21 grudnia 2008
Już za chwilę święta
Dziwny tydzień na szczęście już się kończy. Tydzień, który przyniósł nam pierwsze objawy kryzysu. Oby sytuacja była jedynie przejściowa i krótkotrwała.
Gretek przeżyła falę PH (nie mogę napisać 'pecha", bo Agul mówi, że nie wolno, bo to przynosi pecha) - śmierć kliniczną renówki i telefonu, zatkanie flaków w pralce i perspektywę świąt bez mamy. Plus pacyfikację teściowej. Mam nadzieję, że wyczerpałaś limit niemiłych zdarzeń na najbliższy rok, Gretchen.
W domu okazało się, że najlepsza pozycja to pozycja kolankowo-łokciowa. Do mycia podłóg.
Zakupy świąteczne robiłam już 4 razy. Została mi ostatnia tura, którą mam nadzieję załatwić na targu, żaden supermarket nie obejrzy mojej gęby aż do 27 grudnia.
Idę się zrelaksować w wannie. A potem obejrzę "Love actually". A potem może "Bridget Jones's diary" - po raz 324.
Miłego wieczoru, cokolwiek robicie, gdziekolwiek jesteście.
Już za chwileczkę, już za momencik...
18 grudnia 2008Widziałam reklamę robota kuchennego na jakimś kanale telezakupowym. Zachęcić klientów do nabycia owego ustrojstwa ma fakt, iż mieli on pustaki na pył. Po co mielić pustaki w mikserze? Na pył? Ktoś wie?
Poza tym nic ciekawego - Kubek jadła ze swoją grupą na zajęciach sałatkę śledziową, ta się ma dobrze. I dostała pierniczki. Ja za to obejrzałam z jedną moją grupą "The dark knight", he!
Kasztanu szykuje się do podróży.
Martka wypucowała Ibizkę.
Ja zrobiłam w kierunku świąt NIC. Nic robi się trudno i jest czasochłonne.
Codziennie jemy z Agulem bałwanki tudzież mikołaje. Z tym pysznym nadzieniem.
Zostały niecałe dwa dni :) do szesnastodniowej laby. Dam radę. Chyba...
Ostatnie podrygi
16 grudnia 2008Resztkami sił czołgamy się ku przerwie świątecznej.
Martka tak ostatnio nie spała bardzo, że w niedzielę musiała nadrobić to z nawiązką - spędziła w objęciach Morfeusza całe 16 godzin.
Zanim to zrobiła, poszliśmy na pracową Wigilię i ku naszemu zaskoczeniu było... bardzo fajnie! Krótko, zwięźle i wesoło. Martka opowiedziała nam o krewetkach i łososiu z "tym". Nie wiemy co to jest "ten". Martka też nie wie, jedyna pewna rzec, że "ten" jest zielony.
A David to jest mega gość - przyjechał znów z Gliwic, żeby sobie z nami po prostu trochę posiedzieć. Proponuję nadać mu honorowe członkostwo w bandzie. Pamiętacie jak przytoczył się autobusem, żeby wypić z nami piwo? Wieku mu nie wypominam, ale wiecie sami... raczej powinien być kumplem moich rodziców niż moim. Z racji tego wieku właśnie.
A jeszcze dodam, że Martka tak się wyspała, że się zupełnie rozkojarzyła i zostawiła niechcący w pracy laptoka. Ech, Martka, ty tyle nie śpij kobieto! I przyślij zdjęcia z Wigilii.
A na Gretka spadły plagi egipskie w ilości miliona. Zepsulo jej się auto prawie, że w lesie i w tym samym momencie wysiadł telefon. Wydawszy nieco kasy, doprowadziła auto do stanu używalności i kupiła nowy telefon.
Agul jest kochana tak ogólnie. Ale dziś była kochana jeszcze bardziej.
Ja: Takie zmarszczki wokół oczu od śmiechu to fajne są.
Agul: No, fajne. Ty masz takie!
Dzięęęęęęki. Zbieraj na botoks dla mnie i mów mi mamo.
Prawdę mówiąc szczerą absolutnie, to podobają mi się ładne zmarszczki u ładnych kobiet. Ale u mnie nie! Ja nie mam zmarszczek żadnych! Ja mam 17 lat dopiero, skąd zmarszczki! Buuuuuuu!
Szykuję się doświąt nieśpiesznie, chociaż tłumy ludzi w sklepach mnie przerażają. Znów mam wizję kataklizmu, głodu, apokalipsy! Ok, na święta jestem w 100% niegotowa. W domu mam brudno, przez okna nie widać nic, nie kupiłam ani pół prezentu, choinka jest tylko w sferze marzeń. Jeść będziemy światło z lodówki.
Zostały tylko 3 dni...
