
Lato jest zaraźliwe
Girl power!
26 czerwca 2008
Męskie szowinistyczne świnie zapewniam, że to, co zobaczą za chwilę, to jedynie niechlubny wyjątek. Z wyjątkiem tej pani my, dziewczęta, jesteśmy zajefajne!
I co jescze?

26 czerwca 2008
Bardzo zmęczona (bo ja ostatnio jestem tylko zmęczona, ledwo żywa, wygnieciona i rozwalcowana - jeszcze 6 dni i odpocznę), tak więc bardzo zmęczona robiłam sobie szybkie zakupy w moim najulubieńszym supermarkiecie. Błędnym wzrokiem omiatałam półki, skręcałam nie w te alejki, w które powinnam, gdy nagle dotknął mnie czyjś chłodny palec. Palec należał do kobiety, której wzrok zdradzał przynajmniej częściowy brak kontaktu z rzeczywistością - tą tu i teraz.
Właścicielka palca spojrzała na mnie z niesmakiem, na moje pracowe ciuchy w tonacji black and white i donośnym głosem poinformowała mnie wykonując przy tym zamaszysty ruch ręką:
-Matka Boża wszystko to przewidziała. Wszystko dzieje się tak, jak przewidziała!
I podreptała do następnej ofiary.
Hm... Niesamowite. Przewidziała gigantyczne kolejki w supermarkecie Kaufland w Tychach w dniu 25 czerwca 2008 około godziny 15.30.
Bardzo zmęczona (bo ja ostatnio jestem tylko zmęczona, ledwo żywa, wygnieciona i rozwalcowana - jeszcze 6 dni i odpocznę), tak więc bardzo zmęczona robiłam sobie szybkie zakupy w moim najulubieńszym supermarkiecie. Błędnym wzrokiem omiatałam półki, skręcałam nie w te alejki, w które powinnam, gdy nagle dotknął mnie czyjś chłodny palec. Palec należał do kobiety, której wzrok zdradzał przynajmniej częściowy brak kontaktu z rzeczywistością - tą tu i teraz.
Właścicielka palca spojrzała na mnie z niesmakiem, na moje pracowe ciuchy w tonacji black and white i donośnym głosem poinformowała mnie wykonując przy tym zamaszysty ruch ręką:
-Matka Boża wszystko to przewidziała. Wszystko dzieje się tak, jak przewidziała!
I podreptała do następnej ofiary.
Hm... Niesamowite. Przewidziała gigantyczne kolejki w supermarkecie Kaufland w Tychach w dniu 25 czerwca 2008 około godziny 15.30.
Agul się sprężył

25 czerwca 2008
Agul sprężył się, przywlókł aparat i można wszystko zobaczyć tutaj.
A tak na przyszłość - wyrwijcie jej następnym razem aparat z łapek zawczasu - 70 zdjęć napstrykała!
Prawie wakacje

Jak tylko Agul się spręży to pokażę Wam jak wyglądają dziewczyny-kibicki futbolu. I Kasztan w otoczeniu dam. I niewirtualny, nietekturowy Rafał. I Ruba z Magdą tarzające się po dywanie w stanie trzeźwym (!). I w ogóle jak wygląda nasza banda w weekend.
Tylko musi się sprężyć :)
Poza tym bez zmian poza upałem i pięciominutową burzą.
Byle do wakacji.
Tylko musi się sprężyć :)
Poza tym bez zmian poza upałem i pięciominutową burzą.
Byle do wakacji.
10 dni. I pół.
PS Impreza była suuuuuper, nażarłam się na tydzień do przodu (Pampuuuuchi). I nawet sąsiad nie przyszedł nas odwiedzić :)
:(
Fingers crossed
Myśl perspektywicznie

Siedzę sobie grzecznie w pracy i klepię w komputer. Do mojego pokoju wchodzi mój Boss.
Boss: Olu, ilu egzaminatorów potrzeba do ustnego egzaminu Telc na poziomie A1?
Ja: Może być tylko jeden.
Boss: Acha... (i odszedł w nieznane)
5 minut później.
Boss: Olu, a jak się zdaje ustny na poziomie A1? W parach?
Ja: W czwórkach.
Boss: Acha... (i odszedł w siną dal).
5 minut później.
Boss: Olu, bo będziemy mieć 240 osób do przeegzaminowania.
W tym momencie lekko się zgrzałam...
Boss: Trzeba będzie nowe osoby wyszkolić na egzaminatorów.
No, tu się zdecydowanie zgadzam - na razie jest nas tylko dwie :/
Boss: Ale tylko połowa z tych osób będzie angielski zdawać.
Trochę lepiej, ale dalej jestem zgrzana. Na urlop chcę iść, a nie egzaminować!
Ja: Na jeden dzień nie powinnyśmy mieć więcej niż 6 takich czwórek, bo się zajedziemy.
Boss: No tak, tak. (i udał się w sobie jedynie znanym kierunku).
5 minut później.
Boss: Olu, ja z Wami osobne umowy na ten egzamin podpiszę, to sobie dorobicie trochę.
Dzięki, o Panie! Myślałam, że to w ramach wolontariatu, hehe (śmiech sarkastyczny, słyszycie?) Dalej jestem zgrzana i zaniepokojona tymi 120 osobami.
5 minut później.
Boss: Ale to, Olu, dopiero w 2010 roku.
Ręce i nogi się uginają... I co mnie straszysz?!?
Dla wyjaśnienia: Nieznane, Sina dal oraz Sobie jedynie znany kierunek to pokój szefa. Ale niekoniecznie i nie zawsze. Czasem tam się udaje, a znajdujemy go zupełnie gdzie indziej.
Nasz szef podczas myślenia dużo spaceruje. Tzn. drepcze.
Takie dreptanie zawsze nas niepokoi - wiadomo, że drepczący Boss za moment wpadnie na jakiś dziki pomysł... Którego wykonawcami będziemy my, jego pracownicy.
Oj, nie będziesz ty już panienką, nie będziesz...

