
4 stycznia 2007
Otóż mam dla was zagadkę.
Oto ona: Pewna Ola robi zakupy w supermarkecie. Po wyłożeniu niewyobrażalnej ilości artykułów na taśmę kasy odkłada własne osobiste rękawiczki na bok tak, aby nie przeszkadzały w pakowaniu jedzenia do siat. Po uiszczeniu rachunku Ola postanawia oddalić się z zakupami, co bez zastanowienia czyni. Po kilku sekundach Ola przypomina sobie, że "na boku" zostawiła rękawiczki i postanawia po nie wrócić. Rękawiczki znikają, wyparowują, dematerializują się. Ponieważ Ola bywa "zakręcona" przychodzi jej na myśl, że może rękawiczki władowała do którejś z siat i czekają one tylko na powrót do domu i uwolnienie spod ciężaru puszek, słoików i paczuszek. Ola wraca do domu i ku jej rozpaczy zauważa, że rękawiczki ją opuściły (prawdopodobnie na zawsze).
Pytanie: Gdzie odnalazły się rękawiczki Oli?
Odpowiedź: Ola jest zmartwiona, gdyż przez dwa najbliższe dni wszystkie sklepy będą zamknięte, a na dworze zapanował mróz, więc pewne jest, że łapki Oli będą marzły, bo nie ma innych rękawiczek.
Po upływie dwóch dni Ola postanawia udać się do supermarketu i zakupić jakieś byle jakie "badziewne" rękawiczki, tylko po to, żeby jej łapki nie zamarzły do czasu kiedy kupi sobie jakieś bardziej fajowskie. Ola udaje się na stoisko z "odzieżą" i postanawia pogrzebać w koszu z najtańszymi rękawiczkami. Niestety, są one paskudne z racji obrzydliwych ozdób, Ola jest więc bardzo smutna. Nagle oczom Oli ukazuje się rąbek miłej białej wełenki. Ola postanawia wygrzebać to coś białego. Ciągnie, ciągnie z mozołem i wyciąga.... swoje własne rękawiczki! Na szczęście ulubiony supermarket Oli nie nadał im jeszcze ceny.
Wniosek: W supermarkecie wcisną nam wszystko, nawet używane, przybrudzone i lekko nadprute rękawiczki.