Podróż moich nie-marzeń...


12 wrzesnia 2006

Dzis miałam nieprzyjemnosć jechać pociągiem. Podróż miała zająć 15 minut. Jechałam półtorej godziny. Lubię przygotować się do przejażdżki zawczasu, sprawdziłam zatem rozkład jazdy w Internecie. Hm, cóż, okazało się (gdy wchodziłam na "dworzec"), że rozkład jazdy w Internecie i rozkład jazdy na tablicy, która wisi na scianie "dworca" to nie to samo. Oczom mym ukazał sie tył pociągu. Tego, którym zamierzałam jechać. Pani z okienka kasowego miała zupełnie inne dane dotyczące czasu odjazdu pociągów. Dzięki temu spędziłam kupę czasu na "dworcu" siedząc na resztce jakiegos rusztowania, za mną malowniczo rozposcierała sie kałuża gęsta od petów.
Wyraz dworzec jest w cudzysłowie, bo to cos w moim pięknym miescie jest straszne i wybaczcie dosadnosć stwierdzenia - smierdzi moczem. Acha, i nie ma ani jednej ławki. I jest brudny. Zegara też nie ma. Nie korzystajcie z niego, jesli nie musicie.

1 komentarz:

  1. Brak zgodności rozkladow online z rozkładami tradycyjnymi to chyba jakas plaga ogólnopolska. Smiem tak twierdzić po ostatnich przezyciach na dworcu pks w Krakowie. Raz chcialam sie dostac do Krzeszowic, drugi do miejscowości o nazwie Korzkiew. W obu przypadkach pksów niet, choc internet mówi cos innego. Stracony czas, nerwy i zepsute dwa weekendy - oto ogólny bilans.
    Rozumiem Cie aż nadto dobrze.

    OdpowiedzUsuń

A bardzo proszę, wyrzuć to z siebie.