
13 listopada 2007
"Nieeeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!!!Mamo, nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee, ja nie chcęęęęęęęęęęę!!!!!!" darło się dziecięce gardło na korytarzu. 6 par przerażonych i zdziwionych oczu podniosło się znad książek i spojrzało na mnie wyczekująco.
Uśmiechnęłam się blado.
Studenci: Co się tam dzieje? Kogoś tam mordują?
Ja: Nie, obok mają zajęcia pięciolatki.
Studenci: Pięciolatki? O tej porze? (była prawie 19.00). Powinni teraz wieczorynkę oglądać.
Ja: No, tak. Na prośbę rodziców tak późno są te zajęcia, żeby zdążyli wrócić z pracy i przywieźć dzieci na lekcję.
Studenci: Acha.
Przeraźliwy ryk nie ustawał. Jedna z kursantek spytała czy może wyjść nalać sobie wody. Nie ma sprawy.
Studentka (po powrocie z wyrazem autentycznego szoku na twarzy): Oni tam mają otwarte drzwi. Tam jest tylko czworo dzieci, rysują sobie spokojnie, śpiewają, a jedna się drze.
No cóż, ja też pewnie bym się darła, że chcę do domu. Wszystkie dzieciaki w wieku podstawówkowym, które przychodzą do nas na lekcje, zasuwają po 12 godzin na dobę. Oprócz angielskiego mają:
a) tańce
b) łyżwy
c) karate
d) aikido
e) zajęcia w kościele
f) inne zajęcia, które wpadną do głowy rodzicom
Wstają o 7 rano, kończą robotę o 20.00.
Na ich miejscu też bym się darła.