List do Ginewry
13 grudnia 2008
Droga Ginewro!
Droga Ginewro!
Jeżeli w chwili zwątpienia nie będzie mnie w pobliżu, wybierz którąś z poniższych piłeczek i rzuć w swoją własną stronę. Ty wiesz czemu i po co :)
Z górki
13 grudnia 2008W radiu podali, że 27 lat temu nie było "Teleranka". To prawda, byłam tego naocznym świadkiem. Tego dnia był też śnieg, a następnego dnia nie szło się do szkoły. Zasuwałam na sankach do zmierzchu. Takie mam wspomnienia ze stanu wojennego. Dobra, pamiętam też kolejki w sklepach i nic na pólkach, ale to było dla mnie wtedy normalne, więc nie odczuwam tego wspomnienia boleśnie.
A 27 lat później czyli teraz czekamy na przerwę świąteczną i ryjemy nosami biurka i podłogi. Ze zmęczenia nauczyłam się śpiewać jak Piotr Kupicha..... Gdy wigilia jeeeeeest... Dobra, może śpiewam bardziej jak Czesio, ale całkiem nieźle mi idzie... Popatrz, synku, to Mikołaaaaj.... Gretek docenia mój śpiew. A sama szepcze "Zdrowaś Mario" do komputera.
Poza tym nic ciekawego.
Jeszcze tylko 6 dni.
Prezenty
9 grudnia 2008Dziś dostałam prezent od babci Agula. Prezent, z którego wyczaruję sobie jeszcze lepszy prezent.
Znalazłam poza tym przepis na pierniczki i wykonam je własnoręcznie w weekend, bo chciałabym, żeby zawisły na mojej choince, której jeszcze nie mam, ale o której intensywnie myślę i którą sobie wizualizuję. Więc w tym roku chcę, żeby obrosła pierniczkami. Taką mam koncepcję i jest to bardzo dobra koncepcja!
Poza tym Agul i Ginewra dziś testowały kandydatów do dołączenia do naszego pracowniczego grona. Co z tego wyniknie okaże się niebawem. Trzymam kciuki i wznoszę modły, żeby wybór ich był trafny!
Agul pozwoliła mi przymierzyć swoje nowe okulary i... mój Booooooże, jakie Wy wszyscy macie piękne twarze! O, są i zmarszczki gdzie niegdzie, niedokładnie ogolony zarost, a i pryszczyk tu i ówdzie... Cudowne to uczucie tak patrzeć i widzieć dokładnie. Tez tak będe miała niedługo, a co!
Poza tym dziś dopadło mnie znienacka zmęczenie przedświąteczne... ale zostało jedynie 9 dni...
Mikołaju...
6 grudnia 2008Byłam dziś wyjątkowo w pracy, co spowodowało ogólne zdziwienie oraz niemałe poruszenie plus komentarze - ale masz zaspane oczy. Dzięki, te oczy sama zauważyłam rano, nawet próbowałam je sobie dorysować, ale jak widać - nic z tego i tak zauważyli, że pora była dla mnie nienaturalnie wczesna.
Obejrzałam kawałek lekcji chińskiego, o mój słodki Boże (Kasztanu, błagam, zostawmy w tym miejscu Boże, OK?) - toż to czysta chińszczyzna. "Czternastu ludzi tego samego serca". Takich rzeczy tam uczą. Nie dla mnie taka przyjemność, niestety, bo trochę jestem ślepawa i nie rozróżniłabym gdzie która gałązka ma być.
A wczoraj Agul i Gretek (z naciskiem na Gretek) odbyły wielce pouczającą lekcję - Gretek odnalazła czarnucha, grała w plującego badmintona oraz hm... szybko dochodziła... Nowoczesne metody czy jakoś tak to się nazywa.
Z Wiśnią opracowałyśmy wczoraj system szybkiego zapalania światła w pokoju nauczycielskim. Trzeba po prostu zatańczyć kujawiaka (Kasztanu, nich zostanie kujawiak, przez k, OK?). Krakowiak też się nadaje.
Postanowiłam uczcić sezon zimowy grzańcem. I czczę.
Droga bando, bliska sercu memu, czy jest jakaś szansa, żebyśmy się jeszcze przed świętami spotkali? Na przedświątecznej pizzy? I przedświątecznym piwku?
A do przerwy świątecznej tylko 13 dni, więc czasu zostało niewiele. W przerwie świątecznej Kasztanu się ewakuuje na dokarmianie u mamy (chudzina, niech je na zdrowie), więc szans na w pełni satysfakcjonujące posiedzenie wszystkich są marne.
13 dni to brzmi optymistycznie!