Wczoraj byliśmy na ślubie i weselu Magdy i Łukasza. Mogłabym napisać dłuuuuuuuugaśną notkę o tym cośmy jedli, cośmy pili, jakie tańce były hitem wieczoru i czy panna młoda miała ładną suknię, ale podsumuję imprezę następująco:
1. wcale nie boli mnie głowa - jestem tylko trochę niewyspana
2. z zasad zachowania się na weselu, które zostały rozmieszczone na stołach, najbardziej przypadły mi do gustu te o nr 7 ("Zabrania się rzucania kwiatów w kierunku młodej pary, jeśli znajdują się one nadal w wazonie.") oraz 13 ("Dla osób, które nie znajdują żadnego powodu do śmiechu wisi lustro w korytarzu.").
3. na weselu byłam w butach, w których można tańczyć całą noc, ale chodzić w nich się nie da (dziwne...)
Reasumując - impreza była SUPER! Obyło się bez badziewnego tłuczenia panny młodej łyżkami po głowie, obleśnych zabaw i innych takich.
Wszystkiego najlepszego, kochani!
Smacznego
Może być gorzej?

9 czerwca 2008
Sparzyłam sobie dupsko na solarium, ale nie całe i z tyłu wyglądam jak flaga narodowa - przy następnym meczu naszej reprezentacji wystawię tyłek przez okno, nikt się nie pokapuje, że to nie flaga z Tyskiego.
A na dodatek na spacer zaprosił mnie dziś sąsiad z dołu. Lat 11.
Dobra, to był tylko pretekst - chciał się spotkać z moim psem, a nie ze mną. A ja z nimi poszłam, a raczej wlekłam się z tyłu, bo na mnie nie zwracali uwagi zajęci sobą.
Ależ nisko upadłam....
Sparzyłam sobie dupsko na solarium, ale nie całe i z tyłu wyglądam jak flaga narodowa - przy następnym meczu naszej reprezentacji wystawię tyłek przez okno, nikt się nie pokapuje, że to nie flaga z Tyskiego.
A na dodatek na spacer zaprosił mnie dziś sąsiad z dołu. Lat 11.
Dobra, to był tylko pretekst - chciał się spotkać z moim psem, a nie ze mną. A ja z nimi poszłam, a raczej wlekłam się z tyłu, bo na mnie nie zwracali uwagi zajęci sobą.
Ależ nisko upadłam....
Podolski, Klose, Roger, Leo a na koniec melanż
9 czerwca 2008
No i wtopili nasi wczoraj, niestety, nie pomogły flagi w oknach, ani trzymanie kciuków. Może następnym razem nie wtopią, bo flagi wciąż wiszą.
A na forach wrze dyskusja kto jest Polakiem - Podolski, Klose, Roger (którego nazwiska komentatorzy nawet nie próbowali wymawiać) czy może Leo (którego nazwiska nie umie wymówić nasz Prezydent). Jak by to miało jakiekolwiek znaczenie dla wyniku wczorajszego meczu, który już się stał i się nie odstanie. A nawet wtedy kiedy się dział ten mecz - czy miało to jakiekolwiek znaczenie?
A pod spodem wstawiam film o tym jak można wyglądać po melanżu, jak się rzecz jasna przesadzi.
A na forach wrze dyskusja kto jest Polakiem - Podolski, Klose, Roger (którego nazwiska komentatorzy nawet nie próbowali wymawiać) czy może Leo (którego nazwiska nie umie wymówić nasz Prezydent). Jak by to miało jakiekolwiek znaczenie dla wyniku wczorajszego meczu, który już się stał i się nie odstanie. A nawet wtedy kiedy się dział ten mecz - czy miało to jakiekolwiek znaczenie?
A pod spodem wstawiam film o tym jak można wyglądać po melanżu, jak się rzecz jasna przesadzi.
Fragment erpeańskiego filmu dokumentalnego z (chyba) 1974 roku pt. "Animals are beautiful people", który w całości polecam, bo fajny.
Podróż do środka Polski

