
Po spożyciu pysznych pierogów z kapustą i grzybami z Transoceaniczną Beatką doszłyśmy do wspólnych wniosków, że słowiańska dusza to jest to, co liczy się najbardziej. Pomogło nam w tym piwko, ale tylko trochę.
Z dobrych wieści - Kasztanu szczęśliwie powrócił z krainy gdzie dzięcielina pała. Żywy i najedzony.
A jeszcze Wam powiem, że byłam obejrzeć "Mrocznego rycerza" i bardzo mi się podobał - szczególnie Joker w wykonaniu Heatha Ledgera, ale cała reszta też OK. Ale nie piszę o tym, bo wyprzedził mnie Marcinuz.
Z takich sobie wieści - pomimo upału poranki zwiastują już nadchodzącą jesień.
Z wiadomości żadnych - piwo z sokiem imbirowym to nie jest jednak to, co najbardziej smakuje nam w lecie.
Zazdroszczę tym, którzy mają wakacje.... Ja jestem garbata od siedzenia przy komputerze. Taka przygięta do ziemi Babcia Oleńka. Budujące.
Piwo z sokiem imbirowym to zdecydowanie nie to. I nigdy TEGO nie zastąpi :P
OdpowiedzUsuń...jak coś mi planów nie pokrzyżuje, to odwiedzę Babcię Oleńkę w pracy i sprawdzę, jaka ona przygięta do ziemi :D
I ja odwiedzę. Dzisiaj chyba nawet. W razie potrzeby, poniosę babuleńce siatki z zakupami i przeprowadzę na drugą stronę ulicy.
OdpowiedzUsuńDziękuję Wam, chłopcy... Dobre z Was dzieci...
OdpowiedzUsuń