Otóż
4 grudnia 2008Otóż:
Martka pofrunęła za morze obejrzeć noblistów jak odbierają nagrody. Nobla. Poza tym obejrzy balet "Dziadek do orzechów" (szczerze zazdroszczę, bo uwielbiam) i pójdzie na koncert z noblistami. Ale na przyjęcie już nie, więc nie zobaczy ani króla ani królowej. Phi...
Nie omieszkała jednak zadzwonić z lotniska Katowicach i pogadać z nami momencik. Jakieś pół godzinki. Ze wszystkimi obecnymi w biurze po kolei.
Dziś był dzień przytulania tzw. Hug Day. Kasztanu w związku z tym obściskiwał.
Przed budynkiem, w którym pracujemy kwitną bratki. Moje szczawiki na balkonie wypuściły nowe listki. No cóż, w końcu jest zima.
Zmęczenie jest, nie powiem.
Na szczęście już niedługo weekend. W sobotę idę do pracy, więc nieco krótszy niż zwykle.
A przerwa świąteczna za 15 dni.
Zima :) straszliwa
2 grudnia 2008

Szczerze wyznam, że taka zima to mi nawet pasuje. Słonko, cieplutko na dworze, sympatycznie jest bez dwóch zdań.
Ogólnie rzecz biorąc nic nowego się nie dzieje. W pracy spytali nas co byśmy chcieli dodać do automatu ze słodyczami, który stoi na korytarzu. Biedna Dorotka, która zbierała opinie usłyszała: Kebab! Kabanosy! Piwo! Smalec ze skwarkami! Zachowanie moich współpracowników nie odbiegało od codziennej normy. Dzicz.
Postulat mam: nie puszczać Agula na jogę, bo potem na angielskim jej się paszcza nie zamyka i nie dopuszcza do głosu Gretka. A Gretek kulturalna jest i jej nie przerywa.
Postulat mam: nie puszczać Agula na jogę, bo potem na angielskim jej się paszcza nie zamyka i nie dopuszcza do głosu Gretka. A Gretek kulturalna jest i jej nie przerywa.

Auć!
Próbna matura próbnej matury
Jak koń po westernie
25 listopada 2008Takie dzieciaki uczę - dziesięcio-, jedenastolatki. Strasznie fajni są, lubię ich bardzo.
Takie dzieciaki z poczuciem humoru, inteligentne, takie ni to dzieci ni młodzież już. Fajowi.
Smutną rzecz dziś usłyszałam: Ja się proszę pani tego nie nauczę, bo nie mam kiedy. Ja mam osiem zajęć pozalekcyjnych. W weekend też nie mam czasu, muszę uczyć się do szkoły.
Usłyszałam to od dziewczynki z IV klasy.
Do przerwy świątecznej - 24 dni.
Oj continued
23 listopada 2008
I wciąż, nieprzerwanie, myślę o czekoladzie. Dosłownie chodzi za mną. Taka w kubeczku. A przecież wiadomo, że jak ktoś chce być smukły i wiotki to powinien żywić się tylko tym:
Oj
23 listopada 2008Nie wiem jak wy, ale ja w taką pogodę jestem zupełnie do niczego. Zero energii, zero chęci do robienia czegokolwiek poza robieniem niczego.
Przejdzie mi dopiero w maju.
Znacie jakieś sposoby, żeby nie chcieć codziennie zakopać się w kupie liści i przespać to w cholerę?
Do przerwy świątecznej - 26 dni.
Podsumowanie tygodnia
21 listopada 2008Taki ten tydzień był jakiś... podobny do innych.
Poza tym zaczęło padać i zrobiło się zimno. I szaro jakoś. Mam ochotę na grzańca. Sezon jesień/zima welcome to.
Kasztanu pomógł mi kupić Mafię i dwie dziwaczne kostki. I je teraz mam. Bo nie miałam, a chciałam mieć.
Kubek przytargała wszystkie pracowe graty w walizce, czym wzbudziła ogólny aplauz i akceptację. Bo praca lektora jest... ciężka i tylko w walizce na kółkach ją można przemieszczać.
Ja zostałam dziś zainspirowana przez prelegenta i kupię chyba lornetkę - będę lepiej widzieć co dzieje się wokół mnie, bom na wpół ślepa. Ale do czasu! Szef zasponsoruje mi okulary. Tzn. za to ile mi na te okulary da kupię sobie tylko kawalątek oprawki, ale zawsze to coś. Czemu muszą podobać mi się oprawki za tysiąc pięćset???Złlotych na szczęście (w nieszczęściu).
Z faktów smutnych - umarł Jan Machulski. Kwinto, ech... ucho do śledzia?
Ile dni zostało do wiosny?
Szarość wielka
16 listopada 2008Trochę nie wiem kiedy zrobiła się połowa listopada. Dopiero co był sierpień. Ktoś wie jak to się stało, że nie wiem kiedy to się stało?