2 czerwca 2008
W weekend, który właśnie śmiał się skończyć, drużyna okrojona o jednego wojownika wyruszyła w podróż do samego centrum kraju.
Tym razem środkiem transportu był zielony stwór, a jego operatorem Gosia zwana Gretkiem.
W podróży niewiele się działo oprócz odwiedzin w barach z domowym jedzeniem (aaaaa, nażartek!).
W centrum kraju było bardzo zimno wewnątrz i bardzo gorąco na zewnątrz (i wcale nie dlatego, że w ruch poszła klimatyzacja), tak tam jest i już.
W centrum kraju spędziłyśmy popołudnie, noc i poranek w wielkim lesie.
W centrum kraju szłyśmy wzdłuż gorącej asfaltowej drogi brodząc w piachu, żeby uwolnić trzech niemałych Henryków ;), co więcej Gretek w tym celu w jedną stronę podskakiwała, a w drugą pognała jak Struś Pędziwiatr.
W nocy nie dało spać, bo my jesteśmy dziewczyny wychowane w miastach (trzech różnych) i w nocy było dla nas stanowczo za ciemno i za cicho, a rano ptaki darły się zdecydowanie za głośno.
Zapomniałabym na śmierć wspomnieć, że na ziemi łódzkiej miałyśmy branie ;) - w samej Łodzi ze strony chłopaków w biało-rdzawej furgonetce. Marta i Gosia zwróciły szczególną uwagę na młodzieńca wystrojonego w porażającej urody skarpetki, które prezentował opierając kopytka o deskę rozdzielczą wspomnianej furgonetki.
W drodze powrotnej przykułyśmy uwagę grupy czterech młodych autochtonów, jeden z nich paradował w barze, w którym jadłyśmy obiad, z obnażonym torsem i brzuszyskiem dużo i głośno rozmawiając przez komórkę sporych rozmiarów. Młodzieńcy chcieli wybrać się razem z nami w podróż na południe, jednak po naszej stanowczej odmowie ("Raczej, kurde, nie") wsiedli w swojego niegdyś błyszczącego czerwonego bolida 126p o pognali ile sił w silniku w siną dal. Wszyscy na bani.
Jak tylko Gosia Gretek podniesie się po padnięciu ze zmęczenia wstawię zdjęcia i sami zobaczycie jakie byłyśmy fajowe :)
Tymczasem do urlopu pozostał mi dokładnie miesiąc. Nadchodzący tydzień wypełnią mi czynności typu Kopiuj - Wklej, Kopiuj - Wklej....
W weekend, który właśnie śmiał się skończyć, drużyna okrojona o jednego wojownika wyruszyła w podróż do samego centrum kraju.
Tym razem środkiem transportu był zielony stwór, a jego operatorem Gosia zwana Gretkiem.
W podróży niewiele się działo oprócz odwiedzin w barach z domowym jedzeniem (aaaaa, nażartek!).
W centrum kraju było bardzo zimno wewnątrz i bardzo gorąco na zewnątrz (i wcale nie dlatego, że w ruch poszła klimatyzacja), tak tam jest i już.
W centrum kraju spędziłyśmy popołudnie, noc i poranek w wielkim lesie.
W centrum kraju szłyśmy wzdłuż gorącej asfaltowej drogi brodząc w piachu, żeby uwolnić trzech niemałych Henryków ;), co więcej Gretek w tym celu w jedną stronę podskakiwała, a w drugą pognała jak Struś Pędziwiatr.
W nocy nie dało spać, bo my jesteśmy dziewczyny wychowane w miastach (trzech różnych) i w nocy było dla nas stanowczo za ciemno i za cicho, a rano ptaki darły się zdecydowanie za głośno.
Zapomniałabym na śmierć wspomnieć, że na ziemi łódzkiej miałyśmy branie ;) - w samej Łodzi ze strony chłopaków w biało-rdzawej furgonetce. Marta i Gosia zwróciły szczególną uwagę na młodzieńca wystrojonego w porażającej urody skarpetki, które prezentował opierając kopytka o deskę rozdzielczą wspomnianej furgonetki.
W drodze powrotnej przykułyśmy uwagę grupy czterech młodych autochtonów, jeden z nich paradował w barze, w którym jadłyśmy obiad, z obnażonym torsem i brzuszyskiem dużo i głośno rozmawiając przez komórkę sporych rozmiarów. Młodzieńcy chcieli wybrać się razem z nami w podróż na południe, jednak po naszej stanowczej odmowie ("Raczej, kurde, nie") wsiedli w swojego niegdyś błyszczącego czerwonego bolida 126p o pognali ile sił w silniku w siną dal. Wszyscy na bani.
Jak tylko Gosia Gretek podniesie się po padnięciu ze zmęczenia wstawię zdjęcia i sami zobaczycie jakie byłyśmy fajowe :)
Tymczasem do urlopu pozostał mi dokładnie miesiąc. Nadchodzący tydzień wypełnią mi czynności typu Kopiuj - Wklej, Kopiuj - Wklej....
Subskrybuj:
Posty (Atom)