołuje jednak niepokój w temacie "Garderoba wiosenna". Już robię listę rzeczy, które muszę/chcę sobie kupić. A potem wykreślam i zostawiam tylko to, na co mnie będzie stać. Oszczędzanie mode: on.
No i jestem zdechła od rana - zmęczenie wiosenne mnie chyba już dopadło. Muszę kupić jakieś witaminy albo lecytynę albo coś. Albo Martini. Martini, tak.
Wybieram laptopa, ale opornie mi to idzie. Kolor obudowy jest równie ważny co pojemność dysku, czyż nie?

O masz jedną moja ulubjoną piosęke w dżjukboksie.
OdpowiedzUsuńWiosna sie pszekomaża. Pszeczotważa. Pszeistotnia się. Zaras zobaczysz.
Posdrawiam,
Boraks.
I ja również, przepraszam ruwnierz posdrawjam ;)
OdpowiedzUsuńZamiast Martini polecam Martkę. Zawiera żelazo i czystą energię. A na dodatek może Cię odwieźć po pracy do domu!
OdpowiedzUsuńChociaż odwożenie do domu przez Martkę, w przeciwieństwie do energii i żelaza, nie zawsze musi Ci wyjść na zdrowie.
OdpowiedzUsuńNa razie Martka wychodziła mi jedynie na zdrowie.:)
OdpowiedzUsuńPoza tym Martce spadło ostatnio żelazo, więc nie wiem czy się podzieli tym co jej zostało. Na palec jej spadło.
Wielki plus za kawałek w Jukeboksie. Szacun na dzielni!
OdpowiedzUsuńKolor obudowy jest ważniejszy niż pojemność dysku ... tego pierwszego nie da się łatwo zmienić, to drugie można bez trudu :)
OdpowiedzUsuńZikanen, dzięki za wsparcie! Tego było mi trzeba!
OdpowiedzUsuń