Za oknem szarutko, dzwony biją, niedziela jak niedziela. Szarość mi nawet nie przeszkadza, przeszkadza mi trochę katar. Ale nie za bardzo. Da się żyć.
Z ciekawostek powiem Państwu, że mój pies odkrył przyjemność spania przy włączonej suszarce do ubrań. Przytula się do niej i śpi. Co kto lubi...
Podobno w przyszłym tygodniu ma padać śnieg. Jak to jest, że zawsze jak nadchodzi zima to ja mam deficyt ciuchów? Niby coś tam mam z zeszłego roku, ale w temacie spodnie raczej u mnie cieniuuuuuutko. O swetrach nie wspomnę - w pracy mamy aż za ciepło, potrzebuję jedynie czegoś co pozwoli mi nie zmarznąć w drodze do pracy - taki spacer ok. 20 minutowy. Po pokonaniu 1/3 trasy i tak robi mi się gorąco, więc czym ja się martwię tak właściwie?
Frotka słucha, a ja się cieszę, że słucha :)
Do przerwy świątecznej pozostały 33 dni.
Podsumowanie tygodnia
15 listopada 2008Tydzień długi nie był, ale nadrobił emocjami i na zawsze pozostanie w naszej pamięci.
Objawiły nam się Związki Zawodowe, które odniosły sukces, ale właściwie bez walki, bo potencjalny przeciwnik nie był bardzo wrogo nastawiony, a jedynie mientki w trzymaniu nerwów na wodzy. Co sam przyznał. I nawet przeprosił. Niewiarygodne.
Jeżeli przeżywacie sytuacje stresujące, a dodatkowo posiadacie maleńki strupek na twarzy, to broń Boże nie zdrapujcie go! Sikająca krew zaleje pół biurka i klawiaturę.
No i jeszcze do tego wszystkiego mam katar. I'm lovin' it, kurde.
Do przerwy świątecznej pozostało mi dni 34.
Tydzień
Do góry nóżmi
12 listopada 2008Taka środa zamiast poniedziałku to wszystko my myli. I gmatwa. I cieszy równocześnie :) ze względu na szybki weekend.
W tym sezonie ponoć modne są odcienie fioletu, wszelkie wrzosy i śliwki. Mam takie odcienie na placu. Nabyłam je sobie wczoraj we własnym domu zabijając pająka laciem. I jak grzmotnęłam paluchem w ścianę...aż zadudniło!
Jaki wniosek? Nie zabijać pająków laciem.
Byle do weekendu!
W tym sezonie ponoć modne są odcienie fioletu, wszelkie wrzosy i śliwki. Mam takie odcienie na placu. Nabyłam je sobie wczoraj we własnym domu zabijając pająka laciem. I jak grzmotnęłam paluchem w ścianę...aż zadudniło!
Jaki wniosek? Nie zabijać pająków laciem.
Byle do weekendu!
Długoweekendowo
11 listopada 2008Po wczorajszym spotkaniu z Bandytoma stwierdzam, że każdy gospodarz imprezy cierpi na syndrom Czemu-Wy-Nic-Nie-Jecie?, który ustępuje jak ręką odjął po wyjściu gości.
Zostałyśmy z Agiem ochrzczone mianem "Ale czuby" tylko dlatego, że wiedziałyśmy jak robi koń. I to równocześnie. Wielkie mi rzeczy...
Nowicjuszki okazały się nie w ciemię bitymi mafiozkami.
Widok Martki tańczącej z radości - bezcenny!
A dziś za oknem piękny listopadowo-niepodległościowy dzień. I aż nie chce mi się nawet myśleć o tym, że od jutra zaczyna się zwykła codzienność. Jak dobrze, że po trzech dniach pracy nadejdzie z utęsknieniem oczekiwany weekend.
Zupełnie niechcący zauważyłam dziś, że drzewa są już prawie łyse. A do przerwy świątecznej zostało jedynie 40 dni... Zaczynam odliczanie.
Byle do wiosny!
Weekend
Relacja z nieprawdopodobnej wyprawy Brittabelli czyli przez łąki i pola zasuwa Fasola
Uff...
6 listopada 2008
Szczęśliwie powróciłam na ojczyzny łono. Od wczoraj piorę, suszę i prasuję i zupełnie jak u Szymona Majewskiego "Końca nie widać, końca nie widać".
Ale fajnie być w domu.
W wolnej chwili wstawię jakieś zdjęcia.
Szczęśliwie powróciłam na ojczyzny łono. Od wczoraj piorę, suszę i prasuję i zupełnie jak u Szymona Majewskiego "Końca nie widać, końca nie widać".
Ale fajnie być w domu.
W wolnej chwili wstawię jakieś zdjęcia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






























