
Tak się zastanawiam czemu jestem taka pyskata i tak łatwo wystawiam pazury. Niech no tylko ktoś delikatnie wtryni się na mój prywatny teren, a już syczę. I po kim ja to mam?
Przyszła wiosna i zainaugurowałam użycie apaszek. Dziś zestaw amarantowo-limonkowy. Koledzy z pracy przypuszczali, że pod apaszką coś ukrywam (że na szyi czyli).
Może by tak jutro zrobić premierę obcasów...?

Powróciłem do blogerstwa, przeto i komentuje.
OdpowiedzUsuńApaszka jest różowa po prostu. A nie żadna ama... cośtam. Ale ładna w sumie.
W sumie jest jednak ama...cośtam :P A ta zielona jst limo...cośtam :)
OdpowiedzUsuńlimo...cośtam to taki fioletowy? ;)
OdpowiedzUsuńLimo? Tak, podbite limo jest fioletowe ;)
OdpowiedzUsuńPo mojemu też różowa. Ale faceci się ponoć nie znają. Ja tam wolę po staremu - śliwka to owoc, a granat - narzędzie zbrodni :)
OdpowiedzUsuńOpcasy są fajne.
OdpowiedzUsuń