Długoweekendowo

11 listopada 2008

Po wczorajszym spotkaniu z Bandytoma stwierdzam, że każdy gospodarz imprezy cierpi na syndrom Czemu-Wy-Nic-Nie-Jecie?, który ustępuje jak ręką odjął po wyjściu gości.

Zostałyśmy z Agiem ochrzczone mianem "Ale czuby" tylko dlatego, że wiedziałyśmy jak robi koń. I to równocześnie. Wielkie mi rzeczy...

Nowicjuszki okazały się nie w ciemię bitymi mafiozkami.

Widok Martki tańczącej z radości - bezcenny!

A dziś za oknem piękny listopadowo-niepodległościowy dzień. I aż nie chce mi się nawet myśleć o tym, że od jutra zaczyna się zwykła codzienność. Jak dobrze, że po trzech dniach pracy nadejdzie z utęsknieniem oczekiwany weekend.

Zupełnie niechcący zauważyłam dziś, że drzewa są już prawie łyse. A do przerwy świątecznej zostało jedynie 40 dni... Zaczynam odliczanie.

Byle do wiosny!

2 komentarze:

  1. chciałam tylko powiedzieć, że święta Łuca dnia przyrzuca, a to już 13. grudnia, lalala :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochana, toż to miód na me serce :D Dzięki wielkie!

    OdpowiedzUsuń

A bardzo proszę, wyrzuć to z siebie.